Wielka tama wywołała spór, w który włączył się Donald Trump. Egipt i Etiopia walczą o wodę z Nilu

Budowana przez Etiopię Tama Wielkiego Odrodzenia może odciąć Egipt od części wody i wysuszyć pola. Etiopczycy argumentują, że potrzebują tamy do produkcji energii - bez prądu żyje tam ponad 60 proc. ludności. Do sporu, w którym pojawiają się nawet obawy o akcje militarne, włączyły się USA.

155 metrów wysokości, blisko 1,8 km długości - kiedy Tama Wielkiego Odrodzenia zostanie ukończona, hydroelektrownia będzie największa w całej Afryce. 

Ogromna tama i wielka elektrownia

Moc 6,45 gigawatów da jej też miejsce wśród największych takich instalacji na świecie. Dla porównania: liderem jest chińska Tama Trzech Przełomów o mocy 22,5 gigawatów, za nią znajduje się brazylijsko-paragwajska tama Itaipu z 14 gigawatami, a podium zamyka Xiluodu o mocy 13,8 GW. Te wielkie tamy to też jednocześnie największe elektrownie na świecie w ogóle. Największa polska elektrownia - Bełchatów (opalana węglem brunatnym) ma około 5,5 GW mocy, nasze hytroelektrownie nie mogą się z takimi gigantami mierzyć.

Tama Wielkiego Odrodzenia powstaje od 2011 roku na Nilu Błękitnym - głównym dopływie Nilu - tuż przy granicy Etiopii z Sudanem.

Tama Wielkiego Odrodzenia w Etiopii.Tama Wielkiego Odrodzenia w Etiopii. Gazeta.pl

Koszt inwestycji szacowany jest na blisko 5 miliardów dolarów. W sztucznym jeziorze, które powstanie, zmieszczą się ponad 74 biliony metrów sześciennych wody. Projekt ma zostać ukończony w 2022 roku (obecne zaawansowanie to około 70 proc.), ale wcześniej trzeba zacząć napełnianie zbiornika. To długi proces, który potrwa przynajmniej kilka lat. I to jest też źródło konfliktu między Etiopią a położonym w dolnym biegu Nilu Egiptem.  

Spór o napełnianie i obawy o kryzys wodny

Etiopia chciała, by napełnianie, którego start zaplanowano na lipiec, trwało siedem lat, a może nawet trzy. Takie tempo według Egiptu jest zbyt szybkie. Niemal cała woda (słodka) w tym kraju, pochodzi ze źródeł zagranicznych, 85 proc. w Etiopii. Gwałtowne ograniczenie przepływu wody w Nilu może mieć dla Egiptu katastrofalne skutki. I tak ma on już ogromne problemy z wodą, które pogłębia kryzys klimatyczny, a populacja kraju rośnie. 

Zobacz wideo Raport ONZ: Jakość produktów rolnych spadnie, ale ceny wzrosną

Jak wylicza Jędrzej Czerep w swojej publikacji dla Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, gdyby Etiopia naprawdę napełniała zbiorniki przez zaledwie trzy lata, Egipt traciłby 27 mld metrów sześciennych wody rocznie. To oznaczałoby utratę 67 proc. powierzchni upraw rolnych. Kair chciał, by napełnianie wydłużyć do aż 21 lat, wtedy traciłby według eksperta 3 mld metry sześcienne wody rocznie i 2,5 proc. powierzchni rolnej. 

Etiopia z kolei podkreśla znaczenie projektu dla swojej gospodarki, konieczność dostarczenia energii elektrycznej dla 100-milionowej populacji, nadwyżki w produkcji miałyby być sprzedawane krajom ościennym. 

Do mediacji, na prośbę Egiptu, jesienią ubiegłego roku włączyły się Stany Zjednoczone. W połowie stycznia ogłoszono, że Egiptowi, Sudanowi i Etiopii udało się osiągnąć wstępne porozumienie, jednak na kolejną rundę rozmów, zaplanowaną na koniec lutego, Etiopczycy już nie dotarli i wycofali się z negocjacji. Władze w Addis Abebie uznały, że rozpoczną napełnianie zbiorników zgodnie z planem, czyli latem tego roku. Amerykański sekretarz skarbu Steve Mnuchin ostrzegł Etiopię, by nie robiła tego przed osiągnięciem ostatecznego porozumienia, co przez etiopskiego ministra spraw zagranicznych zostało określone jako działanie "niedyplomatyczne".

Etiopczycy uważają, że Stany Zjednoczone nie zachowują się jak bezstronny mediator, zapewne mając przynajmniej częściowo rację - Donald Trump zapewniał o wsparciu prezydenta Egiptu Abdela Fattaha el-Sisiego. Także Liga Arabska podkreśla historyczne prawa Egiptu do Nilu. W całym tym sporze Sudan stara się nie popierać jednoznacznie żadnej ze stron, ma zresztą własne poważne problemy wewnętrzne i gospodarcze. 

Kair ogłosił, że użyje wszelkich środków, by bronić swoich interesów, a etiopska armia zapewniła, że jest gotowa bronić tamy. Groźby użycia siły wojskowej ze strony Egiptu już wcześniej się pojawiały, choć pozostały tylko groźbami. Etiopia wykorzystała dobry moment na rozpoczęcie inwestycji: przez Egipt przetoczyła się wtedy arabska wiosna i zmieniano władze (w 2011 roku wojskowi obalili prezydenta Husniego Mubaraka). Teraz zresztą uwaga Amerykanów i w ogóle świata skoncentrowana jest zupełnie gdzie indziej.