Naukowcy zaskoczeni. Druga największa czarna dziura Drogi Mlecznej "przygasła"

Naukowcy zauważyli, że druga największa czarna dziura Drogi Mlecznej powoli przygasa. Badacze są zaskoczeni, bo czegoś podobnego nie widzieli. Do tego na razie nikt nie jest w stanie wyjaśnić przyczyny tego zjawiska.
Zobacz wideo Czarna dziura pożarła gwiazdę wielkości Słońca. NASA zarejestrowała niezwykle rzadkie zjawisko

Naukowcy badając czarne, dziury skupiają się zazwyczaj na tych supermasywnych, które znajdują się w centrach prawie wszystkich galaktyk we Wszechświecie. W naszej Drodze Mlecznej również znajduje się taki potwór (Sagittarius A*) o masie 4,3 mln mas Słońca.

Poza tym potworem naukowcy zaobserwowali w Drodze Mlecznej wiele znacznie mniejszych czarnych dziur masy gwiazdowej. Jedną z nich jest GRS 1915+105, czyli druga największa czarna dziura (przynajmniej z tych nam znanych) naszej galaktyki. Ma ona masę ok. 10-18 razy większą od Słońca i znajduje się ok. 30 tys. lat świetnych od Ziemi.

Czarna dziura zaczęła przygasać

Naukowcy już od pewnego czasu oglądali ten obiekt na falach rentgenowskich. Oczywiście żadna czarna dziura sama z siebie żadnego promieniowania elektromagnetycznego nie emituje, jednak badacze obserwują jej interakcję z okoliczną materią. A GRS 1915+105 znajduje się w układzie podwójnym z gwiazdą ciągu głównego.

Czarna dziura odziera swoją towarzyszkę z gazu, który nie wpada jednak pod horyzont zdarzeń bezpośrednio, ale obiega GRS 1915+105, stopniowo opadając. Materia tworzy wtedy tzw. dysk akrecyjny, w którym to cząsteczki rozpędzają się do gigantycznych prędkości i zderzając ze sobą, rozgrzewają do ogromnych temperatur. I właśnie promieniowanie rentgenowskie emitowane przez ten dysk obserwują naukowcy.

Najnowsze obserwacje pokazały jednak, że czarna dziura zaczęła "przygasać". Po raz pierwszy spadek jasności promieniowania z jej okolic odnotowano w lipcu 2018 roku. Kolejne badania z początku 2019 pokazały, że czarna dziura przygasła jeszcze bardziej. Naukowcy są zaskoczeni, bo wcześniej niczego takiego nie widzieli.

Co mogło się wydarzyć?

Jak tłumaczą autorzy (nie zrecenzowanego jeszcze) badania opublikowanego w bazie arXiv, czarna dziura nie mogła ot tak zniknąć nam z oczu. Najprawdopodobniej więc coś przysłoniło nam promieniowanie dochodzące z jej okolic. Żaden z teleskopów, który badacze mieli do dyspozycji, nie był jednak w stanie pokazać, co to jest.

Teoretycznie jednym z możliwych wytłumaczeń mogłaby być wypchnięcie obłoków materii przez silny wiatr gwiazdowy towarzyszącej gwiazdy. Taka materia mogłaby zasłonić nam czarną dziurę. W przypadku GRS 1915+105 jest to jednak wykluczone, bo towarzysząca jej gwiazda jest zbyt mała, aby wytworzyć odpowiednio silny wiatr gwiazdowy.

Badacze doszli więc do wniosku, że coś, co zasłoniło nam obraz GRS 1915+105, pochodzi najpewniej z dysku akrecyjnego czarnej dziury. Co konkretnie? Tego niestety nie wiadomo.

Jak podkreślają naukowcy, odkrycie tajemnicy GRS 1915+105 pozwoli nam lepiej zrozumieć procesy zachodzące nie tylko w okolicach gwiazdowych czarnych dziur, ale również w pobliżu znacznie większych supermasywnych czarnych dziur. Z nich również obserwujemy podobne promieniowanie rentgenowskie. Różnica polega jedynie na tym, że o ile te małe czarne dziury "podkradają" gaz pobliskich gwiazd, te większe pochłaniają całe obłoki materii w gęstych centrach galaktyk.

Więcej o: