Giganci z branży mięsnej jak sektor paliw kopalnych. Wydają miliony na antyklimatyczny lobbing

Lobbowanie przeciwko regulacjom środowiskowym czy opłacone badania umniejszające znaczenie emisji gazów cieplarnianych z hodowli zwierząt - to niektóre z działań opłacanych przez amerykański przemysł mięsny i nabiałowy. Wg naukowców firmy i grupy lobbingowe wydają miliony dolarów na walkę z polityką klimatyczną, która mogłaby uderzyć w ich biznes.
Zobacz wideo Czy kolejna pandemia zostanie podana na talerzu? Odpowiada prezeska CIWF Polska

Niektóre z największych firm z branży paliw kopalnych od dziesięcioleci zdawało sobie sprawę z tego, że spalanie węgla, ropy i gazu doprowadzi do gwałtownego ocieplenia klimatu. Wynikało to z ich własnych, wewnętrznych badać. Pomimo tego wydawały i wydają one ogromne pieniądze na to, by zasiać ziarno wątpliwości w sprawie zmian klimatu. 

Teraz analogiczne metody stosują inne wielkie firmy z branż, które przyczyniają się do postępujących zmian klimatu. Serwis insideclimatenews.org opisuje nowe badania New York University, z których wynika, że "czołowe amerykańskie firmy" z branży mięsnej i mlecznej wraz z grupami lobbystów wydały milionów dolarów na kampanie przeciwko walce ze zmianami klimatu i sianie wątpliwości nt. związku między hodowlą zwierząt a ociepleniem klimatu. Te firmy robią też za mało, by ograniczyć swoje emisje gazów cieplarnianych - ocenili naukowcy. 

Rolnictwo i zmiana użytkowania terenu odpowiada za ok. 18 proc. emisji gazów cieplarnianych, z czego większość jest związana z hodowlą zwierząt. To efekt m.in. używania nawozów azotowych, wycinek i wypalania lasów pod pastwiska i uprawy roślin będących karmą, a także bezpośrednich emisji z układów pokarmowych zwierząt kopytnych (głównie krów). W wyniku tego ślad węglowy wołowiny - czyli ilość emisji gazów cieplarnianych związana z jej produkcją - jest wielokrotnie wyższa od żywności roślinnej. Wyprodukowanie kilograma wołowiny "kosztuje" nas nawet kilkanaście razy więcej, niż takiej samej ilości warzyw czy strączków. 

Miliardy na polityków i lobbing

Autorzy badania wyliczają, że w latach 2000-2020 amerykański agrobiznes wydał 750 mln dolarów na kampanie polityczne. Dla porównania sektor energetyczny w analogicznym okresie wydał o 1/3 więcej. 

To tylko część kosztów. 2,5 miliarda dolarów w latach 200-2019 agrobiznes poświęcił na lobbing (to mniej niż połowa wydatków sektora energetycznego). 

Te pieniądze były wydane m.in. na lobbowanie przeciwko regulacjom klimatycznym i środowiskowym czy za dopłatami. Jedna z grup lobbingowych branży wieprzowej wprost przyznała, że sprzeciwiała się pewnej ustawie, ponieważ doprowadziłaby ona do rekultywowania terenów uprawnych i zamieniania ich na lasy, zaś producentom i tak brakuje karmy dla świń.

Inna grupa zrzeszająca producentów wołowiny opłaciła badanie, mające umniejszać skalę emisji gazów cieplarnianych z hodowli zwierząt np. wskazując, że to stosunkowo niewielka część emisji całych Stanów Zjednoczonych. 

Puste obietnice "neutralności klimatycznej" 

Opisane przez naukowców przedsiębiorstwa są "jednymi z największych firm na świecie pod kątem przyczyniania się do zmian klimatu", ocenił jeden z autorów badania Oliver Lazarus. I - jak ustalili badacze - poświęcają wiele czasu i środków na rozmycie związku między hodowlą zwierząt a emisjami gazów cieplarnianych.  

W zdecydowanej większości te firmy nie mają nawet celu neutralności klimatycznej do 2050 roku. Zadeklarowały go tylko cztery z 35 objętych badaniami firm w USA - Dairy Farmers of America, Nestlé, Danish Crown i Danone. Pojedyncze firmy mają bardziej ambitne plany - chiński Smithfield chce mieć nawet negatywne emisje do 2030 roku, a JBS w Brazylii (największa firma przetwórstwa mięsnego na świecie) planuje osiągnąć neutralność klimatyczna do 2040 roku. 

Jednak według naukowców te zapowiedzi są pozbawione konkretów. Często skupiają się na ograniczeniu emisji dwutlenku węgla (np. z maszyn rolniczych), podczas gdy większym problemem w rolnictwie jest metan (emitowany m.in. przez krowy), wielokrotnie silniejszy gaz cieplarniany. Są też poważne luki dot. emisji w całym łańcuchu dostaw. Na przykład JBS oświadczył, że nie musi oceniać problemu zmiany użytkowania terenu (np. wycinki lasu pod uprawę, co emituje gazy cieplarniane) o swoich dostawców.

Aby mieć szanse na zatrzymanie globalnego ocieplenia na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza, musimy do końca dekady ograniczyć emisje gazów cieplarnianych o ponad połowę, a do 2050 roku zejść do poziomu zero netto (więcej gazów pochłanianych niż emitowanych). To oznacza zmniejszenie emisji we wszystkich sektorach, także w rolnictwie. Konieczne są systemowe zmiany w produkcji i transportowaniu żywności, które będą oznaczać także zmiany na naszych talerzach.  

Autorzy raportu zwracają uwagę, że podczas gdy Porozumienie paryskie mówi o ograniczeniu emisji prze kraje, to gigantyczne firmy są osobnym problemem. Na przykład w przypadku szwajcarskiego Nestle (największej firmy żywieniowej na świecie) czy Fonterry z Nowej Zelandii emisje związane z ich globalną działalnością są wyższe od... emisji państw, z których pochodzą. Naukowcy zadają pytanie, czy kraje nie powinny być odpowiedzialne za to, co pochodzące z nich firmy robią na świecie i czy można "na ich konto" przypisać emisje tych firm.