Loty do domu koszmarnie drogie? Ekspert: LOT jest bliski wyjścia na zero

Bartłomiej Pawlak
Podróżni, którzy utknęli za granicą, skarżą się, że bilety w ramach akcji "Lot do domu" są koszmarnie drogie. Zdaniem niektórych LOT próbuje zarobić na problemach turystów. O komentarz zapytaliśmy eksperta z branży lotnicznej. "Nie spodziewam się, że LOT zarabia na pasażerach" - tłumaczy.

Zgodnie z decyzją rządu, od niedzieli 15 marca (przez przynajmniej 10 dni) w Polsce nie mogą lądować samoloty zza granicy. Przewoźnicy operujący na trasach z naszym krajem musieli odwołać niemal wszystkie swoje loty (poza nielicznymi wyjątkami, np. czarterami biur podróży). Po tysiące osób, które utknęły poza granicami naszego kraju rząd wraz z narodowym przewoźnikiem PLL LOT wysłał samoloty w ramach programu "Lot do domu". Premier zadeklarował przy tym, że każdy będzie mógł liczyć na równą, zryczałtowaną stawkę na powrót z danego miejsca.

Zobacz wideo Premier zapowiada państwową pomoc w powrocie do Polski

Turyści skarżą się jednak, że ceny połączeń polskiego przewoźnika są koszmarnie wysokie, tak jakby LOT próbował zarabiać na problemach uwięzionych poza granicami podróżnych. "Bilety miały być zryczałtowane dla wszystkich. Niestety bujda na resorach. Bilety, po pierwsze są dzielone na klasy, tak jak dotychczas, a ceny to jakiś kosmos" - żali się nam jeden z czytelników.

Ceny lotów do domu do najtańszych nie należą

Faktycznie ceny lotów do domu mogą w pierwszej chwili przerazić. Wylot we wtorek z Chicago lub w środę z Nowego Jorku kosztuje 1888 zł. Ewakuowanie się z Kolombo (Sri Lanka) lub Ho Chi Minh (Wietnam) odpowiednio 2248 zł i 2335 zł. To mniej więcej tyle, ile zazwyczaj trzeba dać za loty w obie strony na podobnych trasach kupione z odpowiednim wyprzedzeniem.

Ceny lotów do domu PLL LOTCeny lotów do domu PLL LOT fot. zrzuty ekranów z systemu rezerwacyjnego LOT

Taniej jest oczywiście na trasach około europejskich. Za powrót w środę z Tbilisi trzeba zapłacić 865 zł. Bilety z Kairu kosztują 707 zł, a z Londynu - 580 zł. Najtańsze są Helsinki - za lot ze stolicy Finlandii podróżni muszą zapłacić 401 zł. Czy ceny są zatem zbyt wysokie? O komentarz poprosiliśmy eksperta ds. lotnictwa, Eryka Kłopotowskiego.

Ekspert wyjaśnia: mówimy o koszcie na poziomie 200 tys. dol.

Kłopotowski przyznaje, że organizacja lotów w ramach akcji "Lot do domu" rządzi się zupełnie innymi prawami, niż regularne połączenia, na których LOT operuje na co dzień. Tymczasem poderwanie samolotu takiego, jak Dreamliner (z których korzysta LOT na dalekich trasach) to ogromny koszt, co przekłada się na ceny biletów.

Godzina lotu samolotu typu Boeing 787 Dreamliner kosztuje - w zależności od tego, jaka linia obsługuje taki samolot - w granicach kilkunastu tysięcy dolarów. Patrząc na przykład na kierunek Kolombo, samolot musi polecieć z Warszawy do Kolombo i wrócić, a to jest 20 godzin lotu, czyli mówimy o koszcie na poziomie 200 tys. dolarów

- tłumaczy Eryk Kłopotowski w rozmowie z Next.Gazeta.pl.

Wspomniane przez eksperta 200 tys. dolarów to po przeliczeniu ok. 815 tys. zł. Pewną część takiego kosztu zadeklarował pokryć polski rząd, ale pozostałą LOT musi rozłożyć na wszystkich pasażerów po równo. Stad też cena przekraczająca na najdłuższych trasach 2 tys. zł. Czy to dużo? Na pierwszy rzut oka może się tak wydawać, ale pamiętajmy, że każdy z pasażerów musi opłacić całą podróż Dreamlinera. 

Czy to dużo, jeżeli płacimy 2400 czy 2200 zł? Myślę, że to nie jest zła cena. Oczywiście można się kłócić i mówić, że ktoś kupił kiedyś taniej bilet do Kolombo i to w dwie strony, a nie w jedną, ale ten samolot musi po podróżnych polecieć i z nimi wrócić

- podkreśla ekspert.

Ludzie wracający do Polski po zamknięciu granicLudzie wracający do Polski po zamknięciu granic Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Zdaniem eksperta LOT wychodzi na zero

Ekspert uważa też, że LOT nie zarabia na połączeniach w ramach akcji "Lot do domu". I choć nie znamy dokładnych kosztów przewoźnika, możemy zakładać, że linia ledwie rekompensuje sobie wydatki związane ze sprowadzaniem pasażerów zza granicy.

Przy założeniu, że są to tak wysokie koszty, ja nie spodziewam się, że LOT zarabia na pasażerach. Myślę że ta stawka zryczałtowana oznacza mniej więcej tyle, że LOT jest bliski wyjścia na zero. Ale z tego co wiem te loty są też dotowane przez państwo, wiec myślę, że wsparcie rządu państwa polskiego również pokrywa w jakiejś części te koszty lotu. (...) Uważam więc, że te stawki są po prostu prawdziwe

- zaznacza Eryk Kłopotowski w rozmowie z nami.

Ekspert dodaje, że różnice w cenach na poszczególnych - wydawałoby się dość podobnych - trasach wynikają z gigantycznych kosztów, jakie musi ponieść LOT, aby zapewnić samolot powrotny do domu. Dla przykładu połączenie z Chicago lub Nowego Jorku (1888 zł) jest sporo tańsze (o 360 zł) niż lot powrotny z Kolombo (2248 zł).

Lot do Kolombo jest trochę dłuższy, a w przypadku każdej godziny lotu (i lotu w drugą stronę) mówimy o kilkudziesięciu tysiącach dolarów różnicy, więc cena uzależniona jest przede wszystkim od długości lotu.

Dość istotne w tym przypadku jest również obłożenie na danych trasach. LOT ani polski rząd nie zdradza, jakie jest wypełnienie samolotów "ratunkowych" z poszczególnych miast, ale możemy podejrzewać, że każdy z nich lata niemal pełny.

Miasta, do których LOT lata w ramach 'lot do domu'Miasta, do których LOT lata w ramach 'lot do domu' fot. screen ze strony www.lot.pl

Choć obłożenie zapewne nie zawsze wynosi dokładnie 100 proc. (np. na trasach z USA może być większe niż z Azji), na wiele "ratunkowych" połączeń nie ma już miejsc. W przypadku, gdy jednak przewoźnik zakłada, że część foteli będzie wolna, całkowity koszt lotu (po odjęciu rządowej dotacji) musi rozłożyć się na mniejszą liczbę osób.

Ile LOT dostaje od pasażerów? Policzyliśmy

Weźmy za przykład kilkukrotnie wspominane Kolombo. Jak zdradził nam ekspert, koszt sprowadzenia pasażerów to dla linii lotniczej ponad 815 tys. zł. Tymczasem LOT żąda od każdego pasażera dokładnie 2248,06 zł (cena zawiera już podatki i opłaty niezależne od przewoźnika).

LOT-owski Boeing 787-9 Dreamliner, który poleci w czwartek po turystów na Sri Lankę zabiera na pokład 294 pasażerów. Zakładając, że sprzedane zostaną wszystkie miejsca (tak było na tej trasie we wtorek) LOT otrzyma 661 tys. zł. Aby LOT nie tracił na programie "lot do domu" dotacja rządu powinna wynieść przynajmniej 154 tys. zł za każdy "ratunkowy" lot. Czy tyle faktycznie wynosi? Nie wiadomo.

Wnętrze Dreamlinera w barwach LOT-uWnętrze Dreamlinera w barwach LOT-u Fot. Łukasz Nowaczyk / Agencja Gazeta

Warto wspomnieć przy tym, że od wtorku LOT nie dzieli już samolotów sprowadzających pasażerów do kraju na klasy, tak jak było to w niedzielę i poniedziałek (było wtedy 249 miejsc w klasie ekonomicznej, 21 w ekonomicznej premium, 24 w biznes). Przewoźnik naraził się zresztą tym sposobem na ogromną krytykę pasażerów, którzy nie mieli pieniędzy na lot powrotny do domu, gdy wykupione były już wszystkie bilety w klasie ekonomicznej.

Jak donosi Fly4Free, wcześniej bilety w klasie biznes kosztowały nawet 6-8 tys. zł na dalekich trasach. Od dziś wszystkie miejsca są sprzedawane w cenie klasy ekonomicznej, tak aby zapełnić cały samolot. To zapewne algorytm przewoźnika (lub kolejność rezerwacji) decyduje o tym, kto usiądzie na wygodniejszych fotelach z przodu samolotu.

O komentarz w sprawie cen biletów do Polski poprosiliśmy też Linie Lotnicze LOT. Gdy otrzymamy odpowiedź, zaktualizujemy powyższy artykuł. 

Bilety na samolot w ramach "lot do domu" można zarezerwować w TYM miejscu.

Czytaj też: 

Związki krytykują LOT i rząd. "Wszyscy mają siedzieć w domach, a nas wciskają do pełnych samolotów"

Personel LOT skarży się na zasady przydziału do lotów. "Większość się boi i siedzi w domu"

Związki krytykują LOT i rząd. "Wszyscy mają siedzieć w domach, a nas wciskają do pełnych samolotów"

Personel LOT skarży się na zasady przydziału do lotów. "Większość się boi i siedzi w domu"

"Na kwarantannę udałam się transportem publicznym". Pasażerka opisała swój powrót rządowym samolotem z Londynu