Skąd zalania w Warszawie? Niemal miesięczne opady spadły w kilka godzin. Tak będzie coraz częściej

Dlaczego jedna ulewa sprawiła, że w Warszawie ulice i budynki zostały zalane? W ciągu kilku godzin spadło tyle deszczu, ile średnio pada.... przez cały czerwiec. Takie ekstremalne zjawiska będą coraz częstsze z powodu zmian klimatu. Dlatego trzeba walczyć z kryzysem klimatycznym, a jednocześnie przygotowywać się na jego skutki, m.in. przez lepszą retencję wody.

Zalane ulice w centrum, stacja metra, fragmenty Wisłostrady, dworce, ministerstwa i inne budynki - to efekt bardzo intensywnych opadów, które przeszły w poniedziałek nad Warszawą. Ulewa zaczęła się akurat w popołudniowych godzinach szczytu, co poważnie utrudniło ruch w mieście. W sieci pojawiło się wiele nagrań zalanych ulic, w niektórych miejscach wybiły studzienki. 

Zobacz wideo Gwałtowne ulewy nad Warszawą

Ulewa zbiegła się także z pierwszym dniem kampanii przed II turą wyborów, z której z Andrzejem Dudą zmierzy się prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Przeciwnicy kandydata KO oraz sprzyjające PiS-owi media szybko wykorzystały skutki ulewy, by skrytykować Trzaskowskiego. Jednak w rzeczywistości w Warszawie mieliśmy do czynienia z ekstremalnym zjawiskiem, na które trudno się przygotować. Szczególnie, że takie ulewy jeszcze jakiś czas temu były rzadkością. 

Ekstrema pogodowe - z jednej strony gwałtowne ulewy, z drugiej okresy suszy - są wśród przewidywanych przez naukowców skutków zmian klimatu. W przygotowanym przez stołeczny ratusz dokumencie dot. adaptacji do nich czytamy, że w latach 1981-2013 "wzrosła liczba dni z opadem intensywnym (powyżej 10 mm wody/mkw oraz odnotowywano coraz wyższe jednostkowe wartości opadów (ponad 90 mm wody/mkw)". W przyszłości jeszcze bardziej wzrośnie liczba opadów krótkotrwałych, o silnym natężeniu, powodujących podtopienia - piszą autorzy dokumentu. 

W kilka godzin spadło prawie tyle deszczu, ile pada w miesiąc

Ulewa w Warszawie nie była długa, ale bardzo intensywna. W mniej niż godzinę (po godz. 15:00) spadło ponad 20 mm deszczu. W sumie przez kilka godzin odnotowano ponad 50 mm. To prawie tyle, ile przeciętnie pada w Warszawie przez cały lipiec. Jak mówili przedstawiciele Ratusza na konferencji prasowej, były to najbardziej intensywne opady od ok. dwóch lat. W ciągu kilku godzin spadło ponad 42 litry wody ma mkw.

Najbardziej ucierpiały dzielnice centralne, Śródmieście, Ochota, Mokotów, także Żoliborz i Praga Płn. Zapewniono, że w reakcji na prognozy już od kilku dni w gotowości były służby miejskie. Miasto tłumaczyło, że przy tak dużej intensywności opadów kanalizacja burzowa nie jest w stanie przyjąć tak dużej ilości wody w krótkim czasie. Zwrócono też uwagę, że opady bardzo różniły się intensywnością z zależności od dzielnicy. Ponad 50 l na mkw spadło na Bielanach, tymczasem pomiar ze stacji na Okęciu to "tylko" 12 l na mkw. "Trudno dziwić się, że na obszarach zurbanizowanych następuje kumulacja wód opadowych, których nie nadąża przyjąć kanalizacja burzowa, tym bardziej zaasfaltowany i zabetonowany grunt. Jest to swego rodzaju analogia błyskawicznych powodzi na górskich rzekach i potokach" - pisał synoptyk Ryszard Klejnowski na stronie meteo.pl.

Prezes MPWiK Renata Tomusiak podkreślała, że taki deszcz nie jest zjawiskiem normalnym dla naszego klimatu. - Ale w związku ze zmianami klimatu - i to mówią specjaliści na całym świecie - musimy się do tego przyzwyczajać - stwierdziła. Jej zdaniem "Warszawa dała radę", służby miejskie reagowały na zgłoszenia, uruchomiono przelewy burzowe.    

"Nie ma miasta na świecie, które byłoby odporne na intensywne opady"

Kanalizacja burzowa - jak każdy system - ma swój limit i może on zostać przekroczony. Szczególnie, gdy opady są tak duże, że dochodzi do zjawiska powodzi błyskawicznej. Zwrócił na to uwagę m.in. Ryszard Gajewski, Prezes Zarządu przedsiębiorstwa Gdańskie Wody.

"Wbrew niemądrym wpisom nie ma miasta na świecie, które byłoby odporne na intensywne opady i zjawiska typu flash flood. Z roku na rok będą coraz częstsze i coraz bardziej intensywne. Wniosek: nie róbmy z tego sporu politycznego i poważnie zajmijmy się ochroną klimatu" - napisał na Twitterze. W serii wpisów wyjaśnił, że "kanalizację deszczową projektuje się na określony przepływ, na określone prawdopodobieństwo wystąpienia opadu. Kiedy intensywność deszczu (ilość deszczu w czasie) jest zbyt duża to kanalizacja nie jest w stanie szybko odbierać wody. Potrzeba jest więcej czasu aby nadmiar wody zdążył odpłynąć. Wtedy dochodzi do podtopień". 

O tym, że z tak dużymi opadami kanalizacji nie ma jak sobie radzić pisało też państwowe przedsiębiorstwo Wody Polskie. ""Na filmie widać zjawisko tzw. powodzi miejskich, które powstają w wyniku gwałtownych ulew o takiej skali, w której sieć kanalizacji deszczowej nie jest w stanie przyjąć takiej ilości wody, a utwardzone powierzchnie sprzyjają jej stagnacji" - napisano o nagraniu jednej z zalanych ulic w Warszawie. 

Walka i adaptacja do zmian klimatu

Ryszard Gajewski zwrócił uwagę, że rury w naszych systemach kanalizacyjnych były wystarczające do warunków, w których powstawały dziesiątki lat temu. Opady tak intensywne, by system został przeciążony, zdarzały się rzadko. "Niestety z powodu zmian klimatu będą takie sytuacje zachodzić coraz częściej" - napisał. Ocenił, że wymiana większości rur byłaby zbyt kosztowna. 

"Powtarzające się intensywne opady prowadzące do lokalnych podtopień w miesiącach wiosenno-letnich są wynikiem postępujących zmian klimatycznych, które przejawiają się zmianą struktury opadów tzn. wydłużeniem okresów bezopadowych i występowaniem nagłych i bardzo intensywnych opadów"

- piszą Wody Polskie w artykule z ubiegłego tygodnia. Dlatego po pierwsze trzeba zrobić wszystko, by zatrzymać zmiany klimatu, aby ekstremalne zjawiska nie stały się jeszcze powszechniejsze.

A po drugie trzeba przystosować nasze miasta do radzenia sobie z ekstremalną pogodą, która w pewnym stopniu jest już nieunikniona. "My zmieniamy podejście na - najpierw zatrzymać opad jak najbliżej miejsca jego wystąpienia a dopiero nadmiar odprowadzić" - napisał prezes Gdańskich Wód. Dawniej docelowym podejściem było jak najszybsze odprowadzenie wody, jednak to przestało się sprawdzać.  

Jak zwracają uwagę Wody Polskie, "Również proces urbanizacji i zmniejszanie terenów biologicznie czynnych" - czyli mówiąc krócej tzw. betonoza - sprawia, że brakuje w miastach miejsc, gdzie woda może wsiąkać w glebę. To dodatkowo potęguje powodzie błyskawiczne w miastach. By poprawić sytuację, potrzebna jest tzw. mała retencja miejska i inwestycje w zielono-niebieską infrastrukturę, czyli łączenie zagospodarowania wody i zieleni miejskiej. O jej znaczeniu pisała wczoraj Justyna Glusman, stołeczna koordynatorka ds. zrównoważonego rozwoju i zieleni.

"System kanalizacyjny, nawet po odpowiedniej rozbudowie, nie będzie w stanie odprowadzić takiej ilości wody. Przy czym gromadzenie wody w miejscu opadu ma wiele innych zalet - np. może być ona źródłem nawadniania w okresach suszy, które w dobie kryzysu klimatycznego idą w parze z deszczami nawalnymi i burzami" - napisała. Wymieniła szereg działań, które podjęły władze Warszawy, m.in. dotacje na instalację zbiorników retencyjnych i "rozbetonowanie" przestrzeni publicznych.