Naukowcy ostrzegają przed "upiorną" przyszłością. Biją na alarm w sprawie największych zagrożeń

"Skala zagrożeń dla biosfery i wszystkich jej form życia - w tym ludzkości - jest w rzeczywistości tak wielka, że trudno ją pojąć nawet dobrze poinformowanym ekspertom" - ostrzega w artykule grupa naukowców. Pomimo ponurego wydźwięku artykułu eksperci piszą, że nie chodzi im o wywieszenie białej flagi, a wezwanie do pilnych i szerokich działań. Wymieniają m.in. zniesienie ciągłego wzrostu gospodarczego i szybkie odejście od wykorzystania paliw kopalnych.
Zobacz wideo Janina Ochojska o uchodźcach klimatycznych

W opublikowanym w środę artykule 17 badaczy z USA, Australii i Meksyku ostrzega przed trzema głównymi wyzwaniami środowiskowymi, którym "poświęcono niewiele uwagi i które wymagają pilnych działań". Powołując się na ok. 150 badań i raportów piszą na łamach pisma naukowego " Frontiers in Conservation Science" o zagrożeniu katastrofą klimatyczną, niszczeniem bioróżnorodności oraz nadmierną konsumpcją i eksploatacją zasobów Ziemi.

Podkreślają, że na podstawie tych informacji widać, iż "przyszłe warunki środowiskowe będą znacznie bardziej niebezpieczne, niż się obecnie uważa". "Skala zagrożeń dla biosfery i wszystkich jej form życia - w tym ludzkości - jest w rzeczywistości tak wielka, że trudno ją pojąć nawet dobrze poinformowanym ekspertom" - czytamy. Zwracają uwagę, że o ile silne są podstawy naukowe tych ocen, to świadomość zagrożenia jest niska. 

Jak piszą, cytowane przez nich prognozy opisują "upiorną przyszłość masowego wymierania, pogarszającego się stanu zdrowia, wstrząsów klimatycznych (w tym zbliżających się masowych migracji) i konfliktów o zasoby" w tym stuleciu. Jednak ich celem - jak podkreślają - nie jest jedynie "przedstawienie fatalistycznej perspektywy", ponieważ jest wiele przykładów udanych działań na rzecz ochrony środowiska. Potrzebna jest jednak "realistyczna ocena kolosalnych wyzwań, przed którymi stoi społeczność międzynarodowa". To konieczne, ponieważ optymistyczne nastawienie ludzi do przyszłości grozi niedocenieniem powagi kryzysu i zignorowaniem ostrzeżeń. Z drugiej strony komunikacja nie może jednocześnie wywołać "nieproporcjonalnego uczucia strachu i rozpaczy". Ich zdaniem eksperci powinni wystrzegać się nadmiernej powściągliwości i "mówić, jak jest".  

Elektrownia w BełchatowiePrzełomowy raport: Milion gatunków zagrożonych wyginięciem

"To nie jest wezwanie do poddania się" 

Naukowcy piszą, że ludzkość wywołuje "gwałtowną utratę bioróżnorodności" i wraz z nią niszczy zdolność Ziemi do podtrzymywania życia. Ale w "głównym nurcie" debaty publicznej jest trudność ze zdaniem sobie sprawy ze "skali tej straty". Jest wiele pomysłów na rozwiązanie tych problemów, ale tempo wcielania ich w życie nie przystaje do tempa "niepowstrzymanej utraty bioróżnorodności" i innych "egzystencjalnych zagrożeń" związanych z działalnością człowieka. 

Zwracają uwagę, że istnieje opóźnienie między niszczeniem przyrody a negatywnymi skutkami dla społeczeństwa, jakie to ze sobą niesie. A proces społeczno-polityczny i wprowadzenie w życie rozwiązań to kolejne opóźnienie. To grozi zajęciem się problemami gdy będzie już za późno.

"To nie jest wezwanie do poddania się - naszym celem jest zapewnienie przywódcom realistycznego "zimnego prysznica" co do stanu naszej planety, co jest kluczowe w zaplanowaniu tego, jak uniknąć upiornej przyszłości" - piszą.

Poradzenie sobie z problemami i uniknięcie najgorzej możliwej przyszłości będzie wymagało nie powolnych, ewolucyjnych rozwiązań, a całkowitej "zmiany zasad gry":

"Powaga sytuacji wymaga fundamentalnych zmian w globalnym kapitalizmie, edukacji i równości. Do nich zalicza się między innymi zniesienie ciągłego wzrostu gospodarczego, odpowiednie wyceny efektów zewnętrznych (czyli przeniesienia części kosztów wynikających z działalności jednego podmiotu gospodarczego na podmioty trzecie bez odpowiedniej rekompensaty - red.), szybkie odejście od wykorzystania paliw kopalnych, ścisła regulacja rynków i nabywania nieruchomości, opanowanie korporacyjnego lobbingu i wzmacnianiu pozycji kobiet. Wybory te z pewnością pociągną za sobą trudne debaty na temat wzrostu populacji i konieczności obniżenia, ale uczynienia bardziej sprawiedliwym poziomu życia".