Rosja. Ogromny wyciek z zamkniętej kopalni miedzi. Lasem popłynęła trująca, kwaśna rzeka

Rosyjscy prokuratorzy wszczęli śledztwo w sprawie ogromnego wycieku odpadów opuszczonej z kopalni miedzi w miejscowości Ljovicha na Uralu. Zanieczyszczenia były składowane w specjalnych zbiornikach, które jednak przepełniły się po ostatnich ulewnych deszczach.

Zdjęciami ukazującymi ogrom katastrofy podzielił się w mediach społecznościowych rosyjski bloger Siergiej Zamkadnij. Z opuszczonej kopalni miedzi w pobliżu miejscowości Ljovicha na Uralu (obwód swierdłowski) wydostały się płynne odpady, zalewając połacie zalesionego terenu, a także zbiornik wodny. 

 

"Kopalnia jest zalana, a teraz płyną z niej kwaśne rzeki, zatruwając wszystko, czego dotkną" - napisał Zamkadnij. Zasugerował też, że to nie pierwszy taki incydent od chwili zamknięcia kopalni w 2004 roku.

 

Ekolog Andriej Wołegow, który przewodniczy lokalnej organizacji pozarządowej "Ecopravo", poinformował na Facebooku, że zanieczyszczona woda miała zostać zneutralizowana w specjalnym zbiorniku. Ten jednak przelał się po ostatnich ulewnych deszczach. Wołegow dodał, że już przed rokiem alarmował służby o takim scenariuszu. Usłyszał wówczas, że firmy odpowiedzialnej za neutralizację zanieczyszczeń nie stać na zakup odpowiedniej ilości wapna. 

Jak podała agencja AFP, w sprawie wycieku odpadów śledztwo wszczęła już prokuratura w Niżnym Tagile. 

Zobacz wideo USA sprząta 15-letni wyciek ropy naftowej