Wiceminister Ozdoba kontra rzeczywistość. To, co mówi, to właśnie "baju, baju dla frajerów"

- To jest "baju, baju dla frajerów" często - mówił wiceminister klimatu i środowiska na temat rozwiązań stosowanych w celu ochrony... klimatu i środowiska. Jednak "baju, baju dla frajerów" są właśnie przedstawiane przez Jacka Ozdobę argumenty, które może i pasują do jego narracji, ale mają co najwyżej luźny związek z rzeczywistością. Zaprzecza nawet temu, co mówi jego ministerstwo. [KOMENTARZ]
Zobacz wideo

W poniedziałkowej Rozmowie Gazeta.pl Karolina Hytrek-Prosiecka pytała Jacka Ozdobę z Solidarnej Polski m.in. o wiatraki, samochody elektryczne czy ograniczenie jedzenia mięsa. Nasza dziennikarka punktowała - delikanie mówiąc - nieścisłości w tym, co mówią politycy obozu rządzącego.

Bo z jednej strony krytykują prezydenta Rafała Trzaskowskiego za raport dotyczący ograniczenia spożycia mięsa, z drugiej - na stronach rządowych także pojawiają się zachęty i rekomendacje, by mięsa jeść mniej. - Zastanawiam się, czy pan się dobrze czuje w miejscu, w którym jest. Pan jest ministrem środowiska. A pan mówi: silniki spalinowe, nie dla wiatraków, nie dla ograniczenia produkcji... - mówiła Hytrek-Prosiecka. 

Ozdoba głównie bronił się, mówiąc: "nie o to chodzi", "to różne rzeczy" itd. Jednak warto przyjrzeć się też szczegółom jego wypowiedzi, bo w kilku minutach programu stężenie nieprawd i nieścisłości jest większe niż poziom smogu po paleniu "wszystkim poza oponami".

Po pierwsze: wiatraki

Pytany o stosunek Solidarnej Polski do ustawy wiatrakowej, Ozdoba stwierdził, że "wiatraki nie są odpowiedzią na kryzys energetyczny", "nie są stabilnym źródłem energii", "są drogie, muszą być dofinansowane". 

Czy wiatraki nie pomagają w walce z kryzysem? Według think tanku Ember rozwój odnawialnych źródeł energii pozwolił Europie zaoszczędzić 12 miliardów euro wydatków na paliwa kopalne od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Wiatr i słońce ratowały też europejski system energetyczny nadwyrężony m.in. przez problemy Francji z atomem oraz suszę.

Czy wiatraki są stabilne? Oczywiście, wiatr nie zawsze wieje. Jednak potrafimy prognozować pogodę i wiemy, czy za dwa lub trzy dni będzie wiało, czy nie. A w skali roku poziom wiatru jest podobny. Inwestorzy stawiający wiatraki nie kupują kota w worku - mają szacunki, ile energii dany wiatrak powinien średnio wyprodukować w danym roku i przez cały czas działania.

Co prowadzi nas do trzeciego punktu - wiatraki "nie muszą być dofinansowane". Przeciwnie, inwestorzy czekają na odblokowanie możliwości budowy farm wiatrowych w Polsce. Nawet w uzasadnieniu ustawy wiatrakowej napisanej przez ministerstwo klimatu (w którym pracuje Ozdoba) stwierdzono, że "lądowa energetyka wiatrowa jest (...) najtańszą technologią wytwarzania energii w Polsce".

Ozdoba stwierdził też, że "wiatraki muszą być ustabilizowane gazem". Rzeczywiście, energia z wiatru i słońca ma to do siebie, że zależy od pogody i w momencie, kiedy ani nie wieje, ani nie świeci, to trzeba prąd brać z czegoś innego. Jednak gaz kopalny wcale nie jest jedynym rozwiązaniem. Można wykorzystywać neutralny dla klimatu biogaz (którego sporym fanem jest partyjny kolega Ozdoby, Janusz Kowalski), a także efektywność energetyczną, nowoczesne zarządzanie sieciami czy magazyny energii (więcej na ten temat pisaliśmy tutaj).

Warto dodać, że ogromne zwiększenie roli gazu zaplanował... rząd PiS w swojej strategii energetycznej do 2040 roku.

Po drugie: paliwa

Mówiąc o samochodach elektrycznych, Ozdoba stwierdził, że "będą jeździć na węgiel". To częsty argument przeciwko elektryfikacji transportu, negujący jej korzyści, bo prąd do zasilenia aut nie jest na 100 procent czysty. Jednak niektóre wyliczenia pokazują, że już teraz jazda samochodem elektrycznym w Polsce powoduje mniej emisji niż autem z silnikiem spalinowym. Można znaleźć też raporty pokazujące co innego, jednak dotyczą one obecnego systemu energetycznego. A kupionym dziś elektrykiem będziemy jeździć kilkanaście lat - w tym czasie z roku na rok będzie coraz mniej węgla w naszym systemie energetycznym. Koniec sprzedaży nowych aut z silnikiem spalinowym jest planowany na 2035 rok i do tego czasu nasza energetyka powinna być o wiele mniej emisyjna.

Ozdoba krytykował też to, że koniec sprzedaży aut spalinowych jest "narzucony" przez UE. Rzeczywiście, regulują to unijne przepisy, ale warto dodać tu kontekst.

Po pierwsze, na koniec silników spalinowych zgodził się także rząd PiS. Politycy prawicy lubią prezentować Unię jako jakąś zewnętrzną siłę, ale w rzeczywistości tworzą ją państwa członkowskie, w tym Polska - czyli aktualnie rząd PiS

Po drugie, producenci samochodów sami przyspieszają swoje plany elektryfikacji, a opóźnianie może sprawić, że europejskie firmy zostaną daleko w tyle za stawiającymi na elektryki Chinami. Przy okazji tego tematu można zacząć wątpić w patriotyzm polityków PiS, którzy zdają się bronić interesów niemieckich koncernów samochodowych, zamiast wspierać rodzimych producentów baterii do elektryków - w czym jesteśmy liderami w Europie.

Wiceminister przekonywał też, że przeszkadzają mu nie same auta elektryczne, ale "zakazy, które nie działają". Prawdziwe doświadczenia pokazują jednak, że to nieprawda. Np. w Krakowie, który latami dusił się smogiem, już po roku zakazu palenia węglem i drewnem poprawiła się jakość powietrza. Oczywiście, w parze z zakazami musi iść wsparcie dla obywateli, np. dofinansowanie do wymiany pieca. Ale czy same zachęty, bez zakazu, dałyby równe efekty? Spróbujmy sobie wyobrazić, jak wyglądałoby powietrze w naszych miastach, gdyby nie obowiązywały żadne normy spalin.

Po trzecie: mięso i robaki

Ozdoba manipuluje też, mieszając zupełnie różne kwestie. W naszym programie mówił, że "Unia Europejska chce od góry zdecydować, co pani zje, ile pani poleci na wakacje". Odnosił się tu do głośnego ostatnio raportu zupełnie niezależnej od UE organizacji C40 Cites. W rzeczywistości nie ma żadnych unijnych ograniczeń tego, ile można jeść czy podróżować. Zresztą wspominany raport także dotyczył osobistych wyborów, a nie odgórnych ograniczeń. 

Polityk mieszał też niezwiązane ze sobą kwestie: zatwierdzenia przez UE sprzedaży pewnych produktów z owadów jako żywności i medialnej burzy wokół ograniczania spożycia mięsa. Pytany o to, skąd w narracji prawicy temat jedzenia owadów, Ozdoba powiedział, że "trzeba zapytać o to prezydenta Trzaskowskiego, to on to mówił". To kompletna bzdura, bo Trzaskowskiego z robakami połączyły jedynie prawicowe media i politycy. Jedynym powodem takiego obrotu spraw wydaje się to, że w tym samym czasie zbiegły się informacje o zatwierdzeniu przez UE produktów z owadów i publikacja o mającym cztery lata raporcie organizacji, do której należy Warszawa. W krytykowanym przez Ozdobę raporcie C40 Cites nic o owadach nie ma.

Ozdoba powiedział też, że Rafał Trzaskowski "powinien wziąć się do roboty". Prezydenta Warszawy można oczywiście krytykować, choćby za zbyt wolną wymianę kopciuchów. Jednak także Ozdoba mógłby "wziąć się do roboty". W resorcie klimatu odpowiada on m.in. za "usprawnienie systemu gospodarki odpadami". Tymczasem rząd PiS wciąż nie potrafi uchwalić przepisów, które wdrożą unijną dyrektywę dotyczącą jednorazowego plastiku. Przepisy powinny obowiązywać od 2021 roku. Przez prawie osiem lat rządów PiS nie udało się też uchwalić systemu kaucyjnego czy innych przepisów ograniczających odpady.

Minister Ozdoba zapewne dobrze zdaje sobie sprawę z tego, jak luźno związane z rzeczywistością są jego wypowiedzi. Ale wielkimi krokami zbliża się kampania wyborcza, więc - zamiast mówić o konkretach - stawia na "baju, baju dla frajerów". I tak traktuje swoich wyborców.

Więcej o: