Neutralność klimatyczna Polski do 2050 roku jest osiągalna. Może być też korzystna

Będą potrzebne miliardy euro, zmiany w całej gospodarce i po pierwsze - odejście od węgla. Ale Polska jest w stanie ograniczyć swoje emisje gazów cieplarnianych tak bardzo, by osiągnąć neutralność klimatyczną do 2050 roku - wynika z raportu firmy McKinsey. Koszty będą duże, ale rozłożą się na lata. Będziemy też mieli wymierne korzyści w gospodarce.

Unia Europejska będzie dążyć do tego, by do 2050 roku osiągnąć neutralność klimatyczną. Oznacza to, że obniżymy produkcję dwutlenku węgla do tak niskiego poziomu, że będzie on w całości pochłaniany. To ogromne wyzwanie, ponieważ oznacza transformację energetyczną, ale też zmiany w wielu innych sektorach: transporcie, rolnictwie, przemyśle. Jest to jednak konieczne, by zatrzymać kryzys klimatyczny.

Rząd PiS zgodził się na ten cel w skali UE, ale deklaruje, że Polska będzie dochodzić do niego "w swoim tempie" ze względu na "szczególne uwarunkowania", czyli energetykę uzależnioną od węgla. Jednak obecne plany rządowe dotyczące energetyki są dalekie od choćby zbliżenia się do tego celu. 

Neutralność klimatyczna Polski do 2050 roku jest jednak osiągalna - wynika raportu McKinsey, firmy zajmującej się doradztwem strategicznym. To jedno z pierwszy kompleksowych opracowań scenariusza osiągnięcia przez polską gospodarkę neutralności klimatycznej. Autorzy piszą, że neutralność klimatyczna Polski jest nie tylko osiągalna, ale też może zwiększyć niezależność energetyczną i przynieść 300 tys. nowych miejsc pracy. 

Neutralność klimatyczna "niesie ze sobą bardzo wiele korzyści"

Autorzy piszą, że w raporcie skupili się na scenariuszu najbardziej efektywnym kosztowo. Zakłada on, że do 2050 roku obniżymy nasze emisje o 91 proc. względem roku 2017. Pozostałe 9 proc. z sektorów, w których dekarbonizacja (jak potocznie nazywa się zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych) jest szczególnie trudna (głównie w przemyśle) ma być rekompensowane przez pochłanianie CO2. Scenariusz zakłada obniżanie poziomu emisji o średnio 2,6 proc. rocznie do roku 2030 i od 5,4 do 11,8 proc. przez kolejnych 20 lat. Jednak punktem wyjściowym jest rok 2017, od którego emisje zdążyły wzrosnąć, zatem realnie potrzebne będzie jeszcze wyższe tempo. 

Potrzebne dodatkowe nakłady inwestycyjne wyniosłyby w sumie 380 mld euro, czyli średnio 13 mld euro rocznie - wyliczają autorzy raportu. Zwracają jednak uwagę na korzyści, w tym zmniejszenie kosztów operacyjnych w poszczególnych sektorach o 75 mld euro, poprawienie bilansu handlowego Polski. Oczywiście nadrzędną korzyścią jest przyczynienie się do zatrzymania kryzysu klimatycznego, którego koszty w Polsce i na świecie będą nieobliczalne. 

 - Przygotowany przez McKinsey'a raport wskazuje jasno, że realizacja wizji neutralności klimatycznej Polski w perspektywie roku 2050 jest nie tylko możliwa do osiągnięcia, ale niesie ze sobą bardzo wiele korzyści. W raporcie stwierdza się m.in., że może „zwiększyć wzrost gospodarczy o 1-2 proc. i przyczynić się do powstania 250-300 tys. nowych miejsc pracy”. To bardzo dobry wstęp do krajowej i europejskiej dyskusji jak wprowadzać wizję neutralnej klimatycznie Polski i Europy w życie - ocenia Marcin Korolec, prezes Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych, były minister środowiska. Zwrócił uwagę, że politycy powinni mieć to na uwadze przy negocjacjach unijnego budżetu na lata 2021-2027, który ma skupić się na zielonej transformacji. 

Nie wystarczy odejść od węgla

Autorzy piszą, że "emisje w Polsce powstają głównie w pięciu sektorach i obszarach gospodarki: przemyśle, transporcie, użytkowaniu budynków (a szczególnie ich ogrzewaniu), rolnictwie i energetyce". Dekarbonizacja musi objąć je wszystkie. 

W przemyśle (22 proc. emisji) konieczne jest zastosowanie nowych technologi i budowa niskoemisyjnych zakładów, poprawa efektywności energetycznej, elektryfikacji procesu wytwarzania ciepła i technologii wychwytywania. Wg McKinsey w tym sektorze możemy pozbyć się 97 proc. emisji. Zakłada to jednak zastosowanie technologii wychwytywania, wykorzystywania i składowania dwutlenku węgla, które na razie działają na niewielką skalę i nie wiadomo, kiedy i czy ich zastosowanie w potrzebnej skali będzie możliwe i opłacalne. 

W transporcie (15 proc. emisji) potrzebna jest przede wszystkim całkowita zeroemisyjność transportu drogowego (to on generuje 98 proc. dwutlenku węgla - pozostałe 2 proc. to kolej i lotnictwo). To wymaga zamienienia pojazdów na elektryczne i wykorzystujące wodór. 11 proc. polskich emisji jest związane z budynkami, głównie ich ogrzewaniem i klimatyzacją. Aby je obniżyć, trzeba po pierwsze poprawić efektywność energetyczną budynków (czyli lepiej je izolować), a po drugie - ogrzewać je przy pomocy niskoemisyjnych alternatyw pieców i bojlerów czy ciepłowni na węgiel. 

Emisje gazów cieplarnianych w rolnictwie (11 proc.) to w dużej mierze nie dwutlenek węgla, a metan i tlenki azotu, które pochodzą z nawozów sztucznych oraz są wytwarzane przez bydło. Pozostała 1/4 emisji pochodzi ze spalania paliwa w maszynach rolniczych. McKinsey zakłada rozwiązania takie jak optymalizacja nawożenia i ograniczanie orki, niskoemisyjne paliwa do maszyn i ograniczanie fermentacji jelitowej bydła. Alternatywą może być ograniczenie spożycia mięsa, a wraz z tym hodowli. 

Wreszcie energetyka, która odpowiada za największą część emisji, a do tego musi być niskoemisyjna, by miała sens elektryfikacja innych sektorów. Scenariusz zakłada 50-procentowy wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną do 2050 roku. Jednak większość elektrowni węglowych w Polsce i tak zostałaby wyłączona przed 2050 rokiem. Autorzy zakładają, że do 2050 roku za aż 75 proc. produkcji energii będą odpowiadać elektrownie wiatrowe, w większości na morzu. Ok. 6 proc. na stanowić energia słoneczna. Odnawialne źródła energii będą musiały być połączone z technologiami jej magazynowania. 

14 proc. energii pochodziłoby z kolei z elektrowni atomowych. Jednak ta ścieżka zakłada, że prąd z atomu będziemy mieli w Polsce już po 2030 roku, co wydaje się nierealne. Ma pozostać marginalna rola gazu i węgla w sektorze energetyczno-ciepłowniczym, przy założeniu pochłaniania związanych z tym emisji. 

Koszty nie takie straszne

Prawie 400 miliardów euro dodatkowych wydatków może brzmieć strasznie, jednak eksperci wyjaśniają, że nie ma czego się obawiać. To 13 mld euro rocznie. - Zastąpienie paliw kopalnych oznacza dodatkowy wysiłek inwestycyjny, jednak nie powinno to być barierą dla Polski, szczególnie biorąc pod uwagę unijne wsparcie. Pamiętajmy, że setki miliardów euro rozłożone na 30 lat oznaczają w istocie dodatkowe nakłady rzędu jedynie 1-2 proc. polskiego PKB. Jednocześnie transformacja tworzy impuls inwestycyjny w krótkim okresie - ocenia Aleksander Śniegocki, kierownik programu “Klimat i energia” WISE Europa.

Zwraca uwagę, że w "sektorze energetycznym transformacja może zresztą przebiegać nawet szybciej niż zakłada to analiza McKinsey, biorąc pod uwagę przyjętą w raporcie dosyć powolną ścieżkę wzrostu cen uprawnień do emisji".

Izabela Zygmunt, ekspertka organizacji Polska Zielona Sieć zwraca uwagę, że potrzebne pieniądze mogą popłynąć do Polski z przyszłego budżetu UE i Zielonego Ładu - ale "pod warunkiem, że powiemy 'tak' neutralności klimatycznej". 

-  Jeśli tego nie zrobimy, popłyną do innych państw - tych, które podejmą się redukowania swoich emisje szybciej, aby Unia jako całość stała się neutralna klimatycznie pomimo uporu Polski, by tkwić w energetycznym zapóźnieniu. Pytanie o neutralność klimatyczną Polski jest zatem w istocie pytaniem o to, czy chcemy impulsu rozwojowego i inwestycji, czy uważamy, że możemy się bez nich obejść

- mówi.