33 miliony ludzi dotkniętych powodziami w Pakistanie. "Woda leci z nieba wiadrami"

W wyniku powodzi ponad 1000 osób nie żyje, wśród ofiar śmiertelnych jest ponad 340 dzieci. Rannych zostało ponad 1,5 tysiąca, a kataklizm dotknął 33 miliony mieszkańców kraju. Tak wygląda jak na razie wyjątkowo dramatyczny sezon monsunowy w Pakistanie. Ministerka ds. zmian klimatu nazwała to, co się dzieje "poważną katastrofą klimatyczną" i mówi, że wody jest tak dużo, iż po raz pierwszy na pomoc w głąb lądu trzeba było wysłać marynarkę. Dlaczego Pakistan jest tak narażony na ekstremalne i dramatyczne w skutkach zjawiska pogodowe?

- Te obrazy łamią serce. Najgorsze jest to, że deszcz nie ustaje. Woda leci z nieba wiadrami. To już ósmy tydzień. Na południu kraju wiele obszarów zaczyna wyglądać, jakby były częścią oceanu - relacjonowała w Deutsche Welle Sherry Rehman, pakistańska ministerka ds. zmian klimatu. 

Kraj zmaga się z powodziami na gigantyczną skalę. Od połowy lipca zginęły 1061 osób, w tym 348 dzieci. 1527 osób zostało rannych - podaje AP, powołując się na pakistańskich urzędników. Katastrofa w ostatnich dniach tylko przybrała na sile. W ciągu doby zginęło 119 osób. 

To i tak tylko ułamek poszkodowanych. Według władz skutki powodzi dotknęły już 33 miliony ludzi - 15 proc. populacji kraju. To "najgorsza klęska humanitarna dziesięciolecia". Jak opisywała Rehman, zalane są tak wielkie obszary, że śmigłowce nie mogą znaleźć dość suchej ziemi, by zrzucić tam zapasy dla uwięzionych ludzi. - Po raz pierwszy musieliśmy wysłać marynarkę wojenną w głąb lądu - stwierdziła. 

Informacje o stratach wciąż są zbierane, a liczby rosną. W najnowszych doniesieniach liczba zniszczonych domów waha się między 300 a 500 tysiącami. To oznacza, że nawet miliony ludzi mogły zostać bez dachu nad głową. 

Według danych satelitarnych ONZ-owskiej agencji UNOSAT, pod wodą znalazło się 55 tys. km kwadratowych. To tak, jakby całkowicie zalane zostały województwa mazowieckie oraz podlaskie. 

Na zdjęciach satelitarnych widać, jak wylewające rzeki zabrały całe pola i wsie:

embed
embed

"Nic nam nie zostało"

Część z osób, które ucieka przed powodziami, zostaje dosłownie z niczym. - W niedzielę powiedziano nam, że musimy natychmiast opuścić wieś. Nic nam nie zostało. Uszliśmy z życiem, ale nie mamy z czego żyć - powiedziała dziennikarzom Al Dżaziry 25-letnia Rasheedan Sodhar.

Razem z liczącą 20 osób rodziną musieli przejść pieszo 20 km, by znaleźć się w bezpiecznym miejscu. Nie udało im się zabrać ze sobą ok. 30 zwierząt gospodarskich. Wszystkie zginęły, gdy woda porwała ich dom i gospodarstwo. 

Teraz rodzina, w tym dzieci i kobiety w ciąży śpią pod gołym niebem. Nie mają żadnego schronienia na upał - temperatura w ciągu dnia sięga 35 stopni Celsjusza, a w nocy nie spada poniżej 25. Dostarczane jedzenie starcza na jeden posiłek dziennie. 

Kaskada katastrof klimatycznych 

Sherry Rehman powiedziała, że to "jasne", że kraj ma do czynienia z kataklizmem klimatycznym. - Obserwowaliśmy kaskadę ekstremalnych zdarzeń pogodowych. Już w lutym-marcu mieliśmy falę upałów. Temperatura sięgnęła 49 stopni, co miało ogromne skutki dla społeczeństwa. Przyszedł cały sezon pożarów lasów. A później nieubłagane ulewy - opisała ministerka. 

Jesteśmy na pierwszej linii frontu ekstremów pogodowych. To nieprzerwana kaskada fal upałów, pożarów, powodzi błyskawicznych, wylewania jezior polodowcowych, powodzi i teraz monsunu - potwora, które sieje zniszczenie w kraju

- dodała. 

Zwróciła uwagę, że w normalnych warunkach w Pakistanie są trzy-cztery cykle monsunowych deszczy. W tym roku było ich już osiem. Skala powodzi jest potęgowana przez drugi czynnik - topniejące lodowce. Jak opisuje "The Guardian", Pakistan ma 7,5 tys. lodowców - to więcej niż gdziekolwiek poza biegunami. Wraz z rosnącą temperaturą i falami upałów lodowce topnieją szybciej niż normalnie. Woda może zbierać się w jeziorach, a gdy dojdzie do punktu krytycznego - brzegi zostają przerwane i uwalnia się fala powodziowa. Z takim samym zagrożeniem mierzą się m.in. sąsiednie Indie. 

Wysychająca rzeka w Chongqing w ChinachCzas zacząć bać się globalnego ocieplenia. Przestajemy sobie radzić

Cios w rolnictwo i gospodarkę

Skutki powodzi to nie tylko bezpośrednie zagrożenie dla ludzi. Będą one odczuwalne jeszcze długo. Jak podaje Reuters, władze szacują straty w miliardach dolarów. Już wcześniej kraj był w kryzysie gospodarczym, mieszkańcy mierzyli się z rosnącymi kosztami życia, inflacją.

Powodzie negatywnie wpływają także na rolnictwo - część zbiorów została zniszczona. To kolejny kataklizm uderzający w uprawę roli w tym roku, po wiosennej fali upałów.

Pakistańskie władze liczą, że otrzymają wsparcie od społeczności międzynarodowej. Chodzi nie tylko o doraźną pomoc i odbudowę, ale też budowanie trwałej odporności na skutki zmian klimatu. Tym bardziej że - jak podkreślają - ich wkład w globalne emisje gazów cieplarnianych są "marginalne" (średnia emisja na mieszańca to 1 tona CO2, dla porównania w Polsce to prawie 8 ton), to regularnie dotykają ich klęski klimatyczne. 

Z drugiej strony - jak zwrócił uwagę dziennikarz Murtaza Hussain - władze mają środki na inne wydatki. Jak napisał: "Pakistan ma najszybciej rosnący arsenał atomowy, wysoko rozwinięte możliwości wojskowe i wywiadowcze, a także wielu bogatych mieszkańców - a jednocześnie mizerne inwestycje w odporność na skutki zmian klimatu. To książkowy przykład tego, jak elity są jednocześnie skupione na sobie i inwestują w nie to, co trzeba".

Więcej o: