"Jeśli mnie widzisz, płacz". "Kamienie głodu" rozbudziły wyobraźnię. I dobrze. A jak to jest z nimi naprawdę?

Tak zwane kamienie głodu przy wysychających europejskich rzekach w ostatnich dniach zrobiły karierę w mediach społecznościowych i nie tylko. Nic dziwnego, hasło wyryte na jednym z nich - "Jeśli mnie widzisz, płacz" - przyciąga uwagę. Nie wszystkie te sensacyjne relacje są zgodne z aktualnymi zdarzeniami, ale istnienie samych kamieni to fakt. Suszę w Europie też mamy naprawdę. Ogromną.

Pod koniec zeszłego tygodnia na Twitterze zaczęły pojawiać się posty dotyczące pojawienia się tzw. kamieni głodu w Czechach i Niemczech. Opatrzone zdjęciami, nawiązujące do trwającej w Europie suszy i poważnego problemu z niskim stanem wody w wielu europejskich rzekach (o którym zresztą także my pisaliśmy, na przykład w zalinkowanych poniżej tekstach).

Posty natychmiast przyciągnęły uwagę - nic dziwnego. Jeden z nich zebrał blisko 90 tys. polubień, a dalej podano go na 24,5 twitterowych profili. 

Inny wpis dostał ponad 46 tysięcy polubień i 135 tys. podań dalej. 

Pojawiły się też pierwsze publikacje, w tym artykuł "Miami Herald", opierający się na takich tweetach. Przywołano w nim między innymi post jednego z niemieckich dziennikarzy, także opatrzony zdjęciami. Autor wpisu nie podał, skąd czerpie wiedzę na temat odsłoniętych przez suszę kamieni głodu, zamieścił za to link do artykułu z niemieckiej Wikipedii - i stamtąd pochodzą wykorzystane przez niego do zobrazowania wpisu zdjęcia. Tekst z "Miami Herald" był później omawiany i przez inne media. 

Temat przyciągnął i naszą uwagę, postanowiliśmy o tym napisać. Szybko okazało się, że sensacyjne zdjęcia zamieszczane w mediach społecznościowych nie zostały zrobione w tym roku. To, które najczęściej się pojawiało, z okolic czeskiego Decína, zrobiono w 2018 roku. Główne czeskie media także ostatnio nie pisały o odsłoniętych na nowo kamieniach. To jednak wcale nie znaczy, że europejskie rzeki nie wysychają, a pojawianie się kamieni to w ogóle nieprawda. Wręcz przeciwnie, to całkiem ciekawa historia. 

Skąd się wzięły "kamienie głodu"? 

Zacznijmy od tego, co wiadomo. Nie ma informacji, by w tym roku tak zwane kamienie głodu odsłaniały się na czeskiej Łabie. Aż tak ekstremalna susza, jak w 2018 roku, kiedy woda w Łabie opadła najniżej od pół wieku, tam nie występuje. W tym roku Łaba, w każdym razie na jej czeskim odcinku, nie wyschła tak bardzo, jak inne rzeki w Europie, w tym opisywany już przez nas Ren. Nie wspominają o tym agencje informacyjne ani lokalne media. Choć wcale różowo z suszą w Czechach nie jest, o czym piszemy nieco dalej. 

Bazaltowy kamień z Decína, położony na lewym brzegu Łaby niedaleko mostu Tyrš, jest chyba najbardziej znany, szczególnie atrakcyjny i "medialny" z racji wyrytej na nim inskrypcji. Napis, po niemiecku, głosi: "Wenn Du mich siehst, dann weine", czyli: "Jeśli mnie widzisz, płacz". Napis miał wyryć w 1904 roku (inne źródła donoszą, że stało się to w roku 1911) właściciel lokalnego baru, Franz Mayer i jest on obecnie postrzegany jako swego rodzaju przestroga. Niedługo później, w latach 30. XX wieku, Mayerowi odpisał w humorystycznym tonie František Sigmund, właściciel lokalnej fabryki pomp - na kamieniu oczywiście. Po czesku napis jest rymowany: "Neplac holka, nenaríkej, když je sucho, pole stríkej", co oznacza: "Nie płacz dziewczyno, nie jęcz, gdy jest sucho, pole spryskaj". Obaj panowie, i Mayer, i Sigmund, wykorzystywali kamień w celach marketingowych. Dziś także jest on lokalną atrakcją turystyczną. 

To dobry moment na wyjaśnienie, czym w zasadzie są owe "kamienie głodu" (niem. Hungerstein). W największym skrócie można je określić jako dawne wodomierze, a także jako swego rodzaju kroniki meteorologiczne. Pojawiały się między XV a XIX wiekiem na obszarach osadnictwa niemieckiego - stąd teraz można je czasami zobaczyć w Niemczech i Czechach. Zaznaczano na nich momenty pojawienia się najniższego poziomu wody w rzece. Oprócz dat czasem dodawano także napisy, jak na tym z Decína. Jest to jeden z najstarszych zabytków hydrologicznych w naszej części Europy i jednocześnie najstarszy znany "kamień głodu". Niska woda była na nim zaznaczana od 1417 roku. Najstarsze napisy miały zetrzeć cumujące w pobliżu statki, ale wciąż można odczytać te wykonywane od roku 1616. Kamień z Decína staje się widoczny, gdy poziom wody opada poniżej 160 cm. Od kiedy na Wełtawie, dopływie Łaby, wybudowano tamę (1926 r.), wyłania się z wody znacznie częściej niż kiedyś - według informacji podawanej przez miasto obecnie jest widoczny przez średnio 126 dni w normalnym roku hydrologicznym. Co oczywiście nie świadczy bynajmniej, że susz nie ma, ani nie zaprzecza temu, że wraz ze zmianami klimatu susze co do zasady stają się bardziej dotkliwe i częstsze. 

- W przeszłości zdarzały się w Europie mega susze wynikające z czynników naturalnych. Przykładem jest chociażby zdarzenie z 1540 r. Takie sytuacje mają też miejsce obecnie. Problem polega na tym, że czynniki naturalne nakładają się na wzrastającą globalną temperaturę. Susza w cieplejszym klimacie jest bardziej dotkliwa niż w klimacie nawet o ułamek stopnia Celsjusza chłodniejszym. Widzimy to już teraz, a według prognoz, do końca obecnego wieku, przy obecnych trendach emisji gazów cieplarnianych, będziemy mieć do czynienia z takimi zjawiskami w Europie co najmniej 10 razy częściej - mówi Anna Sierpińska z portalu "Nauka o klimacie" (więcej wyjaśnień na ten temat można przeczytać tutaj). 

Dlaczego takie kamienie w przeszłości się pojawiały? Kiedy woda w rzece opadała tak bardzo, że było je widać, oznaczało to, że najpewniej ma miejsce susza, prowadząca do zagrożenia głodem. Nie tylko z powodu niskich plonów w rolnictwie, ale także przez trudności w transporcie towarów, czyli w zaopatrzeniu ludności między innymi w żywność. "W miastach takich jak Decín czy Podmokly żeglowanie po rzece dawało utrzymanie wielu ludziom. Ale w czasie suszy nie można było takiej działalności prowadzić" - wyjaśniał cztery lata temu lokalnemu portalowi Vlastimil Pažourek, dyrektor Muzeum Regionalnego w Decínie. "Z czasem, gdy susza znów się pojawiała, kolejni ludzie zostawiali wiadomości. Ten kamień jest wizytówką tego, co wydarzyło się w regionie" - mówił w tym samym czasie Agencji Reutera. 

W okolicach Decína "kamieni głodu" jest więcej, ponad 10, a na całym odcinku dolnej Łaby około 15, i stają się widoczne, gdy woda nisko opada. Na przykład w pobliskich Techlovicach, na którym zaznaczono także relatywnie niedawną suszę z 2015 roku - kamień ten pojawił się wtedy po raz pierwszy do dekad, wcześniej podejrzewano nawet, że został zniszczony w czasie prac regulacyjnych w korycie Łaby. Jednak największą jak dotąd medialną karierę kamienie, szczególnie ten z okolic mostu Tyrš, zrobiły w 2018 roku, który pokazał się wtedy w pełnej okazałości. 

W Niemczech "kamienie głodu" widać w Renie 

To, że nie ma doniesień o wyłaniających się z czeskiej Łaby "kamieniach głodu", nie znaczy, że sytuacja jest dobra. Wręcz przeciwnie, Czechy także w tym roku dotyka susza, głównie na północnym zachodzie kraju, co dobrze widać na poniższej mapce aktualizowanej przez portal śledzący suszę

Jeśli zaś spojrzeć na całą Europę, sytuacja jest bardzo zła, szczególnie w zachodniej części. Blisko połowa terytorium Unii Europejskiej jest zagrożona suszą na poziomie przynajmniej ostrzegawczym (kolor pomarańczowy), a część już na alarmowym (czerwony). 

Jeśli spojrzeć na sytuację hydrologiczną (a ona interesuje nas najbardziej w kontekście "kamieni głodu"), jest równie dramatycznie. Na poniższych zdjęciach satelitarnych widać różnicę między sytuacją obecną a tą z sierpnia ubiegłego roku na zbiorniku Sau w Hiszpanii oraz Renie w okolicach niemieckiego Bonn. 

To, jak zła jest sytuacja w rzekach, widać też w danych dotyczących przepływów. Poniżej mapka zamieszczona przez klimatologa dr Dominica Royé, pokazująca anomalie przepływów, czyli porównanie stanu między czerwcem a sierpniem tego roku ze średnią wieloletnią (tzw. okres referencyjny to lata 1980 - 2021). Ta anomalia jest na poziomie średnio -29 proc. - o tyle mniejszy jest przepływ wody w rzekach. W niektórych miejscach to nawet -62 proc. 

Pojawiają się głosy (w środowisku naukowym), że możemy obserwować najgorszą suszę w Europie od 500 lat, choć na pełną ocenę sytuacji trzeba będzie poczekać do jesieni. Mocno odczuwa to na przykład Ren, który nadal jest (w przeciwieństwie do Łaby) rzeką ważną dla transportu towarów. I na Renie tzw. kamienie głodu można w tym roku obserwować - o czym napisał "Der Spiegel". Według gazety (która powołuje się także na lokalne niemieckie media), tak jest m.in. w okolicach Leverkusen, na odcinku Remagen - Kripp (choć podkreślane jest, że w 2018 roku poziom wody był tam jeszcze niżej) oraz w Rheindürkheim niedaleko Wormacji (jeden z napisów w tym przypadku odnosi się do 1857 roku). Materiał wideo pokazujący odsłonięte kamienie pokazała też Agencja Reutera. Widać na nim, że wyryte daty dotyczą czasów sprzed kilkudziesięciu lat, a niektóre wykonano zaledwie kilka lat temu. 

Co nam mówią kamienie - świadkowie susz z przeszłości

Tak zwane kamienie głodu to kolejny aspekt trwającej w Europie suszy, który przyciąga uwagę do rzek i uświadamia nam, jak istotne znaczenie ma woda. Nie tylko dla środowiska czy zachowania walorów krajoznawczych danego terenu, ale także gospodarki i rolnictwa. Dawniej, gdy woda w rzece opadała zbyt mocno, obawiano się głodu. Dziś w Europie głód nam raczej nie grozi, ale już zaczynamy liczyć koszty, jakie spowoduje brak opadów połączony z falami upałów oraz wpływ tych zjawisk na przykład na znajdującą się w potężnym kryzysie energetykę. 

Niemcy martwią się, że niski stan wody w Renie mocno utrudnia swobodną żeglugę, w innych krajach wysychające rzeki oznaczają zmniejszenie produkcji energii elektrycznej. Dla Czechów, od których zaczęliśmy tekst, susza jest potężnym problemem od lat. Jak zaznaczał w swoim opracowaniu z ubiegłego roku Krzysztof Dębiec z Ośrodka Studiów Wschodnich, Czechy to państwo z najmniejszymi zasobami słodkiej wody w UE - nie licząc obszarów wyspiarskich. Susza obniża produkcję energii elektrycznej w czeskich elektrowniach wodnych, to też ogromne wyzwanie w związku z planowaną budową piątego reaktora elektrowni jądrowej w Dukovanach. "Jego funkcjonowanie w obecnych warunkach mogłoby w ciągu roku wysuszyć nawet całą rzekę Igławę" - zaznacza ekspert. Niedobór wody uderza też oczywiście w czeskie rolnictwo, a straty ogółem dla całej czeskiej gospodarki w najbliższych latach mogą sięgać 1,6-4,8 proc. PKB rocznie - to ogromne kwoty, bo nawet blisko 250 mld koron (około 48 mld zł). 

Zobacz wideo Przepłynęliśmy Odrą ze Strażą Rybacką. "Ryby zdychały na rękach"
Więcej o: