60 TWh dziury w energetyce. To utracona energia z wiatru. Kto blokuje zmiany w ustawie 10H? [ZIELONY PORANEK]

Maria Mazurek
Niedawno cieszyliśmy się z tego, że farmy wiatrowe dały nam najtańszą energię w Europie. Tymczasem potencjału, jaki daje to źródło energii, nie wykorzystujemy tak, jakbyśmy mogli. Rozwój energetyki wiatrowej blokuje tzw. ustawa 10H. Walka z wiatrakami się nam po prostu nie opłaca. Dlaczego zatem tak trudno zmienić niekorzystne zapisy? W Zielonym Poranku Gazeta.pl rozmawiamy na ten temat z Piotrem Czopkiem z Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.
Zobacz wideo Piotr Czopek gościem Zielonego Poranka Gazeta.pl

Energia z wiatru w polskim miksie energetycznym stanowi 9 proc. (dane za 2021 rok). Mogłoby jej być znacznie więcej, gdyby nie utrudnienie, które od 2016 roku blokuje budowę nowych elektrowni wiatrowych na lądzie. To tak zwana zasada 10H. Zakłada, że odległość wiatraka od zabudowań musi stanowić przynajmniej 10-krotność wysokości takiej instalacji (liczonej w punkcie maksymalnej wysokości łopaty). Czyli jeśli wiatrak ma 150 metrów wysokości, to nie może stać bliżej budynków mieszkalnych niż 1,5 km. To sprawia, że wiatraków nie można stawiać na ponad 99 proc. powierzchni Polski.

Gdyby nie 10H, mielibyśmy tyle energii, ile Polacy zużywają przez dwa lata

Branża OZE, eksperci od energetyki i środowiska od lat apelują, by tę zasadę znieść. W tym roku pojawiła się nadzieja. Rząd przyjął wreszcie nowelizację ustawy wprowadzającej 10H w lipcu tego roku, choć zmiana nie jest zbyt daleko idąca, to jednak wydawał się to być krok w dobrym kierunku. Zasada 10H miała być wprawdzie utrzymana, ale samorządy, po konsultacjach z mieszkańcami i zbadaniu wpływu na środowisko, mogłyby decydować o stawianiu elektrowni wiatrowych w odległości 500 metrów od zabudowań. Tyle że wspomniana nowelizacja utknęła w sejmowej zamrażarce. 

Silny wiatr pozwala generować dużo energii.Wiało! I ten wiatr spadł nam z nieba. Cena energii w Polsce najniższa w Europie

Jak oszacował dla "Dziennika Gazety Prawnej" Paweł Czyżak z think tanku Ember, gdyby 10H nie wprowadzono w ogóle, to w zeszłym roku energia z wiatru stanowiłaby już nie 9, a 19 proc. naszego miksu energetycznego. Tylko w tym roku moglibyśmy mieć blisko 15 dodatkowych TWh (terowatogodzin) energii elektrycznej. W całym okresie funkcjonowania 10H tej energii, którą mogliśmy mieć, byłoby już ponad 60 TWh. To pozwoliłoby na zaoszczędzenie łącznie około 29 milionów ton węgla

- 60 terawatogodzin to tyle, ile wszystkie gospodarstwa domowe w Polsce zużywają w ciągu dwóch lat. Czyli ogromna ilość energii - mówił w Zielonym Poranku Gazeta.pl Piotr Czopek, dyrektor ds. regulacji z Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, który wcześniej przez kilka lat był związany z resortem energii. - Oczywiście wyliczenia mogą być różne. [...] Niemniej faktem jest, że gdybyśmy nie mieli wprowadzonej zasady 10H, a te inwestycje mogłyby być realizowane w sposób naturalny, związany z ich opłacalnością, to na pewno bylibyśmy teraz w zupełnie innym miejscu. Te blisko 30 milionów ton węgla, którego dzisiaj brakuje, na pewno przydałoby się, nie musielibyśmy go importować z Kolumbii czy z innych państw położonych daleko od Polski i nie musielibyśmy się martwić, czy ten węgiel trafi do polskich gospodarstw na zimę - kwituje ekspert.

Elektrownia wiatrowa (zdjęcie ilustracyjne)W PiS "nie ma klimatu" na uwolnienie energii wiatrowej

"Po 2025 roku będziemy mieć naprawdę duże problemy z zapewnieniem odpowiedniej ilości energii elektrycznej"

Gość Zielonego Poranka Gazeta.pl zauważa także, że niektóre z inwestycji, które ruszyły przed wprowadzeniem blokującej je regulacji, jest już zaawansowana na tyle, że ich dokończenie zajęłoby mniej czasu, niż budowa nowej turbiny "od zera".

- Gdyby odblokowana została możliwość budowy wiatraków, pierwsze projekty [inwestycji w farmy wiatrowe - red.] mogłyby się pojawić po dwóch-trzech latach - mówił Piotr Czopek. - To są projekty, które dziś mają jakiś etap za sobą, a zostały zamrożone przez regulację 10 H, więc po jej odmrożeniu mogłyby znów ruszyć.

Jak mówi nasz gość, projekt inwestycji budowany od początku wymaga od czterech do pięciu lat, nim energia z wiatraka popłynie.

 - Pamiętajmy, że za kilka lat będziemy mieli problem z generacją energii elektrycznej - upomina Piotr Czopek. - Mówi się, że po 2025 roku możemy mieć naprawdę duże problemy z zapewnieniem odpowiedniej ilości energii elektrycznej, w związku z tym, że będą wyłączane stopniowo konwencjonalne źródła energii, ponieważ kończy się rynek mocy i nie będzie już można finansować tego typu inwestycji. W związku z tym powinno nam zależeć na jak najszybszym odblokowaniu tej regulacji i rozwijaniu odnawialnych źródeł energii.

 Na pytanie o to, dlaczego regulacja dotycząca zmiany zasady 10H została zamrożona, Piotr Czopek odpowiada, że "problem pojawił się po skierowaniu tego projektu do Sejmu [...] po stronie legislacji w samym parlamencie".

- Widocznie gdzieś są jakieś wątpliwości, czy być może niechęć do tego projektu - tłumaczy gość Zielonego Poranka Gazeta.pl. - Natomiast pamiętajmy, że w ostatnich miesiącach w związku z wojną [w Ukrainie - red.] pojawia się dużo różnych regulacji dedykowanych sektorowi energetycznemu: regulacja cen, dopłaty do nośników energii (do węgla, do gazu) dla odbiorców końcowych. Natomiast to nie usprawiedliwia w mojej ocenie tego, że ten projekt cały czas nie ruszył do przodu. Pamiętajmy, że po odblokowaniu zasady 10H nie będzie tak, że następnego dnia powstaną setki turbin wiatrowych w Polsce. Tak się nie stanie. Potrzeba na to naprawdę kilku lat, a te kilka lat będzie krytycznych z punktu widzenia zapewnienia wystarczającej ilości energii elektrycznej w Polsce po 2025 roku.

Więcej o: