Czechy zbudują kanał wodny do Polski. W wielkiej inwestycji może wziąć udział także nasz kraj

O tej inwestycji Czesi mówią od lat: kanał wodny, łączący Czechy z jednej strony Odrą, a potem z Bałtykiem, a z drugiej z Dunajem. Rząd w Pradze dał właśnie zielone światło dla pierwszego etapu tego ogromnego przedsięwzięcia, który ma połączyć Czechy z siecią dużych europejskich rzek. W dalsze prace zaangażowany może być także nasz kraj oraz inne z Grupy Wyszehradzkiej. Tymczasem działacze na rzecz środowiska ostrzegają, że przedsięwzięcie może zagrozić przyrodzie.

Czeski rząd zatwierdził pierwszy etap budowy kanału, który ma połączyć ich kraj do sieci rzek płynących na północ kontynentu. Ma on umożliwić rzeczny transport towarów, a także nieść ze sobą korzyści w zakresie turystyki. 

Wielka inwestycja. Czechy chcą zbudować kanał do granicy z Polską

O tym, że inwestycja ma zgodę na rozpoczęcie, poinformował na Twitterze czeski minister transportu oraz przemysłu i infrastruktury Karel Havliczek. "Znaczący krok do umocnienia transportowego, gospodarczego, energetycznego, wodnego i rekreacyjnego regionu morawsko-śląskiego. Międzynarodowy projekt przygotowania żeglowności Odry na odcinku Koźle - Ostrawa dostał właśnie zielone światło dla rządu" - napisał minister.

Co to dokładnie za projekt? Czesi w pierwszym etapie chcą wybudować kanał o szerokości około 40 i głębokości 5 metrów, od Ostrawy do granicy z Polską. Powstać ma osiem mostów, dwie śluzy i port w Svinowie. Po naszej stronie granicy kanał miałby dotrzeć do Koźla, gdzie rzeka Kłodnica wpada do Odry. Koszt budowy czeskiej części inwestycji szacowany jest na 0,5 mld euro, zaś polskiej na 1 mld euro. W dalszej kolejności Czechy planują połączyć kanał z Dunajem. 

Od zgody do realizacji długa droga, także z powodu finansowania - pieniądze miałyby pochodzić m.in. ze środków unijnych. Sama budowa ma rozpocząć się po 2030 roku. 

Ambitne plany, a co ze środowiskiem? I czy to się opłaca?

Pomysł połączenia Czech z morzem nie jest nowy i nie dotyczy tylko Czech. W 2017 roku ministrowie państw Grupy Wyszehradzkiej - Polski, Czech, Słowacji i Węgier - podpisali memorandum w tej sprawie. Wtedy projekt miał jeszcze większy rozmach, mówiono o połączeniu trzech dużych europejskich rzek: Dunaju, Odry i Łaby. Z Łaby jednak zrezygnowano, uznając ten projekt za mniej opłacalny ekonomicznie. Koszt całości przedsięwzięcia szacowano na ponad 21 miliardów euro, w tym połączenie Odry z Łabą miało kosztować ponad 11 miliardów. 

Pytanie, czy ten aktualny będzie się opłacać? Prezydent Czech Milos Zeman jest wielkim fanem ożywienia transportu rzecznego. "Chcę, by Szczecin stał się portem morskim dla Czech, obok Hamburga" - mówił w Warszawie w 2015 roku. 

Zwolennicy tego rozwiązania twierdzą, że nie tylko wspomoże ono "ekologiczny" transport, ale i pomoże chronić kraj przed powodziami i zabezpieczy rezerwy wody. Tyle że to tak nie działa. Ekolodzy i eksperci od dawna postulują, by nie regulować rzek. Im stan rzeki i jej brzegów bardziej zbliżony do naturalnego, tym lepsze ma ona zdolności retencyjne, które przydają się zarówno w czasie suszy, jak i powodzi.

Czytaj też: Ścieki w Wiśle? To jeszcze nic. W ponad 90 proc. badanych polskich rzek stan wód jest zły

Twitterowy wpis ministra Havliczka od razu skomentował czeski oddział Greenpeace. "Gdyby istniała nagroda za najbardziej bezsensowny projekt, ten kanał byłby poważnym kandydatem. Krytyka ekspertów i opinii publicznej jest dość oczywista. Ekonomiczne i ekologiczne samobójstwo, korytarz zniszczyłby pozostałości stosunkowo naturalne ekosystemy oraz miałby negatywny wpływ na krajobraz i reżim wodny" - napisali aktywiści.

Także inne grupy działające na rzecz środowiska protestowały przeciw planom tej inwestycji, w tym WWF i niemieckie organizacje pozarządowe (Niemieckie Stowarzyszenie Ochrony Przyrody - Deutscher Naturschutzring i Niemiecka Federacja Ochrony Środowiska i Przyrody - Przyjaciele Ziemi - Bund für Umwelt und Naturschutz Deutschland). List do Komisji Europejskiej w tej sprawie podpisało 18 takich organizacji z Europy. Podkreślają one, że połączenie Morza Czarnego z Bałtyckim (bo to oznaczałoby ukończenie całego projektu) będzie wymagało wybudowania setek kilometrów sztucznych dróg wodnych. Do tego jest jeszcze jeden problem: przedłużające się okresy niskiego stanu wód rzecznych. Od lat utrudniają one żeglugę na przykład na niemieckim Renie. By to zniwelować, będzie trzeba wybudować stopnie wodne na rzekach, a także pogłębić koryta odcinków rzek, co silnie zmieniłoby nadrzeczne ekosystemy. 

Zobacz także: Dr Rąkowski: Wisła jest europejskim ewenementem. Niektóre scenariusze mnie przerażają [SZLAK WISŁY]

W styczniu 2017 roku, czyli blisko cztery lata temu, kiedy podpisywane było wspomniane powyżej memorandum, polski minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk mówił, że państwa V4 chcą do 2023 roku rozpocząć negocjacje z Komisją Europejską w tej sprawie - by dostać finansowanie. W odpowiedzi na list ekologów komisarz ds. transportu UE, Adina Valean, napisała, że KE krytycznie przeanalizuje propozycje państw członkowskich dotyczące dużych projektów infrastrukturalnych.

Zatem od zielonego światła rządu do realizacji długa droga, także z powodu finansowania - pieniądze miałyby pochodzić m.in. ze środków unijnych. Sama budowa ma rozpocząć się po 2030 roku. 

Zobacz wideo Maciejewska: Premier kręci nosem na pieniądze na zieloną transformację