Trwa wyścig o drzewa. "Lasy Państwowe chcą wybić zęby ostatniemu certyfikatowi, z którym leśnicy się liczą"

Od czterech lat trwają prace nad rewizją certyfikatu FSC. Stawka jest wysoka - jeśli znikną zapisy o lasach referencyjnych i biogrupach, Lasy Państwowe będą mogły ciąć więcej i łatwiej. Brak znaczka FSC oznacza dla Lasów Państwowych poważne konsekwencje finansowe.
  • Polska czeka na wdrożenie unijnej strategii dotyczącej bioróżnorodności. Ochroni ona najcenniejsze lasy.
  • Jednocześnie trwają prace nad rewizją standardu FSC. Ten certyfikat zmusza Lasy Państwowe do przestrzegania zasad zrównoważonej gospodarki leśnej. W sumie objętych nim jest 72 proc. polskich lasów.
  • Bez znaczka FSC drewna nie kupią wielkie firmy jak Ikea, Castorama czy JYSK. Dlatego Lasy Państwowe dbają, by go nie stracić.
  • Przyrodnicy zarzucają Lasom Państwowym, że z nowego standardu chcą usunąć przepisy chroniące najcenniejsze lasy.
  • Jeśli się nie dogadają, prace nad nowymi przepisami mogą przejąć firmy audytorskie, które są klientami Lasów Państwowych.

Jak skutecznie chronić lasy? Będzie łatwiej, kiedy Polska wdroży przepisy Unii Europejskiej dotyczące bioróżnorodności. Wśród nich jest ścisła ochrona 10 proc. powierzchni lądowej. Nie wiadomo jednak, kiedy dokładnie regulacje zaczną działać.

Tu przeczytasz odcinek drugi tego ekośledztwa: Tak nas odzierają z najcenniejszych drzew? Mocne oskarżenia wobec firm audytujących Lasy Państwowe

A najcenniejsze lasy znikają. - Problem naszego kraju polega nie tylko na tym, ile się tnie, ale też gdzie się tnie - mówi Gazeta.pl Marta Jagusztyn z inicjatywy obywatelskiej Lasy i Obywatele. - Lasy Państwowe wciąż wycinają cenne, stare lasy, w ogóle nie biorąc pod uwagę planów unijnych oraz światowego trendu, który docenia inne funkcje lasu poza gospodarczą. W jego myśl należy chronić stare lasy, a wybrane tereny pozostawić naturze. 

Jagusztyn obawia się, że zanim nowe unijne regulacje zostaną wdrożone, starych, cennych lasów do ochrony będzie mniej. - Trwa wyścig, żeby uratować ich jak najwięcej. Dlatego tak ważne jest, żeby zapisy FSC w tym pomagały - dodaje aktywistka.

Podobne przemyślenia mają inni przyrodnicy - zgodnie mówią Gazeta.pl, że brakuje im narzędzi do walki o lasy, a jedno z niewielu, które jako tako działa, niedługo może być tępe. - Do międzynarodowego systemu certyfikacji drewna FSC leśnicy mają jeszcze jakiś szacunek. Ale właśnie starają się temu standardowi wybić zęby - mówi Jagusztyn.

Masz temat, którym powinniśmy zająć się w #EkoŚledztwach Gazeta.pl? Chcesz przekazać ważne informacje? Napisz do autora dominik.szczepanski@agora.pl, a skontaktuje się z Tobą. Zapewniamy anonimowość.

Czym jest FSC?

FSC (Forest Stewardship Council) to międzynarodowa organizacja, która opracowała system certyfikacji przyznawany produktom leśnym. Prościej: kiedy kupujemy meble, podłogi, okna, drzwi czy gitary, znak FSC ma dać pewność, że pochodzą one z miejsca, w którym wycinka drzew jest zrównoważona. Odbywa się w sposób niekrzywdzący lokalnych społeczności i pracowników leśnych, drewno nie pochodzi z nielegalnego źródła, a las bez wyciętych drzew będzie w stanie się odnowić. Zasady FSC nakazują chronić rzadkie i zagrożone gatunki oraz siedliska, a także nie dopuszczają stosowania zabronionych środków chemicznych. Jeśli niezgodności są zbyt duże, certyfikat zostaje zawieszony lub odebrany. Tyle teorii.

W praktyce brak znaczka FSC sprawia, że drewna nie kupią wielcy gracze jak IKEA, Jysk czy Castorama.

- Lasom Państwowych łatwiej jest sprzedać drewno ze znakiem FSC. Cena może być wyższa, bo konsument czuje się dobrze, gdy widzi certyfikat - mówi Jagusztyn.

Regionalne Dyrekcje Lasów Państwowych (RDLP) na początku podchodziły do certyfikacji drewna przez FSC bardzo sceptycznie. Dziś same o nią zabiegają. Certyfikacją FSC objętych jest dziś aż 72 proc. wszystkich terenów leśnych w Polsce i 15 z 17 Regionalnych Dyrekcji Lasów Państwowych. Wyjątkami są RDLP Krosno i RDLP Łódź - pierwsi podobno sami z niego zrezygnowali, drugim certyfikat zawiesili audytorzy. Dodatkowo RDLP Białystok spod certyfikacji FSC wyłączyła trzy białowieskie nadleśnictwa.

Certyfikacja odbywa się we współpracy z audytorami pracującymi dla dużych, międzynarodowych firm: SGS Polska, Bureau Veritas, Preffered by Nature (Nepcon) i GFA Certification GmbH.

Kto płaci za audyt FSC?

Za audyt płaci... klient, czyli Lasy Państwowe.

- FSC jest między młotem a kowadłem. Ich zadaniem jest stać na straży zrównoważonej gospodarki leśnej, ale Lasy Państwowe od czasu do czasu grożą, że wyjdą z systemu certyfikacji FSC i można się domyślać, że chodzi o to, by zasady certyfikacji nie były zbyt restrykcyjne - tłumaczy Jagusztyn.

- W niektórych kręgach panuje mylne przekonanie, że skoro proces certyfikacji, w tym audyty, są opłacane przez posiadaczy certyfikatu, to jednostki certyfikujące są od nich mocno zależne i mogą przymykać oko na pewne niezgodności - opowiada Marek Rzońca z FSC Polska. - W FSC nie zgadzamy się z takim poglądem, znakomita większość jednostek certyfikujących stawia uczciwość w centrum modelu biznesowego. Co więcej, model zastosowany przez FSC odzwierciedla audyty finansowe, które są powszechne w sektorze korporacyjnym, gdzie korporacja płaci niezależnemu audytorowi za przeprowadzenie corocznego audytu.

Czy audytorom można wierzyć? Przyrodnicy zarzucają im fałszerstwa. O tym w środę w drugiej części naszego ekośledztwa na Gazeta.pl.

Przepis zniknął, zaczęła się wycinka

Wytyczne, którymi kierują się audytorzy, są co jaki czas rewidowane. O zmianach w zapisach standardu FSC decydują przedstawiciele trzech izb: przyrodniczej, ekonomicznej i społecznej. Co ważne, aby nowelizacja weszła w życie, muszą być oni jednomyślni. 

Z tym są jednak problemy, bo kompromis wypracowują przyrodnicy, przedstawiciele przemysłu drzewnego i Lasy Państwowe. Słowem, grupy o skrajnie różnych interesach.

Pod koniec 2014 r. centrala FSC zawiesiła licencję dla polskiego biura, bo skargi złożyło kilka organizacji pozarządowych, m.in. Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, Komitet Ochrony Orłów I Klub Przyrodników. Nie zgadzały się one na zdominowanie izby przyrodniczej przez, jak uważały, organizacje lojalne wobec Lasów Państwowych: Jazdę Leśną, Polski Związek Łowiecki, Stowarzyszenie Ruchu Obrony Lasów Polskich czy Polskie Towarzystwo Leśne. Punktem zapalnym były też tzw. drzewostany referencyjne - lasy, w których według przepisów FSC nie można prowadzić wycinki. Do 2014 r. RDLP stosowały się do zapisu i wyznaczyły przynajmniej 5 proc. takich drzewostanów.

Zapis był jednak tymczasowy i został zmieniony.

Dr Rafał Chudy, dyrektor ds. leśnictwa w litewskiej firmie FOROS oraz autor bloga Monitor Leśny, w przeszłości pracownik Lasów Państwowych: - Stało się to pod naciskiem organizacji przyrodniczych lojalnych wobec Lasów Państwowych. Nowy zapis mówił, że dalej należy ustanawiać lasy referencyjne, ale ich wielkość była już nieważna.

Mówiąc prościej: dalej trzeba chronić najcenniejsze drzewa, ale już nieważne, czy będzie ich tysiąc, czy tylko jedno.

Chudy w rozmowie z Gazeta.pl przytacza dane, z których wynika, że po tym, jak FSC usunęło tymczasowy zapis o ochronie lasów referencyjnych, w niektórych RDLP ich powierzchnia spadła prawie do zera. 

Próbowaliśmy to sprawdzić. FSC Polska przekazało nam, że nie gromadzi danych na temat wielkości lasów referencyjnych. Zapytaliśmy Generalną Dyrekcję Lasów Państwowych o dokładne wyliczenia - ile procent powierzchni zarządzanej przez każdą z 17 RDLP zajmują lasy referencyjne. W odpowiedzi przesłano nam tylko ogólnikową liczbę dotyczącą całego kraju - "co najmniej 7,5 proc.".

Aby odzyskać akredytację, FSC Polska zmieniła obsadę izby przyrodniczej. To jednak rozwiązało problem tylko na chwilę.

Jagusztyn, Lasy i Obywatele: - Wystarczy powiedzieć, że izbę społeczną tworzą przedstawiciele przemysłu drzewnego. Brakuje tam głosu przedstawicieli zwykłych obywateli.

Nowy standard stworzą audytorzy, którym za pracę płacą Lasy Państwowe?

Proces rewizji krajowego certyfikatu FSC trwa od 2018 r. Jedną z osób, które nad nim pracują, jest Paweł Pawlaczyk. Zasiada w izbie przyrodniczej, ale, jak mówi w rozmowie z Gazeta.pl, zajmuje to stanowisko tylko formalnie.

Nie zapowiada się, aby grupa osiągnęła porozumienie. Żeby nowy standard wszedł w życie, musimy go przyjąć jednomyślnie - mówi Pawlaczyk.

A co, jeśli się nie uda osiągnąć jednomyślności? - Może być tak, że opracowanie polskiego standardu zostanie zlecone komu innemu, np. audytorom - mówi Pawlaczyk.

FSC Polska potwierdziło Gazeta.pl, że jest to możliwe. 

Jagusztyn, Lasy i Obywatele: - Czyli, przypomnijmy, nad nowym standardem będą pracować firmy, które są klientami Lasów Państwowych.

Wierzyć czy nie wierzyć audytorom?

Jagusztyn dodaje, że latem 2021 r. w konsultacjach dotyczących nowego standardu FSC wzięli udział przedstawiciele wielu oddolnych inicjatyw leśnych. - Ci ludzie zadali sobie trud przeczytania i skomentowania skomplikowanego dokumentu. Do dziś nie wiemy, co stało się z tymi opiniami, czy to nie były znowu konsultacje na niby, i czy cała praca wykonana przez aktywistów i aktywistki nie trafiła tak naprawdę do kosza.

Obaw o niezależność audytorów nie ma natomiast Rafał Chudy, który od lat opisuje nieprawidłowości w gospodarce leśnej. - Wierzę, że jednostki zajmujące się w Polsce audytami FSC wykonują rzetelną pracę. Reprezentują międzynarodowe firmy, Polska jest dla nich tylko jednym z wielu rynków. Inaczej sprawy się mają z drugim certyfikatem - PEFC.

O certyfikacie PEFC nazywanym "standardem wymyślonym przez leśników dla leśników" napiszemy więcej w piątek na Gazeta.pl. Odpowiemy na pytanie, czy pracownicy nadleśnictw mogą audytować swoich kolegów w innych nadleśnictwach.

Spór o najcenniejsze lasy

Z informacji, do których dotarła Gazeta.pl wynika, że przyrodnicy chcą zapisu gwarantującego ochronę 5 proc. najcenniejszych lasów - drzewostanów referencyjnych - przed wycinką. Ten zapis istniał do 2014 r. Na jego powrót nie chcą się zgodzić przedstawiciele Lasów Państwowych. 

Drugi sporny punkt to tzw. biogrupy. - Chodzi o to, żeby podczas cięć rębnych nie wycinać niektórych fragmentów drzewostanów i zostawić przynajmniej 5 proc. drzew na kolejne pokolenie. Czyli zrobić coś, żeby ostały się stare drzewa. Taki przepis już od dawna znajduje się w obecnym standardzie, ale Lasy Państwowe się z tym nie zgadzają i żądają jego wykreślenia - tłumaczy Pawlaczyk.

Przyrodnik dodaje, że wprowadzenie standardu FSC w Polsce przyniosło wiele dobrego, jednak obecne przepisy są coraz bardziej rozmywane pod naciskiem Lasów Państwowych. - FSC coraz mocniej staje się standardem określającym procedury, a nie stawiającym konkretne wymogi, co może i sprawdza się w kulturze kooperacyjnej, ale w Polsce efekt jest taki, że łatwiej można obejść różne przepisy.

Polak nie wie, że ma prawo bronić lasu

Jagusztyn razem z innymi aktywistami wpadła na pomysł stworzenia mapy miejsc, w których w Polsce trwa lub planowana jest wycinka. Mapa jest intuicyjna i przejrzysta. Gdyby potrzebowała reklamy, można by napisać, że to absolutna nowość, innowacja dotąd w Polsce niespotykana. 

Wcześniej o losach pobliskiego lasu mogli dowiedzieć się tylko najdociekliwsi, umiejący przebijać się przez setki stron raportów i baz danych, mający na tyle cierpliwości, by prowadzić z nadleśnictwami powolną korespondencję, prosić o drobiazgowe plany i próbować zrozumieć coś z zawiłej terminologii, którą posługują się leśnicy. 

Dzięki takim szczególarzom jak Jagusztyn powstała mapa, na której można sprawdzić, czy las rosnący po sąsiedzku zostanie w niedalekiej przyszłości wycięty. Wtedy do dyspozycji mamy kilka narzędzi, aby spróbować go ochronić.  

Jagusztyn mówi Gazeta.pl, że spór z Lasami Państwowymi o każdy kawałek lasu jest pracą na pół etatu.

- O lasach w Polsce powinniśmy móc współdecydować, a zamiast tego musimy bronić ich przed wycinkami. Prawo gwarantuje nam możliwość współdecydowania, ale przepisy w tej kwestii nie działają. System FSC, który mówi wprost o konieczności uwzględniania oczekiwań lokalnych społeczności przez prowadzących gospodarkę leśną, mógłby to zmienić, gdyby jego zapisy traktowano poważnie.

Na zlecenie Lasów i Obywateli IPSOS przeprowadził badanie, z którego wynika, że tylko 6,5 proc. Polaków wie o możliwości udziału w konsultacjach dotyczących najważniejszego leśnego dokumentu każdej dekady - Planu Urządzania Lasu.

Świadomość sprawczości ma co trzynasta osoba, mimo że Lasy Państwowe w 2021 r. wydały na reklamę 7,5 mln złotych - ponad dwukrotnie więcej niż w 2020 r., a w ramach potężnego przedsiębiorstwa działa Centrum Informacyjne Lasów Państwowych. W 2021 r. pracowało tam na etacie 45 osób. Ich pensje w sumie wyniosły blisko 19 mln zł. 

Tego też by nikt nie wiedział, gdyby po dostęp do tych informacji nie zwróciła się posłanka Małgorzata Tracz. 

Więcej o: