"Rodzina mnie namawia, żebym rzucił robotę". Niektórzy pracownicy sklepów boją się pracować

Robert Kędzierski
Epidemia koronawirusa coraz mocniej wpływa na nasz życie - Polacy dostali nakaz, by siedzieć w domach i pracować zdalnie. Nie wszyscy mają jednak taki wybór. Oprócz sklepów spożywczych pracują bowiem inne placówki - markety budowlane, sklepy z częściami samochodowymi, magazyny. Niektórzy ich pracownicy coraz bardziej się boją, a państwo zdaje się ich nie zauważać.

Koronawirus zamknął w domach zdecydowaną większość społeczeństwa. Stan epidemii oznacza, że wyjść można tylko w przypadku pilnej potrzeby.

Otwartych pozostaje niewiele sklepów. Głównie spożywcze. Ale nie tylko - wciąż działają markety budowlane, magazyny, placówki sprzedające części samochodowe. Niektórych pracowników, którzy wciąż muszą pracować w tego typu placówkach, dopada strach.

"Rodzina mnie namawia, żebym rzucił robotę"

Jedna z takich osób skontaktowała się z redakcją next.gazeta.pl. To pracownik sklepu firmy Suder & Suder Sp. z o.o. sprzedającego części do samochodów ciężarowych.

- Codziennie mamy kontakt  z dużą liczbą ludzi. Klienci przychodzą, jakby żadnej epidemii nie było. Ignorują informacje o ograniczeniach wywieszoną na drzwiach, nie przestrzegają reguł - wyjaśnia. - Rodzina mnie namawia, żebym rzucił robotę. Jesteśmy z kolegami w stanie nawet pójść na bezpłatny urlop, byle nie ryzykować. Nie mamy kombinezonów ochronnych, tylko płyn do dezynfekcji - stwierdza.

Kierowcy zawodowi nie są objęci kwarantanną. Mogą wejść do każdego sklepu zaraz po przekroczeniu granicy

Wyjaśnia, że sieć, w której pracuje, jest specyficzna, bo obsługuje głównie firmy transportowe. Mężczyzna obawia się, że część osób, które przychodzą do sklepu, wróciła z krajów, gdzie epidemia jest szczególnie groźna.

- Mamy kontakt z kierowcami, którzy przyjeżdżają do nas w zasadzie bezpośrednio z Włoch. Czasami mają sprawy pilne, a czasami szukają breloczka do kluczy z logotypem ulubionej marki. Są też kierowcy, którzy przyjechali z Niemiec, z Turcji, a oni nie są objęci żadną kwarantanną - wyjaśnia mężczyzna.

Grzegorz Matusik, Członek Zarządu Suder & Suder Sp. z o.o., w rozmowie z Next Gazeta.pl odpowiadając na stwierdzenia naszego czytelnika, wyjaśnia, że sieć od początku wprowadziła szereg restrykcji i ograniczeń w działalności swoich sklepów.

- Wszystkie nasze placówki zostały jasno i wyraźnie oznakowane. Prosimy, by w sklepach nie znajdowało się więcej niż dwóch klientów jednocześnie. Prosimy, by osoby, które miały lub mogły mieć kontakt z kimś chorym na COVID-19 nie wchodziły do środka. Apelujemy, by ci, którzy nie są pewni stanu swojego zdrowia pozostali w domach. Realizujemy wszystkie wytyczne rządu i sanepidu w tym zakresie - stwierdził. Matusik przedstawił też wykaz działań podjętych przez firmę już kilka tygodni temu. Pracownicy dostali m.in. nakaz unikania bliskiego kontaktu, wzmożonej higieny rąk, regularnej dezynfekcji powierzchni, korzystania z rękawiczek.

- Mimo że GIS nie rekomenduje takiego rozwiązania, pracownicy zostali zaopatrzeni w maski. Może z nich korzystać każdy, kto czuje taką potrzebę. Są również uzupełniane w miarę potrzeby - zapewnił przedstawiciel spółki.

Kierowcy zawodowi mogą odwiedzać nie tylko sklep z częściami samochodowymi. Są wyjęci spod nakazu kwarantanny - oznacza to w praktyce, że każdy, kto właśnie przyjechał z Włoch, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Niemiec - obszarów, na których zachorowań jest wyjątkowo dużo - może swobodnie się przemieszczać. To, jakie środki ostrożności zachowa, zależy tylko od jego dobrej woli.

Zobacz wideo Rząd obiecuję tarczę antykryzysową, biznes apeluje o pilne rozwiązania. Rozmowa z Michałem Staweckim, dyrektorem marketingu firmy Apart

Markety budowlane pełne klientów. Część związkowców chce ich zamknięcia

O wiele większe oblężenie przeżywają markety budowlane. Wielu Polaków, którzy utknęli na przymusowym urlopie, postanowiła wykorzystać ten czas na remontowanie.

Związki chcą zamknięcia placówek "zanim będzie za późno". - W tych ciężkich czasach wystarczy ograniczyć sprzedaż materiałów budowlanych do sprzedaży internetowej lub na telefon. Prosimy o pilną reakcję, zanim będzie za późno - apeluje NSZZ Solidarność w Castorama Polska.

Jak te postulaty komentują przedstawiciele branży? Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji (POHiD) w swoim stanowisku przesłanym do redakcji jest stanowcza. "Sieci handlowe o profilu budowlanym realizują zalecenia Głównej Inspekcji Sanitarnej i wdrażają dodatkowe procedury bezpieczeństwa, które służą ochronie zarówno pracowników sklepów, jak i klientów. Ograniczane są godziny otwarcia sklepów, limitowana jest liczba klientów na powierzchni sprzedaży, promowane są rozwiązania polegające na możliwości zamówienia przez klientów towarów on-line i ich odbioru w jednym punkcie" - czytamy w stanowisku organizacji.

Część pracowników Amazon chce ograniczeń w działalności magazynów

Niektórzy związkowcy z polskiego oddziału Amazon domagają się, by działalność magazynów firmy została ograniczona. - Firma mówi, że wysyłamy produkty pierwszej potrzeby. To nieprawda, wysyłamy wszystko. Drogie kosmetyki, zabawki. Czy warto dla tych rzeczy narażać życie tysięcy osób? - mówi jeden z pracowników firmy w rozmowie z Onetem. - W przejściu do szatni mijają się setki osób. Za kwadrans odjeżdża autobus pracowniczy. Wszystkie inne zabezpieczenia w takiej sytuacji tracą sens - alarmuje portal inny z pracujących w magazynie internetowego giganta.

Biuro Prasowe Amazon w komentarzu przesłanym do redakcji Next gazeta.pl zapewnia, że firma przestrzega wytycznych rządowych i władz sanitarnych, wdrażając odpowiednie procedury we wszystkich centrach logistycznych.

Amazon zwiększył częstotliwość i intensywność sprzątania - wszystkie klamki drzwiowe, poręcze schodów, przyciski w windach, schowki i ekrany dotykowe są regularnie dezynfekowane. Zobowiązał też do pozostania w domu wszystkich pracowników, którzy źle się czują. Pracujący w magazynach zostali poproszeni o rygorystyczne przestrzeganie zasad higieny.

Czytaj też: Przejechał 500 km, na żadnej stacji Orlen nie znalazł płynu do dezynfekcji. "Produkcja trwa"

Działań jest więcej - Zwiększyliśmy liczbę autobusów, żeby pracownicy mogli zachować bezpieczny odstęp od siebie podczas dojazdu do pracy, zrezygnowaliśmy ze spotkań organizacyjnych z pracownikami i wydłużyliśmy przerwy, rozłożyliśmy w czasie godziny zmian i przerw, żeby zmniejszyć liczbę osób korzystających ze stołówki w tym samym czasie - wylicza przedstawiciel firmy w rozmowie z Gazeta.pl.

Państwo nie dostrzega potrzeb pracowników sklepów?

Rozszerzająca się epidemia koronawirusa zmusza wiele zakładów pracy, sklepów, placówek, do znacznego lub wręcz całkowitego ograniczenia działalności. Tymczasem pracownicy, a nawet właściciele tych placówek, które zostały otwarte, zostali pozostawieni sami sobie. Środki ochrony bezpośredniej, maseczki, żele antybakteryjne, pracodawca lub pracownik musi zapewnić we własnym zakresie. Skoro rząd nie zdecydował się na całkowite zamknięcie wszystkich placówek handlowych czy nie powinien wesprzeć ich w ochronie swoich pracowników?