Górnicy dostali podwyżki, protestu w Warszawie nie będzie. Czopek: Przeżyjmy do wyborów, a później się zobaczy

Rząd bardzo szybko spełnił żądanie górników, którzy 28 lutego mieli zorganizować duży protest w Warszawie. Minister Jacek Sasin obiecał im 6 procent podwyżki od 1 stycznia 2021 roku, czyli średnio około 400-500 zł brutto. Te podwyżki z punktu widzenia ekonomicznego nie są uzasadnione. Kopalnie mają duże problemy i w przyszłości nic nie zapowiada, żeby były mniejsze - mówi Dawid Czopek, analityk branży energetycznej i surowcowej i zarządzający Polaris FIZ.

Łukasz Kijek: Górnicy zapowiedzieli duży protest w Warszawie 28 lutego, a 20 lutego dostali już więcej pieniędzy. Czy podwyżki, które obiecał im minister Jacek Sasin, mają sens ekonomiczny, czy tylko polityczny?   

Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ: Górnicy mogli wykorzystać sytuację polityczną, którą mamy w tym momencie. Wiadomo, że zbliżają się wybory, a urzędujący prezydent mocno liczy na wsparcie górników, o czym mówił m.in. na Śląsku. To jest absolutnie kwestia polityczna. 

Do tego mamy taką sytuację, że górnicy widzą, co się dzieje w gospodarce. Średni wzrost płac wynosi około 6-7 proc. a inflacja ponad 4 proc., więc rozumiem ich, że się tego domagają, tym bardziej, że to bardzo dobry politycznie moment.

>>> Zobacz wideo: Wysoka inflacja zjada pieniądze Polaków. Czy będzie jeszcze gorzej?

Zobacz wideo

Płace w gospodarce rosną, ale branża górnicza akurat cienko przędzie. Czy w branży górniczej podwyżki są uzasadnione?

Z punktu widzenia ekonomicznego nie. Kopalnie mają duże problemy i w przyszłości nic nie zapowiada, żeby te problemy były mniejsze. Pamiętajmy, że Polska Grupa Górnicza nie działa do końca w warunkach rynkowych, bo jej głównym odbiorcą są polskie elektrownie. Można się zastanawiać, czy cena, po której kupują polskie elektrownie, jest naprawdę rynkowa? Takim benchmarkiem są porty ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) i tam cena węgla w dostawach bieżących jest dużo niższa niż cena, po której kupują polskie elektrownie. 

Co to oznacza?

Wygląda na to, że dziś polskie elektrownie kupują węgiel po wyższej cenie, a my za to wszyscy płacimy w cenach prądu. Prywatny biznes, działający wedle zasad rynku najprawdopodobniej w tej sytuacji ograniczyłby produkcję i rozpoczął proces zwolnień.

Patrząc na sytuację w polskiej branży górniczej zamiast podwyżek powinny być zwolnienia?

Trochę może zbyt duży skrót myślowy, ale wygląda to w ten sposób, że kopalnie mają dziś przestoje. Dobrym przykładem jest komunikat z Bogdanki, która ograniczy swoją produkcję bodajże o 25 proc. w ciągu najbliższych tygodni. Po prostu jest problem ze zbytem węgla. Myślę, że także śląskie kopalnie mają kłopot ze sprzedażą surowca, zwłaszcza ze zbytem rynkowym, a nie wymuszonym telefonem polityka do prezesa elektrowni. Z tego punktu widzenia wygląda, że kopalnie przynajmniej powinny ograniczać koszty, czyli być może pomyśleć o kwestiach związanych z postojowymi.

Przecież nie ma dziś dużego zapotrzebowania na drogi węgiel, więc gdybyśmy mówili o biznesie w stu procentach rynkowym, to pewnie właściciel takiej kopalni dzisiaj zastanawiałby się, czy nie redukować swojej załogi, bo kopalnie przynoszą straty.

Najbliższe miesiące raczej nie zapowiadają się lepiej. Polska Grupa Górnicza (PGG) wypracowała w 2019 roku 86 mln zł zysku, jednak w wyniku dokonania odpisu spółka zamknęła miniony rok księgową stratą na poziomie aż 427 mln zł. Co dalej?

Nie będzie lepiej. Prawdziwym problemem może okazać się cash flow, czyli przepływy pieniężne. Jeżeli mamy do czynienia z wydobywaniem węgla na hałdę, to pieniędzy w firmie z tego nie ma. Ekonomicznie można sobie rozłożyć koszty tego wydobycia i z tego punktu widzenia mieć trochę lepszy wynik finansowy, ale prawda jest taka, że "cash is king". A cashu czyli gotówki z hałdy nie ma więc może być też problem płynności w spółkach górniczych. Niebawem pewnie będziemy mieli do czynienia z ograniczeniem inwestycji, co znowu odbije się za 2-3 lata na wynikach. 

I rząd będzie musiał dosypać pieniędzy?

Tym razem będzie trudno, bo pomoc publiczna już się odbywała i Bruksela może się na to nie zgodzić. Natomiast dalsze ruchy z przesuwaniem kolejnych kopalń do spółki restrukturyzacji na pewno będą.

Myślę, że ostatecznie to skończy się wrzuceniem wszystkiego do jednego wielkiego konglomeratu. Coraz częściej minister Sasin o tym myśli, tego też boją się inwestorzy, dlatego spółki skarbu państwa z branży energetycznej i surowcowej tak spadają na giełdzie. 

Jak to mogłoby wyglądać?

Według mnie nastąpi połączenie kopalń ze spółkami energetycznymi, być może z innymi firmami z szeroko rozumianej energetyki. Tak właśnie w przyszłości może odbywać się ciche dotowanie kopalń przez tzw. narodowego championa.

Rząd ma pomysł na polski węgiel, nazywany skarbem narodowym? 

Moim zdaniem od wielu lat pomysł jest ten sam. Przeżyjmy do wyborów, a później się zobaczy. Dokładnie tak samo było cztery lata temu, wówczas również główny pomysł był taki, żeby przetrzymać do wyborów i mieć spokój na Śląsku. Wtedy się udało, bo nastąpiło znaczne odbicie cen węgla i wszystko było w porządku, ale za którymś razem się nie uda.

Boję się, że tym razem może się nie udać, bo mamy do czynienia z bardzo dużymi zmianami na rynku energetyki. Gaz jest bardzo tani, płynie do nas m.in. ze Stanów Zjednoczonych, nie opłaca się palić węglem, certyfikaty na emisję dwutlenku węgla są wysokie, polityka energetyczna UE zaostrza się, więc trzeba będzie się z tym zmierzyć.

Oczywiście część produkcji węgla w Polsce pozostanie, bo mamy nadal bloki na węgiel, które zostaną z nami jeszcze przez 20-30 lat. Myślę, że pomysł polskiego rządu na kopalnie to jest powolne i ciche wygaszanie tego przemysłu. Ludzie będą odchodzić na emeryturę, ściany będą powoli zamykane, nie będzie większych inwestycji. Ciche wygaszanie, tak by nikogo nie denerwować. 

Na koniec odłóżmy ekonomię. Zresztą sam pan mówił o działaniu politycznym. Jeśli porówna się protesty nauczycieli, lekarzy, czy niepełnosprawnych z protestami górników to mocno zgrzyta.

Lekarze i nauczyciele nie palą opon. 

I być może w większości nie głosują na PIS?

Dokładnie tak. Górnicy są dość agresywni w swoich działaniach. Wszyscy pamiętamy wydarzenia, które miały miejsce kilka lat temu przed siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej z paleniem opon i starciami z policją.

Tuż przed wyborami prezydenckimi ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje obecna władza, jest manifestacja górników w Warszawie. Górnicy to po prostu wykorzystują. Nikt z polityków i to z żadnej partii nie powie dziś prawdy, że przed polskim górnictwem przyszłość nie jest szczególnie świetlana.  

Dawid Czopek, zarządzający funduszu PolarisDawid Czopek, zarządzający funduszu Polaris Next.gazeta.pl

>>>Dawid Czopek, Dawid Czopek, analityk branży energetycznej i surowcowej i zarządzający Polaris FIZ.