Niszczymy planetę dla jedzenia, którego nigdy nie zjadamy. A najwięcej marnujemy w domach

Choć zdjęcia wypełnionych pojemników na śmieci za supermarketami robią wrażenie, to dane nie pozostawiają wątpliwości - zdecydowanie najwięcej marnujemy w domu. Ale to też dobra wiadomość - jeśli zaczniemy zmieniać nawyki, możemy sami walczyć z marnowaniem żywności i wszystkimi jego negatywnymi skutkami.
Zobacz wideo Szadkowska: Setki milionów ludzi głodują, ale jedzenie nigdy nie było tak tanie

Każdego dnia marnujemy średnio jeden posiłek. To nie tylko strata pieniędzy i czasu, lecz także kolejny cios dla środowiska i klimatu. Dlatego w Gazeta.pl mówimy "Nie marnuję" i piszemy, jak walczyć z marnotrawstwem.

Jeżeli przygotowujesz pięć posiłków dziennie, prawdopodobnie cztery z nich zjadasz, a piąty najczęściej ląduje w koszu na śmieci. Brzmi nieprawdopodobnie? Niestety tak wygląda nasz problem z marnowaniem jedzenia. 

Przeczytaj także: Co zrobić, by wyrzucać mniej? Wypróbuj dzienniczek marnowania jedzenia [NIE MARNUJĘ]

17 proc. żywności w domach, sklepach i restauracjach ląduje w koszach - wynika z nowego raportu Programu Środowiskowego ONZ (UNEP). To jakby średnio jeden na pięć posiłków był wyrzucany. A to nie wszystko, bo część jedzenia marnuje się z różnych powodów na farmach oraz w łańcuchu dostaw.  W efekcie nawet 1/3 wyprodukowanego jedzenia nigdy nie zostaje zjedzona. 

Te dane same w sobie mogą być szokujące. Choć cenimy dostatek czy wręcz nadmiar, to wyrzucanie jedzenia jest traktowane negatywnie, choćby ze względów kulturowych i szacunku do pracy włożonej w jego przygotowanie. Jednak nie tylko o to tu chodzi. Produkcja jedzenia w obecnym systemie jest dużym obciążeniem dla środowiska i przyczynia się do zmian klimatu. Biorąc zaś pod uwagę skalę marnowania, to aż 1/3 tego obciążenia środowiska dzieje się na darmo. 

Niszczymy planetę dla jedzenia, którego nigdy nie zjadamy

Z marnowaniem jedzenia może się wiązać nawet 8-10 proc. emisji gazów cieplarnianych. Po pierwsze, sama produkcja jedzenia wiąże się z emisją gazów cieplarnianych. To podtlenek azotu z nawozów sztucznych (który jest prawie 300 razy silniejszym gazem cieplarnianym niż dwutlenek węgla), metan (70 razy silniejszy od CO2) powstający przy hodowli krów oraz niektórych uprawach (m.in. ryżu), oraz dwutlenek węgla - z wykarczowanych lasów czy bagien osuszonych pod tereny uprawne. 

Ponadto wylesianie i zanieczyszczenia np. w wielkich hodowli przemysłowych czy nawożonych pól niszczą środowisko, szkodzą ludziom i przyrodzie oraz zabijają bioróżnorodność. Zużywana jest też woda, która jest w wielu miejscach ograniczonym zasobem. Do tego dochodzą emisje związane z jedzeniem, ale pochodzące z innych sektorów: transportu, energii (np. sztuczne oświetlenie szklarni), produkcji opakowań. Wreszcie gospodarowanie powstałymi w ten sposób odpadami także wiąże się z emisją gazów cieplarnianych, zużyciem energii i potencjalnie zanieczyszczeniami. 

"Marnowanie żywności oznacza cały negatywny wpływ produkcji żywności na środowisko bez żadnych korzyści płynących z zapewniania ludziom pokarmu" - czytamy w raporcie.

Gdy nie marnujemy, naprawiamy wiele problemów naraz

Jedna trzecia tych emisji gazów cieplarnianych, zniszczenia środowiska, zanieczyszczeń - słowem całego śladu środowiskowego - dzieje się kompletnie na marne, ponieważ 1/3 żywności na różnym etapie jest marnowana. Ma to też oczywiście znaczenie dla naszych portfeli - sporą część pieniędzy, które wydajemy na jedzenie, tak naprawdę wyrzucamy na śmietnik. Wreszcie to ogromne marnotrawstwo dzieje się na świecie, na którym nawet 690 mln ludzi jest dotkniętych głodem, a trzy miliardy (!) nie mogą pozwolić sobie na zdrową dietę. To pokazuje, że problem marnowania jedzenia jest też problemem nierówności.  

Można jednak spojrzeć na to z drugiej, pozytywnej strony. Jeśli rozwiążemy ten jeden problem, przyczynimy się do złagodzenia wielu innych. Jak czytamy w raporcie, "ograniczenie marnowania żywności oferuje ludziom i planecie wielopłaszczyznowe korzyści: poprawę bezpieczeństwa żywieniowego, przeciwdziałanie zmianom klimatu, oszczędność pieniędzy i zmniejszenie obciążenia lądów i wód, różnorodności biologicznej i systemu zarządzania odpadami". Jednak - piszą autorzy - do tej pory ten potencjał był wykorzystany w stopniu "żałośnie małym". 

Gdzie marnujemy najwięcej? Pewnie wielu z nas może stanąć przed oczami obrazek wypełnionych jedzeniem koszy na śmieci obok supermarketów. I jest to oczywiście część problemu, ale - jak się okazuje - wcale nie największa. Według raportu z 931 milionów ton zmarnowanego jedzenia w 2019 roku aż 61 proc. pochodzi z gospodarstw domowych. Za 26 proc. odpowiada gastronomia, a 13 proc. - handel. Co ciekawe, te proporcje są podobne w państwach bardziej i mniej rozwiniętych. 

Planuję - nie marnuję

Jak wygląda marnowanie jedzenia w Polsce? W raporcie Federacji Polskich Banków Żywności z 2020 roku wniosek jest podobny - to konsumenci są "największymi marnotrawcami". Najwięcej osób deklaruje, że wyrzuca (z różną częstotliwością) pieczywo - blisko 63 proc. badanych. 56-57 wyrzuca owoce i warzywa, co druga osoba - wędliny, 47 proc. - napoje mleczne. 

Z jakich powodów to robimy? Zdecydowanie najczęściej (65 proc.) jako przyczyna wymieniane jest zepsucie żywności. Na kolejnych miejscach jest przeoczenie daty ważności (42 proc.), przygotowanie zbyt dużej ilości jedzenia (26,5 proc.) oraz zbyt duże zakupy (22,2 proc.).

Te i inne informacje z raportu nie tylko informują nas o przyczynach problemu, lecz także jego możliwym rozwiązaniu. Pierwszym krokiem w walce z marnowaniem żywności w domu jest planowanie. Najczęściej wyrzucamy jedzenie, bo zepsuło się lub przeterminowało (czyli nie zjedliśmy go w odpowiednim czasie) albo mieliśmy go za dużo. Zatem jeśli będziemy przygotowywać odpowiednie ilości jedzenia i zużywać to, co mamy w lodówce, będziemy w stanie mocno ograniczyć marnowanie. 

Jakie kroki warto podjąć?

  • Staraj się przygotować plan posiłków na najbliższe dni. Trzeba poświęcić na to trochę czasu, jednak za to zaoszczędzimy i czas, i pieniądze na samych zakupach oraz podczas przygotowywania jedzenia.
  • Sprawdzaj przed zakupami, co mamy już w lodówce i co ma krótki termin albo może się wkrótce zepsuć. Tylko 40 proc. ludzi w Polsce deklaruje, że tak robi. Tymczasem w ten sposób unikniemy kupowania nadmiaru i wyrzucania przeterminowanych produktów.
  • Przygotuj listę zakupów i staraj się nie kupować produktów spoza tej listy. Po sprawdzeniu lodówki - a najlepiej także przygotowaniu planu posiłków - przygotuj listę, z którą pójdziemy na zakupy. Także dzięki temu unikniemy kupowania w nadmiarze. Sporządzanie takich list deklaruje co druga osoba.
  • Wprowadź odrobinę logistyki do kuchni - warto np. ustawiać z brzegu produkty, których termin przydatności jest najkrótszy lub zostały otwarte i muszą być zjedzone w kilka dni, a te z dłuższym terminem - ustawiać głębiej (i z czasem przesuwać). Tylko co trzecia osoba deklaruje, że tak robi.

To podstawowe zasady, jednak praktycznych i pomocnych porad jest dużo więcej. Najlepiej jest uczyć się na własnych błędach - o czym przeczytasz więcej w artykule o dzienniczkach marnowania jedzenia.

W Deklaracji redakcyjnej Gazeta.pl na 2021 rok zobowiązaliśmy się między innymi do tego, że dalej będziemy angażować się w sprawy klimatu i ekologii. Robimy to na co dzień. Wejdź na stronę Zielonej Gazety, by przeczytać więcej naszych tekstów o środowisku. Zachęcamy również do subskrybowania Zielonego Newslettera.