Bałtyk 2050. Zielony kożuch i brzydki zapach to nie wszystko. "Do 2050 roku w morzach i oceanach będzie więcej plastiku niż ryb"

Nasz Bałtyk to morze szczególnie wrażliwe: jest to słabo zasolony, przedzielony płytszymi progami i niemal zamknięty zbiornik, otoczony dziewięcioma krajami zamieszkanymi przez ok. 85 milionów ludzi. Całkowita wymiana jego wód trwa około 30 lat. Wszystkie zanieczyszczenia wprowadzone do Bałtyku pozostają w nim przez dziesięciolecia - mówi Weronika Kosiń z Fundacji WWF Polska.

W nowej akcji Gazetapl #wakacje2050 pozdrawiamy z wakacji przyszłości. Mamy jednak nadzieję, że skończy się inaczej niż na naszych billboardach i pocztówkach. Wciąż mamy pole i czas do skutecznego działania na rzecz zapobiegania zmianom klimatycznym. Dlatego każdej z naszych czterech "kartek z wakacji" towarzyszy wywiad z mądrymi ludźmi od klimatu (wszystkie do przeczytania na stronie zielona.gazeta.pl)

Małgorzata Steciak: Co roku w Bałtyku w sezonie wakacyjnym zakwitają sinice. Dlaczego tak się dzieje?

Weronika Kosiń, WWF *: Zakwit sinic jest związany z eutrofizacją, czyli przeżyźnieniem morza, które występuje, kiedy w wodzie pojawia się za dużo związków odżywczych, głównie azotu i fosforu. Zakwit glonów i sinic odcina roślinom dostęp do światła i prowadzi do ograniczenia ich rozwoju. Po zakończeniu zakwitu obumierające glony i sinice opadają na dno zbiornika, gdzie ulegają rozkładowi. Do tego procesu wykorzystywany jest tlen. Kiedy go zabraknie, rozkład kontynuują bakterie beztlenowe, które produkują szkodliwy dla organizmów siarkowodór. W ten sposób na dnie Bałtyku powstają pustynie tlenowe – strefy, w których zamiera wszelkie życie.

Morze dotknięte eutrofizacją zachowuje się jak organizm, który nie jest w stanie strawić spożytego w nadmiarze pokarmu i - wskutek metaforycznego przejedzenia - umiera.

15 lipca 2019. Zakwit sinic w Zatoce Gdańskiej. Zdjęcie z satelity Sentinel15 lipca 2019. Zakwit sinic w Zatoce Gdańskiej. Zdjęcie z satelity Sentinel ESA/Copernicus

Skąd biorą się azot i fosfor w morzu?

Głównie ze ścieków komunalnych, przemysłowych, depozycji atmosferycznej i z rolnictwa. Polska jest jednym z największych dostarczycieli azotu i fosforu w zlewisku Bałtyku. Około 50 proc. substancji biogennych wpływa do Bałtyku rzekami, a ich źródłem jest rolnictwo. Nieodpowiednio składowane odchody zwierzęce czy nadmiernie stosowane nawozy w rolnictwie, których rośliny nie są w stanie wchłonąć, powoduje że nadmiar tych substancji trafia później do morza.

Przeciętnemu turyście sinice kojarzą się z informacją, że nie można kąpać się w morzu. Zjawisko jest jednak bardziej złożone.

Zielony kożuch, brzydki zapach wody i czerwona flaga wywieszona na kąpielisku to nie jedyne niedogodności, jakie wiążą się z tym zjawiskiem. Niektóre gatunki sinic są niebezpieczne dla zdrowia ludzi i zwierząt. W wodzie, w której występują, nie można się kąpać, ponieważ ich obecność może spowodować oparzenia, problemy gastryczne, a nawet zmiany neurologiczne. W 2018 roku kąpielisko w Chałupach było zamknięte przez 15 dni, to był rekord. Przez postępującą zmianę klimatu i niedostateczne wdrożenie odpowiednich działań prewencyjnych związanych z ograniczeniem spływu substancji biogennych, do zamykania kąpielisk może dochodzić coraz częściej.

Dlaczego ten problem występuje tak często w Bałtyku?

Bałtyk to morze szczególnie wrażliwe ze względu na swoje położenie. Jest to słabo zasolony, przedzielony płytszymi progami i niemal zamknięty zbiornik - jedyne ujście do Morza Północnego znajduje się w wąskich cieśninach duńskich – otoczony dziewięcioma krajami zamieszkanymi przez ok. 85 milionów ludzi. Całkowita wymiana jego wód to proces trwający około 30 lat.

Wszystkie zanieczyszczenia wprowadzone do Bałtyku pozostają w nim przez dziesięciolecia, tworząc zagrożenie dla żyjących w nim organizmów.

Według raportu Komisji Helsińskiej* (*Komisja Ochrony Środowiska Morskiego Bałtyku HELCOM) aż 97 proc. Morza Bałtyckiego wykazywało efekty eutrofizacji. To przerażająca liczba, a jednak na pierwszy rzut oka wciąż tego nie widać.

Nie zauważamy tego, bo nasz przeciętny kontakt z morzem zamyka się w doświadczeniu turystycznym. Odwiedzamy je na krótko, chcemy skorzystać z plaży, zjeść rybę – często pochodzącą z przełowionych stad – i wracamy do naszych spraw. Tragiczna sytuacja Bałtyku zaczyna być za to dostrzegana przez miejscowych, ludzi z branży turystycznej, dla których zakwit sinic oznacza niższe zarobki. Niedotlenienie wód przekłada się także bezpośrednio na problemy z połowem, ponieważ strefy beztlenowe powodują utratę nisz ekologicznych dla ryb przydennych, takich jak dorsz.

Sektor rybołówstwa zdaje sobie sprawę z trudnej sytuacji, w jakiej się znalazł. Jeżeli nie podejmiemy odpowiednich działań w celu ograniczenia eutrofizacji, warunki będą się tylko pogarszały przez postępującą zmianę klimatu.

Sinice nad BałtykiemSinice nad Bałtykiem Fot. Rafał Mielnik / AG

Wspomniała pani o przełowieniu ryb. Jak duży jest to problem?

Niektóre populacje z z najpopularniejszych gatunków ryb poławianych w Bałtyku przez polską flotę, czyli dorsza i śledzia, są dziś zagrożone wyginięciem. W ciągu ostatnich 12 lat populacja zachodniego stada bałtyckiego śledzia zmniejszyła się o 30 proc. Lata nadmiernych połowów, tj. połowów wyższych od rekomendowanego przez naukowców pułapu, są również jedną z przyczyn obecnego krytycznego stanu wschodniego stada bałtyckiego dorsza oraz obowiązującego zakazu połowów kierunkowych na tym stadzie. Nasz apetyt na ryby rośnie i morze nie jest w stanie go zaspokoić. Ryby sprzedawane nad morzem jako "świeże" są coraz częściej z mrożonek albo z importu. Nie będziemy w stanie odbudować bałtyckich stad, jeżeli będziemy wciąż odławiać ryby w nadmiernej ilości.

W książce "Zjadanie zwierząt" Jonathan Safran Foer w rozdziale poświęconym rybom zwraca uwagę, że przy masowych połowach w sieci wpadają ogromne liczby przypadkowych zwierząt, w tym zagrożone gatunki. Masowa konsumpcja tuńczyka doprowadziła już niemal do wyginięcia kilkudziesięciu gatunków koników morskich, wyprodukowanie 1 kg krewetek oznacza śmierć 30 kg innych zwierząt wodnych.

Te same mechanizmy funkcjonują także w przypadku Morza Bałtyckiego. Niestety pomimo obowiązującego w Unii Europejskiej, w tym na Morzu Bałtyckim, tzw. "zakazu odrzutów" – czyli obowiązku wyładunku całego połowu w portach, wciąż obserwowany jest proceder wyrzucania martwych, przyłowionych ryb za burtę statku. Te przypadkowo złowione ryby niepotrzebnie ponoszą śmierć, a dodatkowo nie trafiają do statystyk połowów. Ponadto na Morzu Bałtyckim dochodzi również do przypadkowych połowów innych zwierząt morskich np. fok, morświnów lub ptaków morskich, które często giną po wplątaniu się w sieci.

WWF przygotowało poradnik dla konsumentów, w którym można sprawdzić, czy ryba, którą chcemy kupić, pochodzi ze zrównoważonego połowu. Już teraz powinniśmy zrezygnować z jedzenia dorsza z Morza Bałtyckiego oraz krytycznie zagrożonego wyginięciem węgorza. Realizujemy także projekt Fish Forward, w którym bierze udział 17 krajów. Promujemy tam ideę zrównoważonego rybołówstwa, zwracamy uwagę, jak zmiana klimatu i nieodpowiednie połowy wpływają na morza oraz 800 milionów ludzi zależnych od rybołówstwa. Jeżeli znikną ryby, te osoby stracą źródło dochodu.

Osobnym tematem jest zanieczyszczenie Bałtyku plastikiem.

Szacuje się, że do 2050 roku w oceanach będzie więcej plastiku niż ryb. Plastikowe odpady, które trafiają do mórz i oceanów, pochodzą z różnych źródeł: niedostatecznie oczyszczonych ścieków zawierających mikrocząstki plastiku z kosmetyków, detergentów czy włókien z ubrań, które dostają się do morza rzekami, z makroodpadów, ze śmieci pochodzących ze statków i instalacji przemysłowych znajdujących się na morzu. Mikrocząstki plastiku są wchłaniane przez zooplankton i spożywane przez mniejsze ryby. Mniejsze ryby są pokarmem większych drapieżników, a te są z kolei konsumowane przez ludzi. Tak mikrocząsteczki plastiku mogą trafiać do organizmu ludzkiego.

Duży problem stanowią także zagubione narzędzia połowowe sieci rybackie, tzw. sieci widma. Zawieszone w toni wodnej lub dryfujące przy powierzchni stanowią śmiertelną pułapkę dla zwierząt morskich. Zaplątują się w nie ptaki, ryby i ssaki morskie, w tym bałtyckie foki czy morświny, które umierają przez uduszenie albo brak dostępu do tlenu atmosferycznego. Szacuje się, że skuteczność łowności zagubionych sieci rybackich w pierwszych miesiącach od ich zagubienia to nawet 20 proc. Problem sieci widm wymaga kompleksowego podejścia, uwzględniającego wdrożenie metodologii pozwalającej na zidentyfikowanie obszarów o największym prawdopodobieństwie wystąpienia zagubionych narzędzi połowowych, przystosowania portów do odbioru tego typu odpadów, opracowania metod recyklingu i utylizacji, a także stosowania działań prewencyjnych, w tym znakowania sieci rybackich.

Jakie działania są obecnie podejmowane w Polsce, aby zatrzymać albo spowolnić negatywne procesy występujące w Bałtyku?

W 2014 roku Polska przegrała sprawę w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej związaną z wdrażaniem tzw. dyrektywy azotanowej, dotyczącej ochrony wód przed zanieczyszczeniami powodowanymi przez azotany pochodzenia rolniczego. Na skutek tego podjęto decyzję, aby wprowadzić w całym kraju Program działań, który od 2018 r, jest obowiązkowy do stosowania przez wszystkich rolników. Określa on sposoby postępowania w zakresie praktyki rolniczej, w szczególności związanej z procesami nawożenia i gospodarki nawozami w gospodarstwach rolnych. Dobrze wdrażany przyczyni się do ograniczenia zanieczyszczenia wód i ich eutrofizacji.

Niestety te zmiany pojawiły się za późno. Wciąż najpilniejszą kwestią są nieustanne kompleksowe działania informacyjno-szkoleniowe na temat praktyk przyjaznych środowisku. Zgodnie z dyrektywą ramową w sprawie strategii morskiej do 2020 roku powinniśmy podjąć niezbędne środki na rzecz osiągnięcia lub utrzymania dobrego stanu ekologicznego środowiska morskiego, a zgodnie z Bałtyckim Planem Działań Komisji Helsińskiej do 2021 r. osiągnąć dobry stan wód Morza Bałtyckiego. Wiemy już, że tych warunków nie uda się nam spełnić.

Jaka jest najważniejsza rzecz, jaką musimy dziś zrobić dla morza?

Należy wprowadzić w Polsce odpowiednie zmiany w podejściu do zarządzania rolnictwem, rybołówstwem, odpadami i ochroną środowiska. Należy promować stosowanie wśród rolników praktyk przyjaznych środowisku morskiemu, które ograniczają spływ związków biogennych do wód. Powinniśmy postawić na odpowiednią edukację i inwestować w innowacyjne technologie.

Wciąż brakuje jednak przykładu, który płynąłby z góry. Wprowadzenia limitów połowowych rekomendowanych przez naukowców i organizacje pozarządowe, walka z kłusownictwem. Zapewnienie dopłat i wprowadzenie zachęt, które zmotywują m.in. rolników i rybaków do działania w sposób bardziej przyjazny środowisku.

Czy nasze konsumenckie wybory mają wpływ na sytuację Bałtyku?

Nasze rolnictwo oraz nasze nawyki konsumenckie mają ogromny wpływ na stan Bałtyku. Mikrocząsteczki plastiku dodaje się do wielu produktów kosmetycznych (np. akrylany, polipropyleny) i higienicznych. Występują one w pastach do zębów czy peelingach, detergentach, proszkach do prania, środkach czyszczących, a także w ubraniach (np. poliester, nylon).

Dzięki akcjom edukacyjnym i informacyjnym zauważamy, że podejście Polaków zaczyna się w tym zakresie zmieniać. Musimy pomyśleć dwa razy zanim coś kupimy, wybierajmy kosmetyki bez mikrogranulek, przy zakupie ubrań postawmy na naturalne tkaniny. Wybierajmy lokalne produkty, korzystajmy z poradnika WWF "Jaka ryba na obiad?", który w przejrzysty sposób podpowiada, jakie ryby wybrać i których unikać, aby pomóc przyrodzie i środowisku morskiemu.

Co się wydarzy, jeśli nie zatrzymamy tych zmian?

Według raportu "2050 Polska dla pokoleń" przygotowanego przez The Boston Consulting Group całkowite zatrudnienie w polskim rybołówstwie szacowane jest na ok. 32 tys. osób, w branży turystycznej – 40 tys. osób, zaś wartość rynku turystycznego związanego z Morzem Bałtyckim wynosi ok. 6 mld zł. Jeżeli nasza polityka środowiskowa będzie wdrażana tak jak do tej pory, grozi nam coraz częstsze zamykanie kąpielisk, co wpłynie niekorzystnie na przychody w branży turystycznej czy likwidację miejsc pracy, oraz wyginięcie niektórych populacji poławianych ryb, co przekłada się na zmniejszenie zatrudnienia w sektorze rybołówstwa o ok. 50 proc. Kutry będą pokonywały większe dystanse w poszukiwaniu ryb, co spowoduje większy negatywny wpływ na ekosystemy morskie, a także przestanie się opłacać pod kątem ekonomicznym.

Jeżeli jednak zaczniemy poważnie traktować problemy trawiące Bałtyk i wdrożymy rekomendacje ekspertów, możemy zyskać nawet do 2,6 mld zł dla polskiej gospodarki, nawet 11 tys. dodatkowych miejsc pracy w sektorze turystycznym oraz dodatkowe przychody na poziomie 1,2 mld zł i 4 tys. więcej miejsc pracy w sektorze rybołówstwa do 2050 r.

Musimy przyspieszyć. Nie można popaść w rozpacz i zrezygnować z jakichkolwiek działań, zasłaniając się niekorzystnymi prognozami. Trzeba się zmobilizować, żeby złe nie stało się gorsze.

* Weronika Kosiń - Specjalistka ds. Ochrony Ekosystemów Morskich, WWF Polska.