Polska aktywistka rozmawiała z Macronem: Myślał, że chcemy zdjęcia, a my przyszłyśmy po konkrety

- Jako ludzie, aktywistki, media, pociągać polityków i rządy do odpowiedzialności - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Dominika Lasota. Aktywistka klimatyczna podeszła w Parlamencie Europejskim do Emmanuela Macrona i pytała go o odejście od paliw kopalnych i krytykowaną inwestycję francuskiego Total. - Z początku myślał, że podochodzimy do niego po zdjęcia. A okazało się, że my przychodzimy po konkrety - powiedziała.
Zobacz wideo Jakie są największe bolączki transportu publicznego w Polsce?

Aktywistki klimatyczne z Polski i Ukrainy pojechały do Strasburga, by kontynuować działania, których celem jest embargo na rosyjskie paliwa i przyspieszenie transformacji. W Europarlamencie rozmawiały m.in. z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem.

Polityk wygłosił w poniedziałek Europarlamencie przemówienie z okazji Dnia Europy i zakończenia konferencji w sprawie przyszłości Unii Europejskiej. Po sesji do Marcona podeszły aktywistki, Wiktoria Jędroszkowiak i Dominika Lasota, by zapytać go m.in. o dalsze płacenie Rosji za paliwa, a także rolę francuskich firm w napędzaniu kryzysu klimatycznego.

Pytały też o budowę kontrowersyjnego wschodnioafrykańskiego rurociągu naftowego (EACOP), w którą zaangażowany jest francuski koncern TotalEnergies. Zapytaliśmy Dominikę Lasotę o jej rozmowę z prezydentem Francji i jego odpowiedzi na jej pytania. 

- Pojechałyśmy z Ariną Bilai i Wiktorią Jędroszkowiak na zakończenie Konferencji dla przyszłości Europy. Dla nas było oczywiste, że nie może na takim wydarzeniu zabraknąć osób z Ukrainy, które walczą nie tylko o przyszłość, ale i teraźniejszość - powiedziała i dodała, że oczywistym było dla nich też, że muszą w takim miejscu wybrzmieć głosy obywatelek.

- Niestety, pomimo próśb ze strony światowego ruchów klimatycznego, nie udało się uzyskać zgody na oficjalne zabranie głosu. Uznałyśmy, że po zakończeniu oficjalnej części i przemówieniach polityków zabierzmy głos tak, jak możemy. Podeszłyśmy do prezydenta Francji i zadałyśmy konkretne pytanie

- powiedziała aktywistka.

Arina Bilai, 16-letnia aktywistka klimatyczna z Kijowa (z prawej) na konferencji z udziałem szefowej KE Ursuli von der LeyenAktywistka z Kijowa: To błąd UE, że uzależniła się od rosyjskich paliw

"Myślał, że przychodzimy podziękować"

Jak relacjonowała, pytały Marona "dlaczego mówi o demokracji, o obietnicy lepszego życia, a jednocześnie Francja wspiera firmy z branży paliwami kopalnymi, które powodują np. zniszczenie we wschodniej Afryce przez budowę rurociągu EACOP".

- W tej konfrontacji z Macronem było widać, że on z początku myślał, że podochodzimy do niego po zdjęcia, albo żeby za coś podziękować. A okazało się, że my przychodzimy po konkrety. I w miejscu, gdzie on może nadawać ton, podchodzą do niego młode kobiety i to on jest postawiony do pionu. Obiecał nam m.in., że podejmie rozmowy z władzami Ugandy w sprawie rurociągu

- powiedziała.

Macron przekonywał, że "rozumie, o co chodzi" aktywistkom, ale inwestujący w rurociąg Total "nie jest państwową spółką". - Ja zatrzymałem publiczne finansowanie takich projektów - powtarzał Macron. 

- To, co mówił, to wymówka. Kwestie finansów publicznych to w tej sprawie drobnostka. Prezydent Francji ma o wiele więcej narzędzi, żeby powstrzymać Total - skomentowała Lasota. Jak powiedziała, jako lider jednej z największych gospodarek, z możliwościami dyplomatycznymi, "może narzucić politykę, która zabroni tej firmie takiego działania". - Do tego wcześniej Macron publicznie popierał ten rurociąg i mówił, że liczy, że projekt zostanie przyspieszony. W tym kontekście twierdzenia, że on zrobił, co może, żeby zatrzymać takie projekty, są śmieszne - zauważyła. 

"Przedkładają zysk nad bezpieczeństwo ludzi"

Francuski Total jest wśród gigantów paliwowych, którzy planują ogromne inwestycje w wydobycie ropy i gazu - chociaż ich zrealizowanie zaprzepaści szanse na zatrzymanie zmian klimatu na umiarkowanie bezpiecznym poziomie. O "bombach węglowych" planowanych przez te firmy pisali dziennikarze "Guardiana".

- Informacje takie jak te ujawnione przez "The Guardian" są kolejnym dowodem na to, że firmy paliwowe, które przemalowują się na zielono, po prostu kłamią. Przykrywają swoje realne cele biznesowe i prawdziwe intencje. Dalej stawiają za swój główny cel zyski, a nie bezpieczeństwo ludzi - mówiła aktywistka.

Dlatego - jej zdaniem - musimy "jako ludzie, aktywistki, media, pociągać polityków i rządy do odpowiedzialności".- Dlatego pytałyśmy Macrona, czy on będzie tym prezydentem, który zakończy erę paliw kopalnych. Czy mimo tego, że przyjaźni się z prezesem Total, w końcu powie: koniec, teraz stawiamy na politykę odejścia od paliw kopalnych - powiedziała.

 "Debata w Niemczech jest skrajnie różna od tej w Polsce"

Po Strasburgu aktywistki pojechały do Berlina, by rozmawiać z tamtejszymi politykami o embargu na rosyjskie paliwa kopalne. 

- Jak mówią eksperci i politycy, Niemcy są największym blokującym embargo na gaz. Dlatego teraz pojechałyśmy do Berlina, żeby przebić się do niemieckich polityków i ruchów klimatycznych - powiedziała Lasota.

W jej ocenie debata w Niemczech na temat embarga jest skrajnie różna od tej w Polsce. - U nas od prawie całego środowiska politycznego słyszymy o tym, że "odcinamy się od Putina", "nie kupujemy od dyktatora". W Niemczech mówi się głównie o tym, że bez gazu gospodarka upadnie, że to będzie zagrożenie dla firm chemicznych. Z jednej strony straszą społeczeństwo, z drugiej - nie biorą na poważnie tej tragedii, która dzieje się w Ukrainie - powiedziała.

-  Firmy i przemysł starają się postawić na swoje. Stąd też, jako osoby z Polski i Ukrainy, spotykamy się z politykami niemieckimi i wytłumaczyć im, że to embargo to jest minimum tego, co powinni zrobić - podkreśliła.

Więcej o: