Zmiecione domy, brak prądu. Kanada sprząta po Fionie. "To jest jak strefa wojny"

Zdjęcia i nagrania gigantycznych fal zmiatających domy z wybrzeża Nowej Funlandii przerażają. Podobnie jak ogromna kolejka w jednym z kanadyjskich miast do jedynej czynnej stacji paliw. Huragan Fiona był najintensywniejszą burzą w historii pomiarów w tym kraju. Zanim jednak dotarł do Kanady, uderzył w Karaiby i tam, tydzień później, sytuacja jest znacznie gorsza - połowa mieszkańców Portoryko wciąż nie ma prądu. A skutki Fiony docierają do Grenlandii.
Zobacz wideo Polska w czołówce zainteresowania pompami ciepła. Jaka będzie ich przyszłość?

W Kanadzie na szczęście nie ma ofiar śmiertelnych, w każdym razie jak dotąd nie pojawiły się takie informacje. To może się zmienić, bo poszukiwana jest 73-latka (to stan na niedzielne popołudnie), która mogła zostać zmyta do morza przez fale, które uderzyły w jej dom, wyrywając kawałek piwnicy. Według oświadczenia policji, kobietę zaobserwowano w tym domu chwilę wcześniej, a potem już nikt jej nie widział. 

Kanada. Huragan Fiona siał zniszczenie w Nowej Funlandii

Są też zniszczenia materialne. "To jest jak strefa wojny" - mówi, cytowany przez agencję Reutera, Brian Button, burmistrz Port aux Basques. "To nie jest sytuacja jednodniowa, po której wszyscy możemy wrócić do normalności. Niestety, to zajmie dni, może zająć tygodnie, może zająć miesiące w niektórych przypadkach" - mówił w nagraniu w mediach społecznościowych. 

To niewielkie miasteczko (nieco ponad 4000 mieszkańców) położone na południowo-zachodnim krańcu Nowej Fundlandii jest jednym z najmocniej dotkniętych przez żywioł w Kanadzie. Fiona zupełnie zniszczyła tam ponad 20 domów (jeden z nich widoczny jest na zdjęciu głównym tego artykułu), a według burmistrza łączny koszt szkód sięgnie milionów dolarów. 

W Port aux Basques do katastrofy przyczyniły się dwie kwestie: szczytowy moment sztormowej wysokiej wody nałożył się na poranny przypływ. "Doprowadziło to do wyjątkowo wysokich stanów wody, które w połączeniu z dużymi falami powierzchniowymi spowodowały wiele szkód" - wyjaśniał na Twitterze Denis Gilbert, emerytowany oceanograf, który przez 30 lat pracował jako klimatolog w kanadyjskim Departamencie Rybołówstwa i Oceanów. 

Na nagraniach z soboty widać fale wdzierające się na ląd i niszczące budynki. W materiałach wideo z niedzieli już zwalone w stosy szczątki, gruz i fragmenty drewnianych desek. Jeden z mieszkańców miasteczka mówił w rozmowie z CBC, że fale uderzały w okna jego domu położonego około 10 metrów nad poziomem morza. Meteorolog stacji przypomniał, że według prognoz fale miały sięgać do 16 metrów, ale w rzeczywistości mogły być znacznie większe. A do tego dochodzą jeszcze zniszczenia spowodowane przez huraganowy wiatr - w porywach sięgał 134 km/h, ale w innych miejscach było to nawet 171 km/h. 

Poważne zniszczenia wystąpiły też w innych miastach i miejscowościach prowincji Nowa Funlandia i Nowa Szkocja. To nie tylko domy, ale także infrastruktura, w tym drogowa (drogi, mosty) i ogólnie transportowa oraz energetyczna. W niedzielę bez prądu były setki tysięcy ludzi. Zanim energia elektryczna wróci do domów i firm, może minąć kilka dni. W Sydney w Nowej Szkocji gigantyczna kolejka - nie tylko samochodów - ustawiła się do - według doniesień - jedynej działającej stacji benzynowej. Ludzie szukali paliwa zapewne nie tylko do samochodów, ale i do generatorów prądu. 

Przedstawiciele władz podkreślają dobre prognozowanie i poprawne zachowanie uprzedzonej na czas ludności, która dostosowała się do ostrzeżeń i zaleceń, a wielu mieszkańców zostało ewakuowanych. To był najbardziej intensywny (pod względem rekordowo niskiego ciśnienia) huragan w Kanadzie w historii prowadzonych pomiarów. Może być też najkosztowniejszym, jeśli chodzi o wyrządzone szkody. Nie chodzi tylko o zniszczone domy, ale i biznesy, bo burza uszkodziła też na przykład porty rybackie, a rybołówstwo jest istotną częścią gospodarki wschodnich wybrzeży Kanady. Premier Justin Trudeau w niedzielę spotkał się z zespołem kryzysowym, który ma skoordynować odpowiedź rządu na walkę ze zniszczeniami. Wcześniej odwołał planowaną na sobotę podróż do Japonii, gdzie miał uczestniczyć w pogrzebie byłego premiera tego kraju Shinzo Abe. 

Jak coraz częściej w takich sytuacjach, tak i tym razem pojawia się pytanie, czy na siłę huraganu wpływ miały zmiany klimatu. Jest za wcześnie, by naukowcy już teraz mogli to stwierdzić, wiadomo natomiast, że ogólnie huragany są zjawiskami nasilanymi wraz z postępowaniem zmian klimatu. Oceany biorą na siebie pochłanianie większości globalnego ocieplenia, a między innymi to dodatkowe ciepło sprawia, że huragany stają się coraz silniejsze, bardziej intensywne, niosą więcej opadów. Coraz częściej przemieszczają się też wolniej, co sprawia, że mogą utrzymywać się nad jakimś regionem dłużej, potęgując zniszczenia. 

Powódź w Pakistanie - zdjęcie archiwalneCzłonkowie ONZ chcą nowego podatku. Przez straty spowodowane zmianą klimatu

Portoryko w ciemności

Kilka dni przed uderzeniem w Kanadę Fiona przetoczyła się nad karaibskimi Dominikaną i przede wszystkim Portoryko. Zginęło tam przynajmniej osiem osób. Zniszczenia spowodowało tam głównie zalanie wodą. Są one poważne, a nie chodzi w końcu o kraje tak bogate jak Kanada (przy czym drugi z wymienionych to terytorium zależne Stanów Zjednoczonych). Na początku prądu pozbawione było całe Portoryko. W niedzielę, tydzień później, energii elektrycznej wciąż nie miało około 45 proc. odbiorców - a jest tam gorąco, w ubiegłym tygodniu temperatury sięgały 37 stopni Celsjusza.

20 proc. mieszkańców tego terytorium nie ma wody. Są rejony, w których nie działa telefonia komórkowa, i sklepom, firmom, a nawet stacjom paliw skończyło się paliwo do generatorów. Żywność można więc kupić wyłącznie za gotówkę, a ci, którzy robią takie zakupy dzięki specjalnym kartom żywnościowym, nie mogą ich wykorzystać. Niektórzy zaczynają obawiać się skutków Fiony, porównując sytuację do tej po przejściu huraganu Maria z 2017 roku, który zniszczył wtedy wyspę. Prądu brakowało przez kilka miesięcy. Zginęło blisko 3 tys. osób. 

Ludzie jeszcze nie podnieśli się do końca po tamtej katastrofie, a już muszą mierzyć się z efektami kolejnej. Już wiadomo, że w gospodarce będą one potężne. Burza zmyła na przykład plantacje bananów i zniszczyła uprawy kawowca. 

Fiona po przejściu przez Karaiby i wybrzeże Kanady, pcha teraz masy ciepłego i wilgotnego powietrza - jak zauważa klimatolog Scott Duncan jest to ciepło wręcz rekordowe - w kierunku Grenlandii, działając jak pompa ciepła. Niewykluczone, że spowoduje incydent topnienia lodu, byłby to kolejny już w tym miesiącu, choć najprawdopodobniej - jak twierdzi ekspert - wywoła opady śniegu. 

Kadr z filmu 'Serce dębu'"Ekologa wpędza w poczucie winy. My chcieliśmy zachwycić naturą"

Więcej o: