Nie segregujesz śmieci? Spółdzielnia będzie mogła to sprawdzić. Porzucasz? Szykuj się na kary

Resort klimatu planuje zmiany dotyczące śmieci. Po pierwsze, ich porzucanie w lesie czy innym nieuprawnionym miejscu będzie zagrożone karą do 5000 zł - o tym już ministerstwo wspominało. Po drugie, spółdzielnie mieszkaniowe i inni właściciele nieruchomości wielorodzinnych mają zyskać nowe uprawnienia. Będą mogli ustalać, w których mieszkaniach śmieci się nie segreguje.

Ministerstwo Klimatu pracuje nad nowymi zasadami dotyczącymi śmieci. Z jednej strony gminy mają mieć więcej swobody w kwestii składowania odpadów, co ma obniżyć koszty. Z drugiej resort chce zaostrzenia kar dla tych, którzy przepisy dotyczące odpadami mają za nic.

Wyrzucasz śmieci do lasu? Kary wzrosną do 5000 zł

- Chcemy zaostrzyć kary za nieodpowiednie postępowanie. Chodzi m.in. o porzucanie odpadów na terenach publicznych, tj. drogach, placach czy terenach zielonych. Podwyższone kary, wraz z udoskonalonymi metodami identyfikowania sprawców, pozwolą na ograniczenie tego typu negatywnych zachowań - wyjaśnił wiceminister klimatu Jacek Ozdoba podczas konferencji prasowej, która odbyła się z udziałem prezydentów Stalowej Woli i Chełma.

Obecnie kary za porzucanie odpadów na terenach publicznych lub prywatnych są znacznie niższe, niż koszty ich legalnego pozbycia się np. w PSZOKach - specjalnych punktach, gdzie wywozi się odpady. W związku z tym planowane jest zwiększenie kar za zaśmiecanie miejsc publicznych. Mają wzrosnąć - zgodnie z zapowiedziami - do 5000 zł. Do tego samego poziomu wzrosną kary za wyrzucanie nieczystości na cudzym gruncie polnym - informuje resort w komunikacie.

Zobacz wideo Do jakiego kontenera wrzucić paragon, a gdzie stare ubrania? Wyjaśniamy

Mieszkasz w bloku? Spółdzielnia będzie mogła ustalić, czy segregujesz

Przepisy mają też umożliwić właścicielom nieruchomości na ustalanie, kto z mieszkańców domów wielorodzinnych segreguje odpady. Dziś za brak odpowiedniego sortowania grozi co prawda odpowiedzialność w postaci podniesienia opłaty, ale kara jest często iluzoryczna. Podwyżki teoretycznie łatwo bowiem podważyć w sądzie - bo to spółdzielnia mieszkaniowa musiałaby udowodnić, że obywatel, któremu opłatę się podnosi, faktycznie śmieci nie segregował.

Czytaj też: W Oceanie Atlantyckim może być 10 razy więcej "niewidzialnego" plastiku, niż sądzono

Jak to będzie wyglądać w praktyce stwierdzanie, czy ktoś odpadów nie segreguje? Tego jeszcze nie wiadomo, ministerstwo mówi jedynie o stworzeniu "możliwości technicznej identyfikacji lokalu", którego najemca lub właściciel nie stosuje się do przepisów.

Zapowiadane zmiany to w pewnym sensie częściowe wycofanie się z reformy wprowadzonej dwa lata temu. Kiedyś odpady, których nie da się już przetworzyć - tzw. frakcję kaloryczną - można było składować. Dziś dozwolone jest tylko spalanie. Spalarni tymczasem brakuje, co oznacza, że koszty przetwarzania odpadów rosną.

Tymczasem Polacy sortują niezbyt chętnie, bo jedynie 30 proc. odpadów. To sprawia, że góra nieprzetwarzanych śmieci rośnie, a część samorządów za odbiór jednej tony płaci już od 700 do 1000 zł, czyli grubo ponad dwa razy więcej niż przed kilkoma laty.

Przez Polskę w zeszłym roku i na początku tego przetoczyła się fala podwyżek za śmieci. W niektórych miastach wzrost ceny za śmieci wyniósł nawet 100 proc. Lokalne samorządy konieczność podniesienia cen argumentowały nie tylko wyższą ceną za odbiór odpadów, ale i wyższymi kosztami pracy, paliwa czy energii. Wiele samorządów nie podnosiło też cen odpadów przez lata, reforma sprzed dwóch lat często była decydującym argumentem, by ceny podnieść.

Więcej o: