Konferencja o klimacie w szkole o. Rydzyka. Minister Woś kilka razy mijał się z prawdą

Chiny nie występują z Porozumienia paryskiego, Polska nie dostała od Unii "rabatu klimatycznego", a w sprawie wpływu człowieka na zmiany klimatu nie ma "znaków zapytania". To tylko niektóre kwestie, w jakich minister środowiska Michał Woś minął się z prawdą w czasie swojego wystąpienia w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Politycy Solidarnej Polski - z ministrem środowiska Michałem Wosiem na czele - wzięli w piątek udział w organizowanej na uczelni o. Tadeusza Rydzyka konferencji pt. "Europejski Zielony Ład a interes Polski". Uczestnicy rozmawiali o tym, jakie ich zdaniem są przyczyny i skutki europejskiej walki ze zmianami klimatu, w tym Zielonego Ładu. Minister środowiska w swoim wystąpieniu kilka razy minął się z prawdą. 

Jako pierwszy przemawiał o. Rydzyk, który mówił, że "kiedyś nasi ojcowie przelewali krew, żebyśmy byli wolni", a teraz "podbijają nas na inny sposób", co "widać gołym okiem, chyba że ktoś jest ślepy lub zupełnie bez rozumu". Po nim Krystyna Szyszko, wdowa po ministrze środowiska Janie Szyszce, odczytała napisane przez męża przed śmiercią oświadczenie ws. "pochłaniania dwutlenku węgla przez polskie lasy". Szyszko stwierdziła, że Zielony Ład "nie ma nic wspólnego z ochroną klimatu", tylko jest "twardą walką o interesy". 

Woś mija się z prawdą ws. Porozumienia paryskiego

Jako kolejny głos zabrał minister środowiska Michał Woś. Zaczął od stwierdzenia, że pewne rzeczy w Zielonym Ładzie mogą "budzić niepokój" i trzeba rozmawiać o "zagrożeniach" z nim związanych. - Trzeba postawić znak zapytania - co jest w polskim interesie, a gdzie można dopatrywać się innych interesów - powiedział. 

Minister pierwszy raz minął się z prawdą, mówiąc o Porozumieniu paryskim. Stwierdził, że "ostatnio Stany Zjednoczone i Chiny się z tego wycofały". O ile Stany Zjednoczone rzeczywiście są w procesie wycofywania się z porozumienia (ale ten proces trwa i USA formalnie będą poza porozumieniem od listopada), to Chiny się z niego nie wycofują i nie zapowiadały takiego ruchu. Osobną kwestią jest ocena tego, czy działania Pekinu są dostateczne - jednak nie ma mowy o tym, by Chiny z porozumienia się wycofały.

Po tym stwierdził, że w Porozumieniu paryskim kraje zobowiązały się do "osiągnięcia neutralności klimatycznej w II połowie XXI wieku". - Czyli wszystkie państwa przyjmują który rok? 2099 - dodał minister. Rzeczywiście w treści porozumienia znalazł się taki zapis. Jednak nadrzędnym celem jest - zapisane w art. 2. - ograniczenie ocieplenia klimatu "znacznie poniżej poziomu 2 stopni Celsjusza względem epoki przedprzemysłowej". Zgodnie z aktualną wiedzą naukową, aby mieć szanse osiągnąć ten cel, świat powinien osiągnąć neutralność klimatyczną około roku 2050 i nie jest prawdą, że "wszystkie państwa" uznały, że może to być rok 2099. Choć teoretycznie jest to data dopuszczalna zgodnie z treścią porozumienia, to jest sprzeczna z jego duchem i nadrzędnym celem. 

Nie, nie ma "znaku zapytania" ws. odpowiedzialności człowieka za zmiany klimat

Następnie minister środowiska nawiązał do wcześniejszej wypowiedzi Krystyny Szyszko. Ta w pewnym momencie powiedziała, że w kwestii wpływu dwutlenku węgla na klimat "teorii są setki, nikt tego nie potwierdził". - Są różne teorie nt. wpływu dwutlenku węgla. To, że on jest i w jakiś sposób wpływa na zmiany klimatu, to większość naukowców się zgadza. Czy głównie czynniki antropogeniczne, pochodzące od człowieka - niektórzy stawiają znak zapytania - powiedział Woś. 

Takie przedstawienie kwestii konsensusu naukowego dot. przyczyn zmian klimatu nie jest zgodne z rzeczywistością. Wszystkie poważne instytucje związane z klimatem i niemal wszyscy klimatolodzy zgadzają się nie tylko co do tego, że klimat się zmienia, ale też, że przyczyną są związane z ludzką działalnością gazy cieplarniane, przede wszystkim dwutlenek węgla. Portal naukaoklimacie.pl pisze:

Ocieplenie powodują gazy cieplarniane, a dziś to człowiek zwiększa ich zawartość w atmosferze. Świadczą o tym niezależne pomiary, wykonywane z Ziemi i z kosmosu, w atmosferze i w oceanach, w stacjach meteorologicznych i w laboratoriach.

Jak duża rola lasów w pochłanianiu dwutlenku węgla?

Minister Woś poruszył kwestię "genialnej" roli polskich lasów w pochłanianiu dwutlenku węgla. - Inne państwa nam zazdroszczą, i tego modelu lasu, i gospodarstw węglowych, i tego, że lasy przecież pochłaniają dwutlenek węgla - powiedział. Trudno zweryfikować tezę o tym, czy inne kraje "zazdroszczą" nam lasów ze względu na ich rolę w walce ze zmianami klimatu. Jednak jeśli spojrzymy na twarde dane, to ich rola - choć ważna - nie jest wyjątkowa na tle innych państw.

Jak opisuje portal naukadlaprzyrody.pl, lesistość Polski (czyli odsetek powierzchni lądu pokrytej przez lasy) to nieco ponad 30 proc. To liczba zbliżona do światowej średniej i trochę poniżej średniej europejskiej. Co zaś do ich roli w pochłanianiu dwutlenku węgla: polskie lasy pochłaniają w sumie ok. 30 mln ton CO2, zatem tylko ok. 7 proc. naszych krajowych emisji. Dla porównania sama elektrownia Bełchatów emituje 38 mln ton dwutlenku węgla rocznie. Zatem wszystkie lasy w Polsce nie są w stanie zrównoważyć skutków pracy tylko tej jednej elektrowni. Lasy same w sobie nie dadzą nam neutralności klimatycznej i ważniejsze jest, by nie doprowadzać do wylesienia, co oznacza nie pochłanianie, a emisje dwutlenku węgla. 

Nie, nikt nie dał Polsce "rabatu klimatycznego"

Minister Woś przeszedł do relacjonowania ustaleń szczytu UE w grudniu 2019 roku, gdzie zapadły ustalenia dot. neutralności klimatycznej. - Osiągnęliśmy tam, możemy powiedzieć, tak zwany rabat polski. (...) Została podjęta decyzja o tym, że zgadzamy się, aby Unia Europejska jako całość osiągnęła neutralność klimatyczną w 2050 roku, ale - i tam konkretnie w konkluzjach jest - jedno z państw z racji swoich historycznych zawiłości nie jest w stanie w 2050 tej neutralności osiągnąć - stwierdził. 

Wbrew temu, bo powiedział Woś (i co powtarzają inni politycy obozu rządzącego) Polska wcale nie dostała "rabatu klimatycznego" i wspominany zapis z konkluzji szczytu mówi zupełnie co innego. Jak jest w rzeczywistości? Polska zgodziła się na przyjęcie konkluzji szczytu (czyli podpisywanej na jego koniec deklaracji), w których mowa o tym, że Rada Europejska popiera osiągnięcie przez UE neutralności klimatycznej do 2050 roku. Dodano jedynie zapis, że "jeden kraj członkowski, na tym etapie, nie może zobowiązać się do wdrożenia tego celu i Rada Europejska wróci do tego w czerwcu 2020 roku".

Zatem konkluzje nie dają wcale zgody na opóźnienie osiągnięcia neutralności klimatycznej, a jedynie więcej czasu do namysłu. Termin został opóźniony przed epidemię, ale sprawa wcale nie jest zakończona. Zaś jeśli Polska będzie obstawać przy swoim i nie zadeklaruje celu na rok 2050, to może to nas kosztować. Zgodnie z ustaleniami ostatniego szczytu UE kraje, które nie zobowiązały się do realizacji celu osiągnięcia przez Unię neutralności klimatycznej do 2050 roku, będą miały dostęp tylko do 50 proc. środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji.

W dalszej części wystąpienia minister środowiska krytykował europejski system handlu emisjami m.in. za rosnące ceny praw do emisji. Tymczasem Ministerstwo Klimatu w kwietniu pisało o... korzyściach, jakie płyną dla Polski z tego systemu. Resort klimatu przyznaje, że "w obecnym kształcie system nie działa w pełni efektywnie", ale m.in. przez to, że "nie generuje wystarczających środków". Jednak - czytamy na stronie - "od początku aukcyjnej sprzedaży uprawnień do emisji budżet państwa zasiliło ok. 20,5 mld zł" i "bez tych przychodów nie byłoby możliwe finansowanie programów takich jak 'Mój Prąd' czy programów niskoemisyjnego transportu". 

 
Więcej o: