Prezes OIL w Warszawie: Oddziałowa broni sześciu maseczek. Szpitale ogólne nie mają bazowego zabezpieczenia

- Gdyby w Polsce powtórzył się scenariusz włoski, to obawiam się, że sytuacja mogłaby być u nas dużo poważniejsza - mówi w rozmowie z next.gazeta.pl dr Łukasz Jankowski, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie.

Mikołaj Fidziński, next.gazeta.pl: Czy głównym powodem tych wszystkich bardzo restrykcyjnych działań ze strony rządu - zamknięte szkoły, kina, teatry, większość sklepów w galeriach - nie jest stricte zabezpieczenie Polaków, ale z tyłu głowy jest przede wszystkim to, że polska służba zdrowia...

Dr Łukasz Jankowski, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie: ... tego nie wytrzyma. Tak. Gdyby powtórzył się scenariusz włoski, to obawiam się, że sytuacja mogłaby być u nas dużo poważniejsza.

Służba zdrowia jest w tak złym stanie, że lepiej zatrzymać cały kraj, całą gospodarkę?

Gdyby u nas nagle doszło do 10 tys. zachorowań, to nie padną wcale szpitale zakaźne. One sobie prawdopodobnie poradzą, jest Agencja Rezerw Materiałowych i ona - jak twierdzi Ministerstwo - dostarczy maseczki czy środki. Kłopoty będą mieć szpitale ogólne. One nie są przygotowane. Na przykład - trafia ktoś, kto ma zawał serca i był zainfekowany dodatkowo koronawirusem, co okazuje się później. Albo jest rodząca, która okazuje się być nadkażona koronawirusem. To nie są pacjenci szpitali zakaźnych, a mogą spowodować dalsze rozprzestrzenianie się wirusa, a także kwarantannę personelu całych oddziałów. Nie ma instytucji, która realnie koordynuje przepływ chorych między szpitalami.

Karetki i transport już, bez koronawirusa, były niewydolne. Szpitale ogólne nie mają bazowego zabezpieczenia. Przykład pierwszy z brzegu, stolica: na oddziale sześć maseczek, których - na wypadek pacjenta z koronawirusem - broni oddziałowa. Sprzęt ochrony osobistej to towar deficytowy. Na szkoleniu pokazuje się zdezelowany strój do obrony przed koronawirusem, bez gogli i maski. Lekarze są zaniepokojeni, że na dyżurze w każdej chwili może przyjechać chory z koronawirusem, co, wobec braku środków ochronnych narazi nas wszystkich - lekarzy i pacjentów przebywających w szpitalu ogólnym. To jest problem i stąd są te wszystkie środki. 

Słowem - nie jest różowo?

Nie jest. Jest jeszcze wiele do zrobienia. Teraz szpitale ogólne jeszcze nie są przygotowane. Zresztą minister zdrowia sam powiedział, że żaden system ochrony zdrowia nie wytrzymałby nagle czegoś takiego jak epidemia o takiej skali. A nasz szczególnie. Jest niedoinwestowany, brakuje 60 tys. lekarzy. Nie ma leków, to się je pożycza. Nie ma sprawnego sprzętu, to skleja się go na taśmę. To jest crème de la crème ochrony zdrowia teraz w Polsce i koronawirus tego przecież nie zmienił.

Stąd te "narodowe środki ostrożności" przy koronawirusie?

Dzięki Bogu, one są racjonalne w porównaniu do zasobów, które mamy. Nie mamy do końca zasobów, żeby się bronić, w związku z tym bądźmy chociaż restrykcyjni społecznie. To jest uzasadnione, konieczne i będzie skuteczne, jeżeli będzie solidarne.

Pojawiają się zdania, że w Polsce brakuje testów na koronawirusa, że są za rzadko wykonywane. Że ludzi chorych jest więcej niż tych obecnie ponad 60. 

Na pewno jest więcej chorych i o tym też mówi Ministerstwo Zdrowia. Przebieg może być bowiem skąpo objawowy. Chorzy mogli nie mieć objawów albo mieć tylko objawy "grypopodobne" i na tym mogło się skończyć. Ilu ich jest, trudno powiedzieć.

Na pewno dostęp do testów ograniczyłby transmisję wirusa. Tyle, że testy są dosyć drogie, więc znów dotykamy tu kwestii zasobów. 

Powinno być robionych więcej testów?

Zdecydowanie. Tylko, że jest tu jeden problem. Już przykład Anglii pokazał, że jeden test negatywny nie zwalnia z obowiązku kwarantanny. Był taki pomysł, że jeżeli lekarz miał kontakt z pacjentem z koronawirusem, to żeby robić mu test. Jeśli wynik jest negatywny, to wszystko jest w porządku. Ale okazało się, że były przypadki, gdy test wpadał w okienko serologiczne [przedział czasu od chwili zakażenia do możliwości jego wykrycia - red.], w związku z czym test jeszcze był negatywny, a pacjent już miał wirusa i mógł zarażać.

Ale nawet wobec tych faktów, im więcej zrobimy testów tym większą będziemy mieli wiedzę o rozprzestrzenianiu się wirusa i będziemy mogli lepiej reagować.

Mówił Pan jakiś czas temu w rozmowie z Onetem, że z medycznego punktu widzenia nie widzi Pan potrzeby noszenia maseczek, ale jeżeli komuś świadomość jej noszenia pomaga, to niech w niej chodzi.

Trzymam się tego zdania. Swego czasu miałem wielu pacjentów, którzy przyczepiali sobie plastry na podbicie stóp. Rano go zdejmowali i był czarny. Wytłumaczeniem było chyba to, że w plastrach jest srebro, które się utlenia i zmienia kolor. Ale chorzy sobie tłumaczyli, że to wyciąga toksyny z ich organizmu. Pewna pacjentka mi kiedyś powiedziała, że boi się, że bez tych plastrów "zaleją ją toksyny". Zapytałem ją wtedy, czy noszenie tych plastrów jej pomaga. Odparła, że tak, przynajmniej psychicznie. To po poinformowaniu jej o aktualnej wiedzy medycznej powiedziałem, żeby dalej to robiła, bo mam poczucie, że zakazem pogorszyłbym jej stan.

Efekt placebo działa?

Ludziom pomagają różne rzeczy. Ja jestem od tego, żeby doradzać, dostarczać wiedzy medycznej. Ale jeśli chory ma wiedzę, a mimo to uważa, że coś mu pomaga, a ja wiem, że nie szkodzi, to nie widzę przeszkód, żeby mógł to robić.

Jak bardzo groźny, zjadliwy jest ten koronawirus? 

Najważniejsze jest to, jak my kontrolujemy swoje zachowanie. Jeśli z przymrużeniem oka traktujemy zalecenia, nie myjemy rąk, nie unikamy dużych skupisk ludzkich, wtedy owszem - zwiększamy szansę na zakażenie i powikłania z tym związane. Ostrożne muszą być szczególnie osoby starsze, czy z obniżoną odpornością. Ale statystyki pokazują, że w ponad 80 proc. przypadków wirus przebiega łagodnie.

Czyli nawet jeśli ktoś przejdzie chorobę COVID-19, to raczej nie będzie miał w związku z tym problemów zdrowotnych w przyszłości?

Te dane, które dzisiaj mamy, pozwalają stwierdzić, że tak. Ale mamy bardzo krótką obserwację, raptem cztery miesiące.

Poza tym ta śmiertelność, która jest podawana, jest w mojej ocenie zawyżona - w tym sensie, że patrzymy tylko na przypadki potwierdzone testem, a nie na osoby bezobjawowe i skąpo objawowe, które też przechodzą tego wirusa. Więc gdybyśmy dzisiaj przetestowali całe społeczeństwo, to ta śmiertelność byłaby pewnie mniejsza. 

Jak bardzo w Pańskiej opinii powinna być zakrojona izolacja w przypadku osób, co do których nie ma żadnej przesłanki co do możliwości bycia zakażonym. Powinniśmy zamknąć się na klucz, w ogóle nie wychodzić z domów, nie przyjmować gości? Czy to już przesada, panika, głupota?

Czy głupota? Na pewno nie. Jak zamkniemy się na kłódkę, to mamy 100 proc. pewności, że się nie zarazimy. 

Nie powinienem wychodzić z dzieckiem na spacer?

Każdy musi to ocenić indywidualnie. Ja wyjdę, tylko nie będę szedł na plac zabaw, do piaskownicy, do ludzi. Pojedziemy na rowerach do lasu. A po powrocie dokładnie umyjemy ręce.

A przemieszczanie się pomiędzy miejscowościami – jest dozwolone czy lepiej pozostać tylko w swojej okolicy?

Moim zdaniem nie ma to znaczenia. Tylko lepiej unikać zatłoczonych autobusów, pociągów czy metra.

Ile to koronawirusowe szaleństwo może jeszcze potrwać?

Zgadzam się z doktorem Grzesiowskim, że będzie to trwało ze dwa miesiące. Zresztą Wuhan pierwsze zachorowanie miało w grudniu, a nadal sobie do końca nie poradzili. 

Na razie szkoły, kina, teatry, biblioteki, uczelnie wyższe itp. są pozamykane na 14 dni. To wystarczająco?

Uważam, że to będzie za krótko. Liczba zakażeń w tym czasie na pewno wzrośnie. 

Za krótko? Pojawiają się informacje, że teoretycznie okres inkubacji trwa 14 dni, ale zwykle objawy choroby pojawiają się w ciągu 5-6 dni...

A Hongkong pokazał pacjenta, u którego testy wyszły dodatnio po 24 dniach od narażenia, czyli aż 10 dni po kwarantannie. Wciąż mało o tym koronawirusie wiemy, a myślę, że będziemy mieli w kraju sporo potwierdzonych zachorowań. Będzie zagwozdka, co dalej robić. Myślę, że te środki ostrożności w Polsce będą przedłużane.

Zobacz wideo Minister Emilewicz odpowiada na pytania od widzów ws. koronawirusa

Koronawirus. Czytaj także:

Więcej o:
Komentarze (81)
Prezes OIL w Warszawie: Oddziałowa broni sześciu maseczek. Szpitale ogólne nie mają bazowego zabezpieczenia
Zaloguj się
  • norman67

    Oceniono 47 razy 43

    2 mld na propagandę, zamiast na służbę zdrowia. To cała prawda o PiS. Dlatego teraz totalna blokada wszystkiego, bo służba zdrowia jest w stanie powstrzymać epidemię przez 3-4 dni. Wystarczyło nie kraść.

  • arius9

    Oceniono 32 razy 30

    Ale za to kościoły są dobrze dofinansowanw i nie muszą się zamykać.

  • ks-t

    Oceniono 30 razy 28

    Rząd PIS miał ważniejsze sprawy na głowie. 10 miliardów na propagandę PIS, przykrywanie kolejnych afer itp. Dlatego opóźnił testowanie wirusa co najmniej o 2 tygodnie. NIe mówiąc o tym ,ze już w grudniu, wiadomo było że dostawy z CHin (między innymi środków jednorazowych) się zawalą, podobnie jak dostawy 167 środków czynnych do leków, które produkują wyłacznie Chiny. ale nasi "politycy" zajmowali się pietruszką. PIS czekał z ogłoszeniem wirusa aby przykryć fucka Dudy i podpisanie 2 mld zł w tym i kolejnych 8 mld złotych przez 4 lata na PISowską gadzinówkę. Do czasu konferencji Dudy praktycznie nie wykonywano testów. Władze wprowadziły zakaz ich wykonywania nawet za własne pieniądze. DO dziś nie wolno przeprowadzać testów w prywatnych ośrodkach diagnostycznych, choc są na to gotowe. PIS musi kontrolować ogłaszaną liczbę chorych, od tego zależą wybory. Inne kraje EU po prostu przygotowywały sie do epidemii. Dlatego mamy pełne prawo nazywać tę epidemię DUDAWIRUSEM. W Polsce do dziś wykonano ogółem 2000 testówpodczas gdy w Niemczech 10 tysięcy dziennie. Na powikłania układu oddechowego umiera w Polsce 38 osób dziennie, na grypę też kilka osób dziennie. Ile z nich to dudawirus?

  • jeak

    Oceniono 29 razy 27

    Rząd miał ponad 2 miesiące czasu i przykład z zagranicy na zabezpieczenie środków, organizację itp. ... partacze. Podają tylko wygodne politycznie informacje.

  • sailor2016

    Oceniono 22 razy 22

    Państwo z tektury ale na propagandę kasy nie brakuje,

  • james_peacock

    Oceniono 21 razy 19

    "Oddziałowa broni sześciu maseczek. Szpitale ogólne nie mają bazowego zabezpieczenia"
    Najważniejsze, że 10 miliardów poszło na TVP. Po co wyposażać służbę zdrowia w jakiekolwiek podstawowe środki, jeżeli zbliżają się wybory?

  • g96

    Oceniono 18 razy 18

    A co w tym kraju oprócz pisowcow i ich rodzin jest przygotowane?

  • niktwazny126

    Oceniono 19 razy 17

    Polska służba zdrowia jest w tak dobrej kondycji, że zamiast na szpitale, kasa poszła do wiadomo kogo i dlaczego. Walka o maseczki, o środki dezynfekujące, a nawet żywienie pacjentów, też ważne do odzyskiwania zdrowia. A redaktor pyta, czy można prowadzić życie towarzyskie? Oczywiście, można, najpierw impreza u mnie, później u Bolka, następna u Baśki- a kolejna na stypie jednego z nas?

  • adstr

    Oceniono 22 razy 16

    W moim szpitalu stan przygotowań wygląda dokładnie tak, jak opisał to dr Jankowski na początku wywiadu. Maski w liczbie dwudziestu zamknięte na klucz. Założona księga zużycia masek (!). Nie ma ani jednego stroju ochronnego. Ograniczono dostęp do środków dezynfekujących (!). Jedyny plus, to nie pałętają się jak w galerii handlowej tłumy odwiedzających - moim zdaniem powinien to być zwykły, codzienny reżim w szpitalu.
    W sumie jest to obraz całkowitego rozkładu i bezradności naszych władz.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX