Uderzenie w walkę ze zmianami klimatu. Sąd Najwyższy USA ogranicza administrację Joe Bidena

Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych właśnie wyraźnie zmniejszył uprawnienia federalnej Agencji Ochrony Środowiska. To oznacza, że Biały Dom może mieć znacznie utrudnione zadanie w walce z zahamowaniem zmian klimatu. Decyzja sądu przeszła głosami konserwatywnych sędziów, w tym trójki nominowanej przez Donalda Trumpa.

Sąd Najwyższy odebrał Agencji Ochrony Środowiska (EPA - Environmental Protection Agency) część uprawnień pozwalających na redukcję emisji gazów cieplarnianych. Sąd uznał, że EPA nie może szeroko ograniczać emisji całemu sektorowi energetycznemu. Tym samym poszedł na rękę kilku rządzonym przez republikanów stanom USA, jak Teksas i Kentucky. 

USA. Sąd Najwyższy ogranicza uprawnienia Agencji Ochrony Środowiska

Sprawę wniosła bowiem grupa 19 stanów, w większości republikańskich właśnie, a także dużych spółek węglowych. Przewodniczyła im Wirginia Zachodnia, która jest drugim największym producentem węgla w USA wśród wszystkich stanów. Temat wziął się z obaw o to, że energetyka zostanie zmuszona do odejścia od węgla, co, ich zdaniem, spowodowałoby znacznie koszty gospodarcze. Wnioskujący uważają, że federalna agencja nie ma prawa do ograniczania emisji dla całych stanów.

Zobacz wideo Czym się różni pogoda od klimatu? „Są jak nastrój kontra charakter"

Źródła sprawy są o tyle ciekawe, że została ona oparta na planie z czasu prezydentury Baracka Obamy, który nie dość, że został zarzucony, to jeszcze nigdy nawet nie wszedł w życie. Regulacji, które 19 stanów chciało zaskarżyć, nigdy więc jak dotąd nie było. Ale orzeczenie zapadło w momencie, gdy EPA akurat przygotowuje nowe regulacje w tym zakresie.

Decyzja sądu nie odbiera Agencji Ochrony Środowiska możliwości wdrażania takich regulacji w przyszłości, jednak będzie potrzebna do tego wyraźna autoryzacja Kongresu, a w tego typu sprawach kongresmeni do tej pory zgody nie dawali. 

Rekordowe uprały w całej Europie - zdjęcie ilustracyjneRekordowe upały. Wysoką temperaturę zanotowano też za kołem podbiegunowym

Sąd Najwyższy zagłosował za takim orzeczeniem większością 6:3, sprzeciwiło się trzech liberalnych sędziów. Jedna z nich, Elena Kagan, w swoim komentarzu, że to wszystko oznacza, że decyzje techniczne będą podejmować politycy, którzy niekoniecznie będą je rozumieć. Jej zdaniem, od takich decyzji są eksperci, między innymi ze specjalistycznych agencji federalnych.  "Sąd mianuje siebie - zamiast Kongresu czy agencji eksperckiej -  decydentem w sprawie polityki klimatycznej. Nie mogę wyobrazić sobie wielu bardziej przerażających rzeczy" - napisała. 

Oświadczenie wydał też prezydent. Sprawę nazwał "kolejną niszczycielską decyzją, która ma na celu cofnięcie naszego kraju". Zapewnił też, że "nie ustąpi w wykorzystywaniu moich legalnych władz do ochrony zdrowia publicznego i walki z kryzysem klimatycznym". 

Więcej wiadomości na temat klimatu i środowiska na stronie głównej Gazeta.pl>>> 

Na szali klimatyczne ambicje Joe Bidena

Komentatorzy podkreślają, że wyrok może też ograniczać możliwości administracji Białego Domu w innych kwestiach związanych ze standardami i regulacjami środowiskowymi i klimatycznymi, a być może i spoza tego zakresu. Może też utrudnić prezydentowi osiągnięcie ambitnego celu emisyjnego.

Joe Biden chce, by Stany Zjednoczone ścięły emisje gazów cieplarnianych o połowę do końca dekady, a cały sektor energetyczny stał się bezemisyjny do 2035 roku. 19 stanów, które wniosły sprawę do Sądu Najwyższego, w 2018 roku odpowiadało za 44 proc. emisji gazów cieplarnianych w USA.  Elektrownie odpowiadają za około 30 proc. emisji dwutlenku węgla. Stany Zjednoczone to drugi największy (po Chinach) emitent dwutlenku węgla na świecie, odpowiadają za około 14 proc. wszystkich globalnych emisji gazów cieplarnianych. 

Niski poziom widy w Wiśle w Warszawie (zdjęcie archiwalne)Bardzo niski poziom wody w Wiśle. Na wskaźniku w Warszawie tylko 37 cm

Joe Biden walkę o zahamowanie zmian klimatu postawił bardzo wysoko od samego początku prezydentury. Już pierwszego dnia po objęciu urzędu było ponowne dołączenie do porozumienia paryskiego z 2015 roku, z którego USA wypisał Donald Trump. 

Decyzję amerykańskiego Sądu Najwyższego skomentował rzecznik ONZ. Stephane Dujarric nazwał ją "porażką w naszej walce ze zmianami klimatycznymi, kiedy jesteśmy już i tak daleko poza ścieżką do osiągnięcia celów porozumienia paryskiego". Porozumienie to zakłada zahamowanie globalnego wzrostu temperatur na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza powyżej stanu sprzed epoki przemysłowej - a około 1,1 proc. z tego już "zrobiliśmy". 

Dujarric dodał jednocześnie: "Ale musimy również pamiętać, że sytuacja nadzwyczajna tak globalna w swojej naturze jak zmiany klimatu, wymaga globalnej odpowiedzi, a działania jednego narodu nie powinny i nie mogą wpływać na to, czy osiągniemy nasze cele klimatyczne". 

Więcej o: