Wisła 2050. "Każda rzeka jest istotna, tak samo, jak każda żyła, tętnica, aorta są istotne. A nie reguluje się przecież krwiobiegu"

- Nasze pokolenie wychowano w przeświadczeniu, że rzeki należy omijać szerokim łukiem, bo są trującymi ściekami. Kanalizacją planety. Ale to nieprawda, są krwiobiegiem Ziemi. A przecież swojego krwiobiegu nie chcielibyśmy prostować i betonować. Dzikie, nieuregulowane rzeki są kapitałem ekologicznym, którego nie możemy roztrwonić - mówi Cecylia Malik z kolektywu "Siostry Rzeki".

W nowej akcji Gazeta.pl #wakacje2050 pozdrawiamy z wakacji przyszłości. Mamy jednak nadzieję, że skończy się inaczej niż na naszych billboardach i pocztówkach. Wciąż mamy pole i czas do skutecznego działania na rzecz zapobiegania zmianom klimatycznym. Dlatego każdej z naszych czterech "kartek z wakacji" towarzyszy wywiad z mądrymi ludźmi od klimatu (wszystkie do przeczytania na stronie zielona.gazeta.pl)

Ewelina Zambrzycka: Weszłaś do budynku Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej w stroju kąpielowym i wręczyłaś oficjelom list wzywający do ratowania polskich rzek. Odważnie.

Cecylia Malik*: Ludzie stają się odważni, gdy jest ich wielu, w pojedynkę niewiele się zrobi. Dlatego trzeba się organizować, skrzykiwać, bo głos jednego człowieka można uciszyć, ale głosów setek lub tysięcy ludzi już nie.

Zrobiłyśmy performans razem z dziewczynami z Sióstr Rzek i WWF Polska. Poszłyśmy ubrane w stroje kąpielowe z naszej kolekcji "Moda na Rzeki", niosąc ze sobą apel o odstąpienie od planów dewastacji rzek i skupienie się na prawdziwej ochronie wody w Polsce. Apel był napisany dla Sióstr Rzek przez Martę Majkę Wiśniewską z Fundacji Greenmind, będącej naszym partnerem merytorycznym. Złożyłyśmy go w imieniu całej Koalicji Ratujmy Rzeki, której Siostry Rzeki są częścią. Pomimo oporu ochroniarzy, którzy nie chcieli nas wpuścić, urzędnicy przyjęli nas i towarzyszące nam media na umówione spotkanie. Minister Marek Gróbarczyk opublikował potem informację, że zapoznał się raportem Sióstr Rzek, w którym pisałyśmy o znaczeniu rzek i ich ekosystemów w czasie kryzysu klimatycznego, tłumacząc, że są naszymi kurczącymi się zasobami słodkiej wody. Wody niezbędnej do życia.

Protest kolektywu Siostry Rzeki w Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi ŚródlądowejProtest kolektywu Siostry Rzeki w Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej JACEK MARCZEWSKI

Uczyniłyście z mody plażowej narzędzie protestu.

Od wiosny 2019 roku zbierałyśmy niebieskie kostiumy i przerabiałyśmy je, by pokazać, że nawet nosząc strój kąpielowy, można robić to z sensem. Kordonkiem lub cekinami wyszywałyśmy hasła w obronie polskich rzek: przeciwko budowie tamy w Siarzewie - "stop Siarzewo", przeciwko budowie drogi wodnej E40 - "E40 niedorzeczna", postulowałyśmy ranaturyzację "Płyń swoim rytmem", "Wolna dzika Wisła", "Nie poganiaj rzeki", "Nie mąć wody"... i wiele, wiele innych haseł.

W tych strojach pojawiłyśmy się na 8. Wodnej Masie Krytycznej, a nawet zaproszono nas na sesje modowe w "Vogue", "Forbesie" i "Wysokich Obcasach". A że nie spodobały się ochroniarzom? Co zrobić. Dzięki temu, że pojawiłyśmy się w państwowej instytucji w strojach kąpielowych i w towarzystwie mediów, wiele Polek i Polaków pewnie po raz pierwszy usłyszało, że są jakieś plany budowy nowych zapór, dróg wodnych dla transportu wielkogabarytowego na wysychającej, płytkiej po kolana i zdewastowanej Wiśle. Dowiedzieli się, że grozi nam zniszczenie najcenniejszych przyrodniczo terenów w Polsce, w tym dzikich obszarów Wisły i Bugu.

Niektórzy jednak zarzucali wam, że to niepoważne, że nie tak należy przekonywać do ochrony środowiska.

Ja w moim niebieskim stroju kąpielowym, podróżująca z małym synkiem galarem przez całą długość Wisły, mogę wydawać się niepoważna. Ja, Cecylia Malik, artystka i aktywistka, nie mam tu znaczenia. Jednak to, z czym przyszłam, czyje zdanie wyrażałam, jakich danych, ekspertyz, opinii mogłam dostarczyć, to już miało i ma ogromne znaczenie.

Koalicja Ratujmy Rzeki to kilkadziesiąt organizacji ekologicznych, jak Klub Gaja, Greenmind, WWF, Eko Unia, Towarzystwo na Rzecz Ziemi oraz wielu naukowców, między innymi prof. Wiktor Kotowski czy prof. Roman Żurek. To nie jest grupa przypadkowych ludzi, tylko osoby, które od wielu lat walczą o naszą przyrodę, pokazują, że działa jak system naczyń połączonych, że trzeba ją traktować całościowo, a nie wyrywkowo i przede wszystkim jej nie szkodzić. Mają wiedzę, doświadczenie i próbują zawalczyć o to, byśmy mieli co zostawić naszym dzieciom i wnukom.

Siostry Rzeki robiące happeningi i noszące publicznie kostiumy kąpielowe mają tylko przykuć uwagę do problemu. Ściągnąć ludzi, by można im było opowiedzieć i o zagrożeniach, i o rozwiązaniach. Bo nic się nie zmieni, jeśli ludzie nie zapragną zmiany, nie zaczną wywierać presji na lokalnych polityków oraz tych na samej górze. A nie zapragną jej, nie wiedząc, co się tak naprawdę dzieje.

Jak malarka stała się twarzą ruchów ekologicznych?

Zaczęło się od akcji "365 Drzew" z 2011 roku. Każdego dnia przez okrągły rok wchodziłam na inne drzewo, a zdjęcie z happeningu umieszczałam w mediach społecznościowych. I nagle na tych moich akcjach zaczęli pojawiać się ekolodzy, a pod postami pojawiać się długie dyskusje. Adam Wajrak dał mi lajka, ludzie przeklejali moje zdjęcie, dzielili się nimi. Poznałam też Mariusza Waszkiewicza, dzięki któremu dowiedziałam się o planach zabudowy krakowskiego Zakrzówka. Mariusz jest prawdziwym strażnikiem krakowskiej przyrody, nasza współpraca trwa już niemal dekadę. 

Mariusz szukał prawnych sposobów na obronę Zakrzówka, na terenie którego deweloper chciał postawić osiedle. Działała też grupa Zielony Zakrzówek, wyjątkowo wytrwali ludzie, którym zależało, by to niesamowite miejsce - zbiornik wodny powstały po zalaniu starych kamieniołomów wapiennych - był miejscem wypoczynku i pomnikiem przyrody dostępnym dla wszystkim. Ale prawdę powiedziawszy tracili już nadzieję. Jedyną szansą był Modraszek, piękny, błękitny motylek, dla którego Zakrzówek jest naturalnym terenem występowania. Wtedy wraz z moją siostrą Justyną Koeke, również artystką, wymyśliłyśmy protest: namówić krakowian na wykonanie z tektury skrzydeł motyla i założeniu ich na protest w obronie Zakrzówka. My same wraz z rodziną i przyjaciółmi zrobiłyśmy ponad sto par motylich skrzydeł, by rozdawać je ludziom, a tym samym przykuć uwagę do kwestii Zakrzówka. Było pięknie.

To był też czas, kiedy dowiedziałam się, że nie jestem bezradna wobec sytuacji, które budzą mój sprzeciw jako obywatela. Zaczęłam chodzić na sesje rady dzielnic, sesje rady miasta. Dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak plany zagospodarowania przestrzennego i że mamy prawo do przeprowadzenia rzetelnych konsultacji społecznych. Dowiedziałam się, że można walczyć, tylko w tej całej dezinformacji nikt nam nie mówi jak, nikt nie wspomina, że w ogóle możemy. Z Zakrzówkiem się udało, powstanie tam park. Kłócimy się jeszcze o siatki, jakimi urzędnicy chcą zasłonić wapienne skałki, ale to i tak jest sukces. Ta akcja uświadomiła mi, że nie muszę być wykształconym ekologiem, by móc wpływać na ludzi i pomagać przyrodzie. Że każdy może to robić w swoim zakresie i w swoich możliwościach. Wystarczy nie być ślepym, głuchym i niemym.

Cecylia MalikCecylia Malik JAKUB PORZYCKI

A później zaplotłaś warkocze Białce i zrzuciłaś je z Wieży Ratuszowej na krakowskim Rynku.

Zanim były warkocze, zrobiłam jeszcze inny projekt. W trakcie protestów związanych z Zakrzówkiem poznałam dr. Kazimierza Walasza, ornitologa. Zadał mi pytanie, czy wiem, ile rzek przepływa przez Kraków. Wiesz?

Wisła i Rudawa, czyli dwie.

O cztery więcej, ale przyznaję, że też nie znałam wszystkich. Przez miasto przepływa sześć rzek tak ukrytych, że nawet taka osoba jak ja, od pokoleń związana z Krakowem, o tym nie wiedziałam. Są schowane za wielkimi ekranami, płyną wybetonowanymi korytami i tracą swoje dobroczynne właściwości. A przecież brzegi rzek są naturalnymi siedliskami dla ptaków, wokół nich tworzy się rozległy ekosystem, który my zasłaniamy, jakby był czymś złym. I razem z dr. Walaszem wymyśliliśmy, że spłyniemy wszystkimi krakowskimi rzekami.

Mój mąż, Piotr Dziurdzia, zrobił mi własnoręcznie ze sklejki małą łódeczkę. Pływałam nią, by zrealizować film Sześć Rzek, a równolegle robiliśmy spływy z dr. Walaszem. Tylko gdy ja wyszukiwałam wzrokiem miejsc, które warto byłoby sfotografować, Kazimierz Walasz liczył nielegalne ścieki wpływające do rzek. I przede wszystkim uczył mnie. Zobaczyłam, czym różni się dzika rzeka od takiej, nad którą próbujemy zapanować.

Przez Kraków przepływa Białucha. Tak naprawdę jest to Prądnik, dopływ Wisły, ale z jakiegoś powodu tę część miejską nazwano inaczej. I teraz wyobraź sobie, że przed miastem Prądnik ma przezroczystą, czystą wodę. Na dnie są kamienie, które filtrują zanieczyszczenia. Jest piękny. Ale w Krakowie koryto wyłożono betonowymi płytami, zabrano brzegi i rzeka zmieniła się w zamulony ciek wodny bez możliwości samooczyszczenia. Tak ma to wyglądać?

Potrzebujemy czystych, żywych rzek, siedlisk i ekosystemów; miejsc mających moc tworzenia życia, a nie martwych kanałów. Potrzebujemy ich nie tylko w górach czy w parkach narodowych, ale w każdym miejscu, również w miastach. W Europie zaczęto renaturyzować miejskie odcinki rzek i my też powinniśmy rozpocząć skuwanie betonów, niepotrzebnych progów wodnych i wrócić rzece jej naturalne koryta.

A później dowiedziałam się, że chcą przekopywać i uregulować moją ukochaną Białkę. Postanowiłam zrobić wszystko, by do tego nie dopuścić.

Dlaczego akurat Białka jest tak istotna?

Każda jedna rzeka jest istotna, tak samo, jak każda żyła, tętnica, aorta są istotne. Ale Białka to rodzina. Moi rodzice poznali się w górach, teraz mamy bacówkę na Spiszu, blisko przełomu Białki. Właśnie tam od lat jeździmy na rodzinne wakacje. To miejsce w nas wrosło, a my wrośliśmy w nie. Gdy już tworzyłam projekt Warkocze Białki, przyszła do mnie mama, rzeźbiarka, i powiedziała, że jej mama, a moja babcia Róża Gertych znakowała ryby w Białce. Zrobiła dyplom z psychologii ryb i tuż po studiach pracowała, stojąc po kolana w wodzie i znakując ryby wędrowne. I martwiąc się, że to wszystko nie ma sensu, bo niedługo zbudują zaporę i z tych ryb już nic nie będzie. 

Później, gdy przygotowywałam swoją indywidualną wystawę w Bunkrze Sztuki "Rezerwat Miasto", przyszła Monika Kotulak, wówczas związana z wtedy Klubem Przyrodników i powiedziała, że Białkę będą regulować. Całą sobą poczułam, że nie zgadzam się na to! Ale Aneta Rostkowska, kuratorka wystawy, powiedziała, że skoro ja działam tak dużo w przestrzeni społecznej, to wystawa nie może prezentować tylko już wykonanych prac, ale jej częścią powinien być happening, protest. A skoro Białce trzeba było pomóc, to właśnie ona została tematem protestu.

Wraz z krakowianami odwiedzającymi Bunkier Sztuki, z przyjaciółmi i rodziną, paniami pracującymi przy obsłudze wystawy - kasjerkami, szatniarkami, pracownicami obsługi technicznej i aktywistkami z innych miast – uplotłyśmy symboliczne warkocze. Dołączały do nas dzieci z przedszkoli i wszyscy, którzy chcieli choć na chwilę wziąć udział w wydarzeniu. W sumie warkocze Białce zaplatało kilkaset osób. Zrobiłyśmy je tkaniny pociętej na długie wstążki. Wyszły długie, aż sześciokilometrowe. Miały być symboliczną linią broniącą rzeki przed koparkami. W obronie dzikiej rzeki zaplotłyśmy najdłuższy warkocz na świecie. Żeby go przewieźć, trzeba było wynająć ciężarówkę.

Później zrzuciliśmy warkocze z Wieży Ratuszowej. Ludzie przystawali, rozbili zdjęcia, zadawali pytania. Razem z nami byli eksperci od rzek: prof. Roman Żurek i Paweł Augustynek Halny opowiadali o tym, co ludzka chciwość chce zrobić tej pięknej i dzikiej rzece. Tłumaczyli, co możemy zrobić by powstrzymać pomysł uregulowania Białki. Później pojechaliśmy też nad samą Białkę i tam opowiadaliśmy mieszkańcom o tych planach. I wiesz co? Oni o tym nie mieli pojęcia! Nikt im nie wyjaśnił, co dokładnie ma zostać uregulowane, w jaki sposób i jak to wpłynie na cały system wodny. Urzędnicy, którzy chcieli zapobiec zmianom, również czuli się pozostawieni sami sobie, bez żadnego wsparcia. I raptem dzięki sztuce ludzie zjednoczyli się na rzecz przyrody.

Z drugiej strony wszystkie pomysły uregulowania rzek wypłynęły z lęku przed nimi. Ze strachu, że wyleją i zabiorą nam plony, dobytek, domy. Że jeśli ich nie okiełznamy, to one okiełznają nas.

A słyszałaś o Olędrach? To osadnicy z Fryzji i Niderlandów, którzy uciekli do Polski przed prześladowaniami religijnymi. W XVI i XVII wieku polscy królowie pozwolił im się osiedlić na terenach zalewowych Wisły. Właśnie w miejscu, o jakim mówisz - w którym cały dobytek może zostać szybko zabrany przez rzekę. Ale zamiast płakać nad swoim losem, uczynili z rzeki swoją siłę. Budowali domy na sztucznych pagórkach. Domy były długie, połączone ze stodołami i z oborą. Gdy rzeka wylewała, często przez kilka tygodni nie ruszali się ze swojego pagórka. Ale gdy opadała, zostawiała żyzny muł, na którym zboże rosło znakomicie. Stali się bardzo zamożni. Budowali szkoły, nie byli pod pańszczyzną, płacili tylko podatek zbożem - którego mieli dużo. Pokazali, że można żyć z dziką rzeką w symbiozie, bez konieczności naginania jej do swoich potrzeb. A gdy się to już zaakceptuje, gdy zgodzi się na warunki rzeki, to ona odpłaca po tysiąckroć.

Rzeka jest kobietą?

Musi być, w końcu jest matką życia. I tak, jak nie należy "regulować" – ograniczać ich praw i wolności - kobiet, tak nie można zatrzaskiwać rzek w betonowych korytach. Zamknięcie zabija życie. Gdy w 2017 roku wraz z Gochą Nieciecką robiłyśmy dla TVP Kultura program o Wiśle "Vistuliada", trafiłyśmy m.in. do Torunia. Tam, w Muzeum Etnograficznym w jednej z sal znalazłam coś, co stało się symbolem dla mnie i dla całego ruchu Siostry Rzeki. Była to ludowa rzeźba przedstawiająca kobietę - łódź oraz wioślarzy. Tą łodzią była Wisła, a wioślarzami wpadające do niej rzeki. Razem stanowiło to jedność. Pomyślałam, że nie zetknęłam się z silniejszym przekazem. W dodatku przekazem tak mocno wychodzącym z tradycji. Później moja mama wykonała dla mnie podobną rzeźbę i jest ona dla mnie wyjątkowo cenna.

Cecylia MalikCecylia Malik JAKUB WŁODEK

Z ULOTKI "SIÓSTR RZEK": 

Jakie korzyści czerpiemy z nieuregulowanej Wisły? 

1. Jest dla nas bezpłatnym zasobem czystej wody, od której zależy nasze przetrwanie. 1/3 zapotrzebowania na wodę w Polsce jest zaspokajana przez Wisłę. 

2. W trakcie corocznych wylewów Wisła niesie osady bogate w substancje odżywcze, dzięki czemu okoliczne tereny uprawne nie potrzebują sztucznego nawożenia. 

3. 126 mln zł rocznie – tyle jest warta praca rzeki w procesie samooczyszczania wody z materii organicznej na 350-kilometrowym nieuregulowanym odcinku. 

4. Niemcy i Holandia wydają ostatnio miliardy euro na odtwarzanie naturalnych rozlewisk Renu, aby lepiej chronić ludzi przed powodzią. W Polsce, posiadając częściowo nieuregulowaną Wisłę, nie musimy tych pieniędzy wydawać. 

5. W Wiśle i jej dopływach żyje 58 rodzimych gatunków ryb. Połowa z nich to gatunki zagrożone. To również dom dla trzech czwartych gatunków ptaków gnieżdżących w Polsce oraz niezliczonej ilości owadów. Doliny rzeczne to najbogatsze w gatunki ekosystemy na Ziemi. Jako ludzie jesteśmy jego częścią.  

6. Nad Wisłą mamy plaże o łącznej długości ok. 400 km – to tyle, co nad Bałtykiem. Tkwi w tym niesamowity potencjał do rozwoju turystyki w oparciu o walory przyrodnicze rzeki. Płynąc od Baraniej Góry do Zatoki Gdańskiej i Zalewu Wiślanego, możemy odwiedzić 11 parków krajobrazowych, 24 rezerwaty przyrody i 21 obszarów Natura 2000. 

7. Współczesne badania pokazują, że przebywanie w naturalnym krajobrazie pozytywnie wpływa na nasz stan fizyczny i psychiczny. Obcowanie z naturalnie meandrującą rzeką to dostępne dla każdego, bezpłatne spa. 

* Cecylia Malik - artystka, performerka i ekolożka wywodząca się z krakowskiej rodziny z długimi tradycjami artystycznymi. Ukończyła Wydział Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jej prace są zaangażowane społecznie. Współpracuje z aktywistami miejskimi i organizacjami ekologicznymi, tworząc piękne protesty – dbając o ich sens i skuteczność. Współtwórczyni kilku grup artystyczno-ekologicznych, w tym Modraszek Kolektyw, Matki Polki na Wyrębie i projektu Siostry Rzeki.

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka - dziennikarka i redaktorka zajmująca się głównie tematyką popularnonaukową. Związana m.in. z Życiem Warszawy i Weekend.Gazeta.pl, Magazynem Wirtualnej Polski oraz z Focusem. Współautorka książki "Człowiek istota kosmiczna".