Start odwołany. Wielka rakieta NASA szykowana na lot ku Księżycowi wciąż ma problemy

Pierwszy raz nie wyszło z powodu problemów z silnikiem. W sobotę nie powiodła się druga próba wystrzelenia rakiety SLS. - Misja Artemis I na Księżyc została przełożona - pinformowała NASA na Twitterze. Kolejne podejście prawdopodobnie w poniedziałek.

"Zespoły próbowały naprawić problem związany z wyciekiem w urządzeniu przesyłającym paliwo do rakiety, ale to się nie udało" - podała amerykańska Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej. 

Rakieta miała wystartować w sobotę o godzinie 20.17 czasu polskiego. Nie można było czekać dłużej, ponieważ Ziemia i Księżyc muszą być w odpowiednim położeniu, aby rakieta mogła wykonać swoje zadanie. Czyli wynieść statek Orion w kosmos i posłać go na orbitę księżycową. Na razie bez załogi, tylko z manekinami. Statek ma wrócić na Ziemię po sześciu dniach. Z rakiety nic w całości.

Pierwsza próba startu odbyła się w poniedziałek. Trzeba było ją odwołać z powodu problemu z jednym z czterech silników głównych. Nie chciał się schłodzić do odpowiedniej temperatury, koniecznej do optymalnej pracy w momencie uruchomienia. Czyli - 251 st. C. Przynajmniej wydawało się, że nie chciał się schłodzić, ponieważ po zbadaniu usterki uznano, że temperatura była dobra, tylko jeden z czujników zły i podawał złą wartość.

Dodatkowo naprawiono jeden z przewodów doprowadzających do rakiety płynny wodór, który w poniedziałek miał niewielki wyciek.

- Nie mogę zagwarantować, że uda nam się wystartować w sobotę, ale spróbujemy i zrobimy co w naszej mocy - mówił w poniedziałek Mike Sarafin, szef misji Artemis I.

Za tydzień rusza misja Artemis 1 - na zdjęciu rakieta SLSZa tydzień rusza historyczna misja Artemis 1. Otworzy NASA drogę na Księżyc

Wielka rakieta i ambitny plan

Artemis to nazwa programu NASA, którego celem jest powrót ludzi na Księżyc. SLS ( Space Launch System) jest jego kluczowym elementem, więc jej pierwszy lot to wielka i bardzo ważna próba po 11 latach prac. Rakietę już wszechstronnie testowano i usuwano liczne usterki, wobec czego wszystko powinno pójść dobrze, ale jak pokazuje nieudany poniedziałkowy start, nie ma na to gwarancji.

Jeśli trzeciego września wszystko pójdzie zgodnie z planem, SLS będzie drugą największą rakietą w historii ludzkości. Nie pobije używanej w programie Apollo Saturn V, ale jest jej bliska. Ma potencjał wynieść na niską orbitę 95 ton ładunku, a w kierunku Księżyca 27 ton. Dla Saturn V te liczby wynosiły adekwatnie 140 i 43,5 tony, choć zewnętrznie różnica w rozmiarach nie wskazuje na taką różnicę potencjału. SLS ma 98 metrów wysokości i 8,4 metra w najszerszym miejscu, Saturn V analogicznie 110 i 10 metrów. Kluczowa różnica jest jednak taka, że gotowa do dzisiejszego startu SLS to pierwsza wersja, daleka od docelowej formy. Zwłaszcza jej drugi stopień, uruchamiany już poza atmosferą, jest rozwiązaniem tymczasowym. Planowana docelowa wersja SLS ma być bardzo bliska możliwościami do Saturn V, ale to jeszcze kwestia dekady. O ile w ogóle powstanie.

Zobacz wideo

Nowa rakieta NASA ma bowiem bardzo wyboistą historię i niepewną przyszłość, co opisywaliśmy już lata temu. W dużym skrócie - powstała na podstawie konserwatywnych założeń, prace nad nią pochłonęły więcej pieniędzy oraz czasu, niż planowano i nie brakuje głosów, że lepiej byłoby wydać te pieniądze na zamówienie analogicznych możliwości od firm prywatnych w rodzaju SpaceX. Na razie nie ma jednak mowy o zakończeniu programu SLS. Ma poparcie w Kongresie, którego członkowie są chętni przydzielać kontrakty na jej budowę w swoich okręgach wyborczych. Jest jednak istotne, aby nowa rakieta dobrze wypadła w swoim premierowym locie.

Plan misji zakłada wystrzelenie statku Orion (który testowano już wcześniej przy użyciu mniejszych rakiet na orbicie Ziemi), przypominającego ogólnie statek Apollo, choć znacznie większy. Ma on zostać wysłany ku Księżycowi, który będzie okrążał przez około sześć dni. Następnie wróci na orbitę Ziemi i docelowo wyląduje na Pacyfiku w pobliżu Kalifornii. Łączny czas spędzony w kosmosie ma wynosić około dwóch tygodni. W kapsule znajdują się manekiny, sprzęt rejestrujący i eksperymenty naukowe. Misja ma na celu przetestować nie tylko rakietę, lecz także nowy statek w długotrwałym locie daleko od Ziemi. Choć nie ma on jeszcze na pokładzie całego systemu podtrzymywania życia.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z oczekiwaniami, to kolejny lot SLS ze statkiem Orion jest planowany na wiosnę 2024 roku. Tym razem już załogowy, choć jeszcze bez lądowania na Księżycu. Dopiero trzecia misja wstępnie planowana na 2025 rok ma doprowadzić do powrotu ludzkości na Srebrny Glob. Prawie pół wieku po Apollo 11. Powrotu w lepszym stylu, bo pobyt na Księżycu ma trwać prawie tydzień. Choć na razie to tylko plany, bo wiele wskazuje na to, że dotrzymanie terminu lądowania w 2025 roku jest mało prawdopodobne.

Więcej o: