Bardzo nie lubimy, jak nam zamykają lasy. A jak się w nich znajdziemy? "Widać wyraźnie, kiedy był długi weekend"

Maria Mazurek
Niedawną internetową petycję o zniesienie zakazu wejścia do lasów podpisało ponad 166 tysięcy osób, wzbudził on też ogromną aktywność w mediach społecznościowych. Wygląda na to, że Polacy bez lasu żyć nie mogą. Tyle że jak już się w nim znajdą, to o tej miłości często zapominają. Każdego roku, tylko z lasów pod zarządem Lasów Państwowych wywożona jest równowartość 1000 wagonów kolejowych śmieci.

Dziś Dzień Ziemi i nie ma lepszego dnia, by pokazać nasz nowy projekt. Listek na samej górze strony Gazeta.pl będzie już Wam i nam towarzyszył na stałe. Ostatnio staraliśmy się wiele zmienić w wydawaniu portalu, by przekazać Wam jak najwięcej informacji o środowisku, przyrodzie, bardzo szeroko pojętymi klimacie i ekologii. Teraz to wszystko w jednym, zielonym miejscu - zielona.gazeta.pl >>

***

Mam czasem takie wrażenie, że ludzie kochają las, ale pod warunkiem że będzie on taki, jakim chcieliby go widzieć, las 'instagramowy'. Ładnie wyglądający za oknem, z puszystymi zwierzątkami, tunelem drzew nad ładną ścieżką, pniem przewróconym, na którym można sobie zrobić ładne zdjęcie. Las w rzeczywistości niekoniecznie tak wygląda.

Tak mówi Andżelika Gackowska, Zastępczyni Dyrektora Lasów Miejskich - Warszawa. Rozmawiamy 20 kwietnia w poniedziałek, po południu. Pani Andżelika wróciła właśnie z obchodu miejskich lasów.

- Obłożenie kompleksów leśnych teraz jest takie jak w najcieplejsze długie weekendy, a może nawet jeszcze więcej. Mnóstwo ludzi na ścieżkach, samochodów na parkingach - mówi. Nic dziwnego, wszyscy czekali na możliwość wejścia do lasów, widać to szczególnie w dużym, gęsto zaludnionym mieście. Ale ma to też nieprzyjemne konsekwencje. - To, co jest negatywne na co dzień, teraz jest negatywne razy 10 - zauważa dyrektorka. - Polemizowałabym z tym, że to wyłącznie las jest wszystkim ludziom potrzebny. Ludziom potrzebna jest przede wszystkim przestrzeń i kontakt z naturą, niekoniecznie musi to być las w sensie prawnym. Im bardziej jesteśmy zamknięci w mieście, w betonowych blokowiskach, tym ta potrzeba jest wyraźniejsza. 

Polak w lesie śmieci

Okresowe zamknięcie polskich lasów bardzo się nam nie spodobało. Oburzają nas też wycinki, budowa dróg i inne urzędowe decyzje dotyczące terenów leśnych. Ale abstrahując od działań prowadzonych przez zarządzających lasami czy ordynowanych przez polityków - także w skali mikro Polak odwiedzający las popełnia wiele grzechów. 

Jakie są te główne? Według statystyk prowadzonych przez straż leśną, zdecydowanie najwięcej jest śmiecenia i nieuprawnionych wjazdów do lasów (w tym duży i coraz większy udział mają crossowcy i quadowcy). Poza tym mamy kradzieże drewna, wandalizm i kłusownictwo. Ale to śmieci najbardziej w lesie widać i tutaj niestety na przestrzeni lat niewiele się zmienia. 

Widać wyraźnie, kiedy był długi weekend, majówka lub inny wolny dzień. No i niestety bardzo często widzimy, kiedy się rozpoczął sezon grzybowy, bo grzybiarze zostawiają bardzo dużo śmieci. To jest o tyle większe wyzwanie, że oni wchodzą głęboko w las. Śmieci zostają też po coraz bardziej popularnych leśnych imprezach sportowych, choć teraz nadleśnictwa pilnują, żeby w umowach zawierać zobowiązanie organizatorów do posprzątania lasu

- mówi Anna Malinowska. W ubiegłym roku strażnicy leśni nałożyli 784 mandaty karne o łącznej wartości 204 920 zł (pieniądze trafiają do Skarbu Państwa), w 24 przypadkach z powodu odmowy przyjęcia mandatu skierowano wnioski do sądów. Nie wydaje się to być dużo, ale też strażników jest 1000, średnio po dwóch na nadleśnictwo, a lasy rozległe. Leśnicy mogą nakładać mandaty w wysokości maksymalnie 500 zł, choć w wielu przypadkach sprawca, jeśli uda się go wykryć, karany jest za dwa wykroczenia: śmiecenie i nieuprawniony wjazd do lasu. Jest też zobowiązany do usunięcia odpadów z lasu na własny koszt. W niektórych przypadkach sprawy kierowane są do sądu, który może nałożyć wyższe kary finansowe. 

- Jeśli chodzi o ilość śmieci, które my uprzątamy, to od lat utrzymuje się ona na tym samym poziomie - w przeliczeniu to 110 m3, czyli równowartość 1000 wagonów kolejowych co roku. Co roku wydajemy 20 mln zł na ich sprzątanie. W tym roku kwota może wzrosnąć, bo wzrosły stawki za wywóz śmieci - mówi Anna Malinowska, rzeczniczka Lasów Państwowych.

Śmieci w lesie.Śmieci w lesie. Fot. A. Berk, RDLP w Olsztynie, materiał z komunikatu Lasów Państwowych

To tylko część wydatków, bo osobno funkcjonują na przykład lasy gminne (w Polsce mamy też jeszcze lasy prywatne). Lasy Miejskie w Warszawie co roku wydawały około pół miliona złotych na sprzątanie śmieci. Na ten rok zakontraktowały wyższą kwotę - 700 mln zł. - Wartość podpisywanych umów wynika z tego jakim dysponujemy budżetem, a rzeczywiste potrzeby sprzątania lasu zawsze są większe niż posiadane przez nas środki. Zaśmiecenie lasu stale wzrasta i jeszcze nie zdarzyło się tak, żebyśmy nie byli w stanie wydać wszystkich pieniędzy, i to nie jest wydawanie na siłę. Gdyby tak solidnie sprzątać lasy, to kosztowałoby to około milion złotych - podkreśla Andżelika Gackowska. 

700 kilogramów ryb, resztki po uboju 63 owiec, niebezpieczne odpady chemiczne

Bo to leśnicy muszą uprzątnąć to, co po sobie zostawią odwiedzający. Śmiecących trudno złapać na gorącym uczynku, choć czasem i to się zdarza, ale też można ich namierzyć w inny sposób. W miejscach często zaśmiecanych zakładany jest monitoring, wyrzucających śmieci czasem uchwyci kamera fotopułapki fotografującej zwierzęta, często też zgłaszają ich inni spacerowicze. 

Leśnicy znajdują w lasach wszystkie śmieci, jakie tylko można sobie wymyślić, część z nich zostawiają spacerowicze, ale ogromna ilość przywożona jest po prostu jak na wysypisko śmieci. Opakowania, papiery, resztki jedzenia, plastikowe naczynia i sztućce, puszki, szklane butelki, odpady komunalne przywożone w workach, telewizory, lodówki, umywalki, meble, opony - trudno to nawet wyliczać. Wydawałoby się, że z biegiem lat rośnie świadomość dotycząca środowiska naturalnego, ale śmieci wcale nie ubywa, choć tego "trudne" odpady można oddać bezpłatnie i legalnie do lokalnego PSZOK-u (Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów). 

Andżelika Gackowska zauważa jeszcze jeden niepokojący trend: - Od kiedy zmieniła się ustawa śmieciowa, mamy bardzo dużą ilość podrzutów śmieci budowlano-remontowych, to coś, czego w ostatnich latach na taką skalę nie było. Mamy po kilka stałych punktów w każdej dzielnicy, gdzie takie śmieci są podrzucane, pewnie jeszcze więcej zbierają dzielnice ze swoich terenów. 

Wyjątkowo drastyczny przykład takiego śmiecenia miał niedawno miejsce niedaleko Czarnej Białostockiej. Nie doszło do niego wprawdzie na samym terenie lasu, ale tuż obok niego, a w dodatku blisko ujęcia wody. Strażnicy leśni złapali na gorącym uczynku i nagrali dwóch mężczyzn, którzy próbowali się pozbyć stosu odpadów budowlanych, w tym folii, styropianu, rur PCV i gruzu, w bardzo zorganizowany sposób. Mieli ze sobą koparkę i kruszarkę, część śmieci zdążyli już rozdrobnić i wrzucić do wykopanego dołu. Sprawą zajęła się policja, która przekazała materiały do prokuratury z wnioskiem o wszczęcie śledztwa. 

Zobacz wideo Wyrzucili śmieci w pobliżu ujęcia wody [źródło: Straż leśna Nadleśnictwa Czarna Białostocka]

Ludzie wyrzucają też niebezpieczne odpady odzwierzęce. Przykład sprzed kilku dni: na parkingu leśnym blisko autostrady A4 podleśniczy z leśnictwa Lipowa w Nadleśnictwie Opole znalazł kilkaset kilogramów skór i głów owczych, pozostałych po uboju 63 owiec. Ktoś zapakował je w plastikowe worki i podrzucił, prawdopodobnie w nocy. W styczniu w lesie pod pomorskim Bytowem spacerowicz natrafił na 700 kilogramów resztek ryb

700 kilogramów martwych ryb podrzuconych w lesie700 kilogramów martwych ryb podrzuconych w lesie fot. Nadleśnictwo Przymuszewo

Leśnicy sprawę przekazali policji, bo taka ilość odpadów to podejrzenie o wyrządzeniu znacznej szkody środowisku, czyli przestępstwo. Sprawcę udało się namierzyć, okazał się nim być przedsiębiorca. W ubiegłym roku w nadleśnictwie Kudypy ktoś zostawił w lesie palety z kilkunastoma tysiącami zepsutych jaj. Zdarzają się też podrzucenia substancji chemicznych - w lutym tego roku na terenie nadleśnictw Wolsztyn i Bolewice znaleziono kilkanaście beczek i zbiorników z nieznaną substancją, w tym z prawdopodobnie płynami poeksploatacyjnymi z pojazdów, do ich usunięcia trzeba było wezwać zastęp chemiczny straży pożarnej.

Niebezpieczne odpady w lesie.Niebezpieczne odpady w lesie. Fot. Jolanta Gaczyńska, Nadleśnictwo Bolewice, materiał z komunikatu Lasów Państwowych

Wypieranie zwierząt

Nie tylko śmiecenie zagraża lasom. Schodzenie ze szlaków czy ścieżek, wchodzenie do ostoi to nie jest tylko "niewinne" łamanie zakazów.

Pamiętajmy, że las to także dom zwierząt. A człowiek w lesie zachowuje się często jakby był tam sam, hałasuje, zostawia po sobie śmieci, pali ogniska, puszcza wolno psa, nawet w rezerwatach czy parkach narodowych. Zwierzęta płoszone, są zestresowane, trudniej im zdobyć pożywienie czy w spokoju je zjeść, co przekłada się na ich kondycję

- mówi Katarzyna Karpa-Świderek z WWF Polska. - Obecnie mamy sezon lęgowy ptaków, to czas w którym te zwierzęta potrzebują spokoju. Część ptaków gniazduje na ziemi i ich lęgi są zagrożone zadeptaniem, więc stąpajmy ostrożnie, także na przykład na plaży i nie wchodźmy tam gdzie mają swoje miejsca rozrodu - dodaje. 

Teraz w ogóle jest czas, kiedy na świat przychodzą małe zwierzęta. 

Sarna, którą ludzie lub psy płoszą kilkadziesiąt razy dziennie, nie ma czasu zająć się dobrze młodym. Albo je porzuca, albo nie ma możliwości odpowiednio je wykarmić

- podkreśla Andżelika Gackowska. Zwierzęta mają szczególnie ciężko w lasach na terenach lub przylegających do miast. Nie wszystkie potrafią się przystosować do życia z ludźmi, na przykład układ pokarmowy wspomnianych saren nie jest przystosowany do jedzenia, jakie po sobie pozostawiamy. Poza tym lasy miejskie często są od siebie odcinane nie zawsze dobrze przemyślaną zabudową, brakuje wymiany genetycznej między populacjami - efekt jest taki, że saren jest coraz mniej. Po drugiej stronie mamy dziki, które w sąsiedztwie ludzi radzą sobie świetnie, choć to też niekoniecznie dobre zjawisko. - Dziki w miastach czują się tak dobrze, że padają ofiarą własnego sukcesu, jest ich za dużo, są wtedy podatniejsze na choroby, mieszkańcy też się skarżą - mówi Andżelika Gackowska.

Katarzyna Karpa-Świderek zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt wpływu obecności ludzi w lasach na zwierzęta - śmierć na drodze. - Kiedy jedziemy przez las samochodem, zwolnijmy, śmierć na drogach to jedna z głównych przyczyn śmiertelności zwierząt, od tych małych, jak jeże czy żaby, po duże drapieżniki, jak wilki czy rysie.

WWF przywołuje dane parków narodowych i Regionalnych Dyrekcji Ochrony Środowiska za lata 2013-2018: zanotowano 12 przypadków śmierci rysia, w tym siedem z powodu zderzenia z samochodem, jeden naturalny, jeden w wyniku kłusownictwa i trzy z nieznanych przyczyn. Na początku marca tego roku na terenie Nadleśnictwa Dojlidy znaleziono martwą samicę rysia, prawdopodobnie potrąconą przez samochód. 

Martwa samica rysia.Martwa samica rysia. Fot. Nadleśnictwo Dojlidy, materiał z komunikatu Lasów Państwowych

Ryś to bardzo rzadki, zagrożony wyginięciem gatunek, w Polsce jego populację szacuje się na zaledwie około 110-200 osobników. W przypadku wilków statystyka wygląda podobnie. W tym samym okresie zginęło ich 206, w tym 132 z powodu wypadków na drogach, a 31 z nieznanych przyczyn. 

Las w ogniu

Jest jeszcze jeden, ogromnie ważny czynnik, który musimy wziąć pod uwagę, odwiedzając lasy, szczególnie teraz, wczesną wiosną, gdy nie ma jeszcze świeżej trawy i zielonych zarośli. I szczególnie w tym roku, po zimie bez śniegu i wielu tygodniach bez opadów. Susza zwiększa ryzyko pożarów, a jak na razie w tym roku jest ona wyjątkowo duża. W większości lasów obowiązuje trzeci, najwyższy stopień zagrożenia pożarowego, wilgotność ściółki ledwo przekracza 10 procent. Są obszary na granicy możliwości prawnych wprowadzenia zakazu wstępu do lasu - czyli pięciu dni z rzędu, kiedy wilgotność ściółki mierzona o 9:00 rano jest poniżej 10 proc. 

- Ściółka leśna jest przesuszona i to od niej najczęściej zaczyna się pożar, a potem idzie w podszyt i wyższe partie drzew. Suchy las to ogromna ilość paliwa, zwłaszcza drewno sosnowe, które zawiera łatwopalne olejki eteryczne, a późno zauważony pożar lasy naprawdę ciężko opanować. A jeśli powstanie tak zwany pożar wierzchołkowy, wysoko w lesie, to tempo rozprzestrzeniania się gwałtownie wzrasta. W pożarach lasów występuje czasami tak zwany wiatr pożarowy: na zasadzie różnicy ciśnień, wywołanej wysoką temperaturą, powstaje ciąg powietrza, który jeszcze bardziej rozprzestrzenia pożar na dalsze części lasu - wyjaśniał w rozmowie z Next.gazeta.pl Krzysztof Batorski, rzecznik prasowy Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej. 

Od początku roku do 20 kwietnia mieliśmy prawie 2700 pożarów lasów, w tym ponad 600 w Lasach Państwowych, tylko w kwietniu było ich odpowiednio 2014 i 404. W marcu i kwietniu pożarów lasów było więcej niż w tych samym okresie ubiegłego roku, a przecież wtedy też mieliśmy suszę. 

W tym tygodniu, przez kilkadziesiąt godzin, od niedzieli do wtorku, strażacy walczyli i leśnicy walczyli z wielkim pożarem na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego, do gaszenia wykorzystywano m.in. samoloty. Spłonęło ponad 1000 hektarów łąk, torfowisk i lasu. To ogromny teren, w całych Lasach Państwowych w ubiegłym roku spłonęło mniej lasu. A akcja tak naprawdę jeszcze się nie skończyła, trwa dogaszanie.

 - Po pożarze zrobiła się tam pustynia, bociany i wrony dojadają ostatnie zwierzęta, które się spaliły - mówi, cytowany przez IAR, dyrektor parku Andrzej Grygoruk. 

Nieznane są jak na razie przyczyny tego pożaru, ale według Krzysztofa Batorskiego, za większość płonących lasów odpowiedzialni są ludzie - po pierwsze celowo podpalając, ale też z powodu lekkomyślności, na przykład poprzez wyrzucanie niedopałków papierosów czy wjeżdżanie w las pojazdami. Bardzo poważnym zagrożeniem jest też wypalanie traw.

Takie bezpośrednie negatywne czynniki naszego - odwiedzających - wpływu na lasy pojedynczo mają, wydawałoby się, małą skalę, choć też straty są jak najbardziej realne. Ale jeśli zakaz na danym terenie złamie codziennie kilkaset czy kilka tysięcy osób, to efekt skali jest bardzo duży. 

Nie jest też oczywiście tak, że każdy, kto wchodzi do lasu, jest szkodnikiem. Lasy Państwowe co roku przeprowadzają badania wśród odwiedzających. Widać w nich między innymi rosnącą specjalizację - pojawiają się masowe biegi przełajowe, bushcraftowcy, surwiwalowcy czy koniarze. Ale też, co zaskakujące, od 2014 roku powoli, ale konsekwentnie spada liczba osób, które regularnie, czyli przynajmniej raz w tygodniu są w lesie. - Być może jest to trochę spowodowane procesem urbanizacji czy też zwiększeniem czasu spędzanego w pracy. Ale też reakcja na niedawne rządowe obostrzenia pokazała, że Polacy mają dużą potrzebę przebywania w lesie - mówi Anna Malinowska i dodaje: - Miłośnicy lasów, którzy stale w nich bywają, bardzo je szanują i często jeszcze cudze śmieci ze sobą wynoszą.