Kopalnia Turów pożarła wieś. Teraz wysiedleni mieszkańcy mają plan, by Wigancice powróciły

Ponad 30 lat temu buldożery niemal doszczętnie zrównały z ziemią Wigancice Żytawskie pod Bogatynią, aby zrobić miejsce dla zwałowiska kopalni Turów. Mieszkańcy zostali wysiedleni, ale nie zapomnieli o swojej małej ojczyźnie. Regularnie spotykają się na zgliszczach i planują jak przywrócić Wigancicom świetność. Chcą wybudować ekoosadę, która połączy tradycję z nowoczesnością. To pokazuje, że w regionie może być życie po węglu.
Zobacz wideo Elektrownie węglowe w Polsce wyłączone w 2035 roku?

Miała zostać zrównana z ziemią i zasypana kopalnianym zwałowiskiem z Turowa. Wieś Wigancice Żytawskie koło Bogatyni odradza się jednak jak feniks z popiołów. W planach sięgających lat 80. ubiegłego wieku miała zostać całkowicie zlikwidowana. Mieszkańcy wsi byli stopniowo wysiedlani do blokowisk w Bogatyni i Zgorzelcu, a ich domy wyburzano. Finalnie, do zbudowania zwałowiska zewnętrznego wykorzystano 1/8 przewidzianego terenu, ponieważ w międzyczasie kopalnia zdecydowała się usypywać nadkład ziemi wewnątrz odkrywki. – Procesu wysiedlenia nie zakończono. Nie było już jednak sklepu, szkoły czy autobusów. Pozostali ludzie opuścili miejscowość. Perspektywa życia przy hałdzie nie był dla nich wymarzoną wizją – mówi Elżbieta Lech-Gotthardt, Wiceprezes Stowarzyszenia DOM KOŁODZIEJA. 

Zjazdy na zgliszczach 

Pomimo wysiedlenia wsi, dawni mieszkańcy Wigancic Żytawskich wciąż stanowią zżytą społeczność. Spotykają się co roku na zgliszczach swoich dawnych domów i działają społecznie. Choć wieś już fizycznie nie istnieje, to posiada bardzo bogate życie społeczne i rozbudowane relacje sąsiedzkie. – Byli mieszkańcy Wigancic oraz sympatycy projektu odbudowy wsi od wielu lat organizują różnego rodzaju akcje.

Od 14 lat spotykają się w Zagrodzie Kołodzieja. Jest to dwudniowa impreza. W sobotę odbywa się w Zgorzelcu. A następnego dnia wszyscy udają się do Wigancic, gdzie zjazd kontynuowany jest w plenerze – opowiada Elżbieta Lech-Gotthardt. Przywożą własne kosiarki i porządkują teren przy drodze – koszą trawę i sadzą kwiaty. Potem robią piknik i wspominają stare czasy. Podczas takich zjazdów społeczność wybiera swojego sołtysa i społeczną radę sołecką oraz miss i mistera Wigancic. Jest też czas na pracę. – Spotykamy się kilka razy do roku i organizujemy czyny społeczne. Ludzie porządkują swoje działki, na których mieszkali albo są ich nowymi właścicielami – dodaje Elżbieta Lech-Gotthardt. 

Unikat na skalę światową 

A jest za czym tęsknić. Zniszczona wieś posiadała niezwykłą architekturę. W Wigancicach znajdowało się bardzo dużo domów przysłupowych, które są rozsiane po regionie Łużyc, tworząc tzw. Krainę Domów Przysłupowych. Ta charakterystyczna, łatwo rozpoznawalna drewniana architektura ludowa jest historyczną wizytówką Łużyc, dzisiejszego trójgranicza Polski, Czech i Niemiec.

Jak podkreśla dr inż. arch. Elżbieta Rdzawska-Augustin z Politechniki Śląskiej, architektura przysłupowa występuje również w innych częściach Polski, ale nie jest ona tak okazała jak tutaj i nie w tak licznym skupieniu (są to jedynie pojedyncze okazy). Dom przysłupowy łączy w sobie cztery rodzaje konstrukcji: wieńcową, ryglową, słupową i murowaną, te trzy pierwsze rodzaje konstrukcji są drewniane, część murowana była kamienna bądź ceglana. - Jest wiele hipotez powstania domów przysłupowych. Najbardziej prawdopodobna to połączenie dwóch tradycji budowania. Z jednej strony Niemców, którzy budowali  w konstrukcji ryglowej oraz Słowian budujących w konstrukcji wieńcowej. Przy migracjach ludności to się tam po prostu mieszało. Ta architektura teraz łączy Polaków, Niemców i Czechów. Można bardzo dużo na tym tle zrobić i otwiera to drzwi do transgranicznej współpracy – tłumaczy dr Elżbieta Rdzawska-Augustin.

Byli mieszkańcy, którzy tęsknią za dawnym życiem, chcą odbudować wieś i połączyć tradycję z nowoczesnością. – Mamy osiem projektów koncepcyjnych odbudowy tej wsi. Istotny jest czynnik kulturowy. To jest dla nas istotne, aby ta wieś w jakiś sposób nawiązywała do tego co było kiedyś – czyli architektury przysłupowej, która się zachowała w sąsiednich wioskach. Poza tym ma być to pod każdym względem nowoczesna wieś – podkreśla Elżbieta Lech-Gotthardt. 

W odbudowę zaangażowali się studenci i pracownicy trzech uczelni: Politechniki Śląskiej, Politechniki Poznańskiej i Uniwersytetu Wrocławskiego. Głównie z wydziałów architektury i budownictwa. Ich zdaniem powstająca wieś powinna być połączeniem tradycji z nowoczesnością. – Uważam, że powinno się remontować stare domy przysłupowe, ale jeśli chodzi o nowe budownictwo, to powinny ono nawiązywać do tradycji regionu. Nie można jednak stawiać replik. My ze swoimi studentami pracujemy nad projektami takich domów, które nawiązywałyby do tego co było, ale byłyby też bardziej współczesne - podkreśla dr Rdzawska-Augustin. 

Naukowcy wraz ze studentami przygotowali projekt koncepcyjny odbudowy wsi, który zakłada, że wieś stanie się ekoosadą, korzystającą z odnawialnych źródeł energii. Koncepcja przewiduje zachowanie układu drogowego i urbanistyczne odtworzenie dawnej wsi na ile jest to możliwe. – Nie odtworzyliśmy "żywcem" takiego układu jak był. Nie da się tego zrobić, ponieważ każda wieś, to żywy organizm, który narasta w czasie i w różnych kierunkach. Zaproponowaliśmy układ wsi, która rozkłada się wzdłuż strumienia, która ma przypominać dawną wieś tzw. wieś łanów leśnych – tłumaczy dr Rdzawska-Augustin. 

Zdegradowane tereny hałdy turoszowskiej zostaną zagospodarowane pod budowę elektrowni wiatrowej. Powstać ma nowa fabryka lniarska, która nie tylko nawiąże do tradycji tkackich regionu, ale również zapewni wiele nowych miejsc pracy. Najmniejszym problemem jest odbudowa domów mieszkalnych, ponieważ na to znajdą się prywatne środki przyszłych mieszkańców. Teraz najpilniejsze jest znalezienie finansowania na drogę dojazdową do wsi, która jest w opłakanym stanie, czy sieć wodociągową, która wcześniej zasilała miejscowość w wodę. 

– Aby wieś mogła zaistnieć "w realu", potrzebne jest wsparcie systemowe. Dlatego proszę o odpowiedzialność i rzeczywistą finansową pomoc w odbudowie wodociągu i drogi – infrastruktury niezbędnej do zasiedlenia wsi. Proszę również Burmistrza oraz Radę Miasta i Gminy Bogatynia o większe zainteresowanie się zdegradowaną przestrzenią i społecznością, która od lat podejmuje działania na rzecz jej rewitalizacji – podkreśla Elżbieta Lech-Gotthardt. 

Tak więc śmiałe pomysły i projekty na odtworzenie wsi istnieją. Idei, która przyświeca dawnym mieszkańcom Wigancic, nie da się zredukować do nostalgii za "rajem utraconym". Odbudowane Wigancice, oparte o energię z OZE i wsparte ekonomicznie przez nową fabrykę tkacką, mogą stać się świetnym przykładem na to, że w "Worku Turoszowskim" może istnieć życie po węglu. Dobrym kierunkiem może być postawienie na agroturystykę. – Wigancice są wspaniale położone, z pięknym tarasem widokowym na Pogórze Izerskie. Bliskość granic, Czechy, Niemcy, urokliwe wypiętrzenia skalne, bujna roślinność i kaniony. Ludzie szukają takich miejsc – odosobnionych, ale gdzie jest wszędzie blisko. Nasza wizja transformacji węglowej polega na wykorzystaniu istniejących źródeł geotermalnych, zagospodarowanie hałdy, tego zwałowiska zewnętrznego, który jest dziś zalesioną przestrzenią oddaną lasom państwowym, wytyczenie ścieżek rowerowych oraz ścieżek narciarstwa biegowego – podkreśliła Elżbieta Lech-Gotthardt. 

 W oczekiwaniu na pomoc 

Teraz tylko mieszkańcy czekają na aprobatę władz gminnych i powiatowych oraz na wsparcie finansowe. Polska Grupa Energetyczna, będąca właścicielem kopalni Turów, zaangażowała się w projekt realizowany przez Stowarzyszenie Dom Kołodzieja i trzy uczelnie, jednak przekazana przez nią kwota jest dalece niewystarczająca do odbudowy wsi. Konieczne jest zaangażowanie władz regionalnych, które aktywnie będą poszukiwać pieniędzy w ramach funduszy europejskich czy krajowych, lub pożyczek na odbudowę niezwykłego zasobu kulturowego, jakim jest dawna wieś. 

Mieszkańcy liczą, że region objęty zostanie objęty wsparciem z unijnego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji i dzięki temu możliwe będą prace nad odnową wsi. Środki na tego typu inwestycje mogłyby również pójść z program operacyjny FEnIKS (Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko). To aż 25 mld euro. Pieniądze, przynajmniej w teorii, wykorzystane przede wszystkim na "zieloną transformację". 

Na terenie Wigancic Żytawskich i w okolicach obserwuje się ogromne zainteresowanie wykupem działek pod budowę domów. – Pani Elżbieta Lech-Gotthardt zorganizowała spotkanie z dawnymi mieszkańcami, którzy opowiadali, jak pamiętają to miejsce. To, co zaprojektowaliśmy, było trochę pod potrzeby mieszkańców. Tam jest wspaniała społeczność, która chce tam wrócić. Warto im pomóc i wszystko zrobić, żeby im to miejsce na ziemi z powrotem przywrócić – podkreśla dr Rdzawska-Augustin z Politechniki Śląskiej. 

Jeśli teren wsi zostanie zagospodarowany według koncepcji wypracowanej przez polskie uczelnie, to miejscowość zyska jeszcze na atrakcyjności w oczach nie tylko byłych mieszkańców, ale również nowych, którzy będą chcieli zamieszkać w ekoosadzie.