Zmanipulowana kampania żarówkowa za miliony obrzydziła UE, ale przekonała głównie "swoich" [SONDAŻ]

Państwowe spółki wydały miliony, by zrzucić winę za drożejący prąd na UE. Kampania żarówkowa na początku tego roku miała ogromny zasięg. Efekt jest mizerny - jak pokazuje nowy sondaż, Polacy winią za to głównie rząd i kraje sprzedające surowce (w tym Rosję). Tym, co udało się osiągnąć PiS-owi, jest pogorszenie opinii na temat UE - głównie wśród swoich wyborców.
Zobacz wideo PGE przedstawia się jako "lider zielonej zmiany". A jak jest naprawdę?

Do milionów ludzi w całej Polsce dotarła kampania żarówkowa, w której rząd - przy pomocy spółek - starał się zrzucić z siebie odpowiedzialność za rosnące ceny prądu, wynika z nowego sondażu. W Gazeta.pl opisujemy wyniki badania, które przeprowadzono na zlecenie ruchu Akcja Demokracja.

W lutym Polskę zalały bilbordy z wielką żarówką, symbolami Unii Europejskiej oraz hasłem: "Polityka klimatyczna UE = droga energia". Kampania, finansowana przez państwowe spółki energetyczne, przekonywała, że "opłata klimatyczna Unii Europejskiej to aż 60 proc. kosztów produkcji energii".  

Jak pisaliśmy w Gazeta.pl, przekaz kampanii był manipulacją. Choć sfinansowały ją spółki energetyczne - wydając 12 mln zł - to inicjatywa i zielone światło dla kampanii wyszły z rządu. Jednym z celów było przekonanie Polek i Polaków, że to głównie polityka klimatyczna Unii Europejskiej jest winna wzrostom cen prądu. 

Czy kampania osiągnęła cele?

58,5 proc. uczestników sondażu potwierdziło, że spotkało się z kampanią w czasie jej trwania. Jeśli przełożyć to na liczbę dorosłych w Polsce, oznacza to, że mogła ona dotrzeć do nawet 17 mln ludzi. 

Czy taki zasięg przełożył się na osiągnięcie celów? Piotr Antoniewicz z Akcji Demokracji uważa, że niekoniecznie. - Rząd mógł chcieć - przy pomocy państwowych spółek - zrzucić z siebie winę za rosnące ceny prądu, a właściwie swoje zaniechania w transformacji energetycznej. Tymczasem w sondażu to właśnie obecny rząd jest najczęściej wskazywany jako odpowiedzialny za drożejący prąd. Na drugim miejscu są kraje dostarczające surowce energetyczne, a dopiero za nimi Unia Europejska - powiedział. 

Z hasłem kampanii - "opłata klimatyczna Unii Europejskiej to aż 60% kosztów produkcji energii elektrycznej" - zgadza się i zdecydowanie zgadza 19 proc. badanych. Gruba osób niezgadzających się jest większa - 28 proc. Z hasłem zgadza się też 13 proc. osób, które nie znają kampanii, co wskazuje, że przekonała ona tylko niewielką grupę. I to głównie wśród wyborców PiS - tylko wśród nich zdecydowana większość zgada się w jakimś stopni z tym przekazem. 

Wśród ogółu respondentów największa część (prawie 42 proc.) uważa, że to rząd jest w największym stopniu odpowiedzialny za wzrost cen energii. Na drugim miejscu są kraje, które dostarczają surowce (a więc m.in. Rosja), a dopiero na trzecim (niespełna 20 proc.) Unia Europejska. Znów widać tu wyraźny podział ze względu na poglądy - tylko wśród wyborców PiS i Konfederacji największa część (45 i 33 proc.) uważa, że odpowiedzialna jest po pierwsze Unia.

- Tym, co udało się osiągnąć kampanii, to w pewnym stopniu wzmocnić sentymenty antyeuropejskie. Dotyczy to przede wszystkim wyborców PiS i Konfederacji. Jednak aż 20 proc. wszystkich badanych uznało, że w efekcie tej kampanii ich nastawienie do UE zmieniło się na bardziej negatywne 

- ocenił Antoniewicz. Nieco ponad 1/5 badanych w jakimś stopniu zgodziła się lub zdecydowanie zgodziła ze stwierdzeniem, że kampania wpłynęła negatywnie na ich ocenę Unii Europejskiej. Wśród wyborców PiS taki pogląd wyraziło 36 proc., a np. u osób popierający PO - 11 proc. 

- Skutki kampanii są bardzo niepokojące z punktu widzenia odpowiedzialnej polityki, ponieważ wykorzystano tu cynicznie politykę klimatyczną. Wiele badań pokazuje, że zaniepokojenie kryzysem klimatycznym jest ponadpartyjne. Zaś uwikłanie tego tematu w walkę polityczną na pewno nie ułatwi zadania, jakim jest zatrzymanie zmian klimatu. To poważny błąd i wikłanie w politykę sprawy, która wymaga ponadpartyjnej zgody - stwierdził Antoniewicz

Rząd dalej zniechęca do Unii Europejskiej i upolitycznia walkę ze zmianami klimatu. Nawet w kontekście sprawy tak bardzo ponad podziałami, jak wsparcie dla Ukrainy, odpowiedź na rosyjską agresję i pomoc uchodźcom. Choć Polska wcale nie wychodzi przed szereg np. w kwestii sankcji na rosyjską ropę, to chętnie krytykuje UE i poszczególne kraje za niedostateczne zdecydowanie na tym polu. Uderza też w Unię za rzekomy brak wsparcia w pomocy uchodźcom, a politycy PiS łączą zupełnie niezwiązane tematy - przyjmowania w Polsce uchodźców oraz blokowania środków unijnych ze względu na łamania przez Polskę prawa UE.

Polacy chcą OZE i atomu zamiast węgla i gazu

Kampania zaczęła się jeszcze przed rosyjską inwazją na Ukrainę. Już wtedy skutki rosyjskiej polityki było odczuwalne i widoczne m.in. w rosnących cenach gazu, jednak po 24 lutego kwestia odejścia od paliw kopalnych - które kupujemy w dużej mierze z Rosji - nabrała nowego wymiaru. 

W badaniu zapytano także o to, czy Unia Europejska powinna jak najszybciej wprowadzić zakaz importu gazu, ropy i węgla z Rosji. Aż 40 proc. badanych odpowiedziało, że zdecydowanie tak, a kolejne prawie 38 proc. powiedziało, że zgadza się lub raczej zgadza z tym twierdzeniem. - Najwyższe poparcie dla natychmiastowego embarga jest wśród wyborców PiS. Tymczasem na poziomie krajowym Prawo i Sprawiedliwość nie spieszy się z tymi rozwiązaniami, a raczej wskazują palcem na UE - zauważył Antoniewicz.

- Inne sondaże pokazują, że Polki i Polacy są gotowi na wprowadzenie embarga, nawet jeśli będzie to oznaczać np. drogie paliwo. Skąd taka gotowość? Powodów może być kilka. Na przykład to, że wojna dotyczy osób, które są wokół nas, że jest blisko i jest bardzo widoczna - dodał. Pytani o to, czym zastąpić paliwa kopalne, badani w zdecydowanej większości nie chcą większego wydobycia paliw kopalnych czy kupowania od innych. Stawiają na po pierwsze na OZE, po drugie na atom, niektórzy wskazują na efektywność i oszczędzanie. Rozwój energii odnawialnej jest najczęściej wskazywanym kierunkiem także wśród wyborców PiS. Najwięcej wskazujących na to, że powinniśmy stawiać na większe wydobycie węgla (21 proc.), jest u głosujących na Konfederację. 

- Badanie pokazuje, że najgorzej dla klimatu - a więc dla wszystkich - byłoby, gdyby swój program i oczekiwania swojego elektoratu mogła realizować Konfederacja. Bo tylko w nim jest tak wysokie wskazanie, że trzeba stawiać na zwiększenie własnego wydobycia węgla i paliw kopalnych. A więc najbardziej antyklimatyczne rozwiązania - stwierdził Antoniewicz.

Poza pytaniem o embargo na paliwa z Rosji, w badaniu sprawdzono też, w jakim stopniu Polacy popierają całkowite odejście przez nasz kraj od wykorzystania węgla, gazu ziemnego i ropy naftowej do produkcji energii elektrycznej.

- Pytając o całkowite odejście od paliw kopalnych w produkcji prądu, mamy dwie mniej podobne grupy - po około 1/4 - które mówią zdecydowane "tak" lub "zdecydowane "nie". I można by powiedzieć - ludzie są podzieleni. Ale ważne jest te 50 proc., które są pomiędzy. Jest przestrzeń na szeroką zgodę w kwestii klimatu. I z punktu widzenia odpowiedzialnej polityki, to tym osobom, tej połowie bez zdecydowanego zdania, trzeba mówić, dlaczego odpowiedź powinna brzmieć "tak" 

- powiedział przedstawiciel Akcji Demokracji. Poza podziałami politycznymi w sondażu zwraca uwagę, że w wielu pytaniach to starsza grupa deklaruje większe poparcie dla rozwiązań dobrych dla klimatu niż najmłodsi. 28 proc. osób w wieku 46-64 lat deklaruje, że zgadza się lub zdecydowanie zgadza na całkowite odejście od paliw kopalnych - w porównaniu do 21 proc. w grupie 18-30 lat. Także w starszej grupie jest wyższe poparcie dla odnawialnych źródeł energii. 

- Młodzi są obecni na ulicach, ale widać, że jest potencjał, aby mobilizować starszych. Niekoniecznie do protestów, ale wyrażania swoich przekonań w inny sposób, choćby w wyborach. Ekologia ma najczęściej twarz młodej kobiety. Ale nie można wszystkiego zrzucać na młodych - warto, żeby starsi działali zgodnie ze swoimi przekonaniami, które są proklimatyczne - stwierdził Antoniewicz.

Sondaż przeprowadziły ABR SESTA i SYNO POLAND metodą badania internetowego CAWI na reprezentatywnej próbie 1019 osób, w dniach 22-28.04. 

Więcej o: