Spór o Turów. Czesi wyjaśnili, dlaczego odrzucili polską ofertę. "W kopalni chcą kopać 22 lata!"

- Chcemy, by umowa obowiązywała dłużej niż dwa lata - poinformował minister spraw zagranicznych Czech Jakub Kulhanek. Na jego słowa zareagował wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński.

"Negocjacje w sprawie Turowa trwają długo, zawsze przestrzegaliśmy poufności. Teraz słyszę, że działamy irracjonalne - muszę zaprzeczyć. Polska w ostatniej chwili zaproponowała, by umowa obowiązywała tylko dwa lata. Ale w kopalni Turów chcą kopać 22 lata! Logiczne jest, że chcemy, by umowa obowiązywała dłużej niż dwa lata" - napisał na Twitterze czeski minister spraw zagranicznych.

Wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabloński zdementował te informacje. "Nie mamy zwyczaju ujawniania treści negocjacji, ale skoro czeski minister spraw zagranicznych mija się z prawdą, jesteśmy zmuszeni to zrobić. Opinia publiczna w obu naszych krajach ma prawo do informacji kto ponosi odpowiedzialność za fiasko rozmów i pogorszenie stosunków" - napisał wiceminister Paweł Jabłoński na Twitterze. 

"Nie proponowaliśmy 'umowy na 2 lata'. Nasza oferta to umowa obowiązująca do końca działalności górniczej, z możliwością wypowiedzenia - na wypadek nadużywania jej przez którąś ze stron. To absolutny standard w umowach międzynarodowych zawieranych na partnerskich zasadach. Co więcej - zaproponowaliśmy, by najważniejsze zapisy, wybrane i wskazane nam przez samą stronę czeską (!) działały nadal nawet do 2049 roku, także w razie wypowiedzenia umowy. Te zapisy dotyczyły m. in. monitoringu wód podziemnych. Rząd Czech twierdził, że to kluczowa sprawa" - dodał. 

"Nasza oferta gwarantowała 50 milionów euro na projekty wodne w Kraju Libereckim, ponadstandardowe zasady monitoringu wód, zanieczyszczeń, hałasu, regularne przekazywanie informacji - a nawet zakaz zbliżania się kopalni do czeskiej granicy, do czasu spełnienia całej listy warunków. Wszystko to zostałoby wykonane w pierwszych miesiącach obowiązywania umowy. Zostało jednak odrzucone, ponieważ czeski rząd zażądał umowy, której Polska nigdy nie mogłaby wypowiedzieć - także w sytuacji, gdyby była ona nadużywana w przyszłości"- wyjaśnia Paweł Jabłoński. 

Wiceminister podkreśił, że partnerzy nie zawierają umów na takich zasadach. "Odpowiedzialny negocjator nie może związać swojego państwa umową na 30 lat bez możliwości wyjścia, nie wiedząc czy druga strona nie będzie w przyszłości zachowywać się nieuczciwie. Efekt działań czeskiego rządu: mieszkańcy Kraju Libereckiego nie otrzymają żadnych pieniędzy na projekty wodne, żadnego dodatkowego monitoringu wód podziemnych, który nie jest wymagany przez prawo; kopalnia będzie mogła zbliżać się do granicy bez żadnych dodatkowych warunków"- napisał na Twitterze wiceminister spraw zagranicznych

Polska i Czechy nie porozumiały się ws. Turowa

"Polska oferta stanowiła ponadstandardową odpowiedź na oczekiwania strony czeskiej - nie została ona przyjęta. Po dzisiejszej decyzji największym przegranym jest lokalna społeczność po obu stronach granicy"- powiedział wcześniej po siedemnastej turze rozmów z Czechami ws. Turowa minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka.

W oświadczeniu opublikowanym przez polski resort można przeczytać, że Polacy przywieźli do Pragi ofertę, która "zawierała konkretne kwoty" na realizację projektów w Kraju Libereckim, głównie na infrastrukturę gospodarki wodnej. Strona polska podkreśla też, że zobowiązała się do wzmocnienia monitorowania oddziaływania Kopalni w zakresie emisji pyłów, generowania hałasu i wpływu na wody podziemne. 

 - Pozwoliłyby one [propozycje Polski - red.] na długofalowe zażegnanie sporu z naszymi południowymi sąsiadami, a także wzmocniłyby bezpieczeństwo ekologiczne w tym regionie. Nasza racjonalna propozycja spotkała się z eskalacją żądań strony czeskiej - powiedział minister Kurtyka. 

Zobacz wideo Brak porozumienia ws. Turowa. Gowin: Nie o wszystkim mogę mówić. W maju panowie się nie zrozumieli

Pięć miesięcy od wyroku TSUE

Rzecznik Ministerstwa Klimatu i Środowiska  Aleksander Brzózka powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej, że polska propozycja "daleko wykraczała ponad to, co było ustalone w maju tego roku pomiędzy przedstawicielami rządu czeskiego i polskiego". Jednak - jak dodał - "na sam koniec, na finiszu, zostały postawione takie warunki ze strony czeskiej, które były niedopuszczalne do przyjęcia przez przedstawicieli polskiego rządu".

Co dalej? Według rzecznika resortu dalsze rozmowy są możliwe, jednak "z innym nastawieniem przedstawicieli rządu strony czeskiej - takim nastawieniem, które pozwoli dowieźć to porozumienie i rozwiązać ten spór w sposób polubowny".

Polsce na takim rozwiązaniu z pewnością zależy także dlatego, że 20 września TSUE nałożył na nasz kraj 500 tysięcy euro dziennej kary za niezaprzestanie wydobycia. To efekt skargi, którą wcześniej złożyli do TSUE przeciwko nam Czesi. Ich zdaniem, działanie kopalni węgla brunatnego Turów powoduje obniżenie poziomu wód gruntowych po ich stronie granicy. Kopalnia wydobywa węgiel, którym zasilana jest pobliska elektrownia. Strona polska argumentuje, że zaprzestanie wydobycia oznacza wstrzymanie pracy elektrowni, na co polski system energetyczny nie może sobie pozwolić. Polski rząd zapowiedział już, że kopalnia nie przerwie pracy.

Republika Czeska, Uhelna. Wieś, w której brakuje wody, w okolicy kopalni TurówSpór o Turów. Czechy odrzuciły ofertę. Kurtyka: "eskalacja żądań"

Więcej o: