Donald Trump chce otwierać gospodarkę USA od 1 maja i mówi o "instynkcie". Jego doradcy nie są przekonani

W ostatnich tygodniach Donald Trump na niemal każdej konferencji prasowej ma u boku swoich doradców, w tym przede wszystkim doktora Anthony'ego Fauciego, który często prostuje potem słowa swojego szefa. Teraz Fauci mówi, że gospodarka USA powinna z koronawirusowej hibernacji podnosić się ostrożnie, stopniowo i nie wszędzie w tym samym momencie. Prezydent chciałby, by stało się tak od początku maja, im szybciej, tym lepiej, choć podkreśla, że decyzja o otwarciu będzie bardzo trudna.

"Big bang" - wielki wybuch - tak Donald Trump wyobrażał sobie otwarcie amerykańskiej gospodarki tydzień temu, w wywiadzie dla telewizji Fox News. Czyli: szybko i od razu w całym kraju. Jak na razie jako datę rozpoczęcia tego ekonomicznego rozmrażania widzi 1 maja. 

Koronawirus wpędził gospodarkę USA w stan hibernacji. Donald Trump chce ją otworzyć

W miniony weekend Trump znów wystąpił w Fox News. - Myślę, że będzie to najtrudniejsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjąłem, mam nadzieję, że także jaką kiedykolwiek będę musiał podjąć - mówił w telefonicznej rozmowie prezydent, odnosząc się do kwestii znoszenia restrykcji i powrotu do normalnego funkcjonowania gospodarki (choć tę normalność trzeba będzie zapewne na nowo zdefiniować).

- Będzie ona [decyzja - red.] oparta na faktach, ale także na instynkcie. Czy się nam się to podoba czy nie, jest w tym pewien instynkt - zaznaczał prezydent. Mówił też, że przy podejmowaniu owej decyzji będzie brał pod uwagę wskazówki doradców, w tym z powstającej właśnie specjalnej rady, złożonej z przedstawicieli polityki, biznesu i medycyny. - Musimy przywrócić nasz kraj - podkreślał Trump, nie pierwszy raz z resztą.

Doradcy Trumpa ostrożni - nie można otworzyć kraju jednym przyciskiem

Podobne decyzje muszą lub będą musiały podejmować władze państw na całym świecie. Z jednej strony, izolacja społeczna wypłaszcza krzywą zakażeń, co sprawia, że służba zdrowia nie zostaje obciążona masowymi przypadkami chorych wymagających hospitalizacji oraz zapewne ratuje wiele żyć. Z drugiej, gospodarki stają, firmy zawieszają lub zamykają działalność, ludzie tracą pracę, do budżetów płynie znacznie mniej pieniędzy z podatków. Wyważenie wszystkich tych czynników nie jest łatwe. 

Donald Trump dał się poznać najpierw jako poważnie wątpiący w możliwość przerodzenia się pandemii w poważne ryzyko. Teraz Stany Zjednoczone są państwem nie tylko z największą liczbą wykrytych zakażeń, ale i największą liczbą zgonów spowodowanych przez COVID-19. Wprawdzie Nowy Jork, centrum epidemii w USA, notuje już mniejszą dynamikę przypadków koronawirusa, ale w całym kraju nadal umiera ponad 1000 osób dziennie. 

Zobacz wideo Nowy Jork ma swojego bohatera walki z koronawirusem. A jak wypada Donald Trump? USA w centrum pandemii

Potem prezydent chciał otwierać gospodarkę po świętach wielkanocnych. Teraz mówi o 1 maja. Doktor Anthony Fauci, główny ekspert do spraw chorób zakaźnych i doradca prezydenta uważa jednak, że gospodarki nie można po prostu włączyć jednym przyciskiem, bo niesie to za sobą duże ryzyko. 

- Jeśli uzna się "ok, jest, powiedzmy, 1 maja, klik, włączamy przycisk", to, oczywiście, jeśli zrobi się to na zasadzie "wszystko albo nic", istnieje nadzwyczajne ryzyko odbicia - mówił Fauci w wywiadzie dla telewizji CNN. - To mógłby być poważny problem. I wszyscy to wiedzą - dodał. Jego zdaniem, znoszenie ograniczeń powinno odbywać się stopniowo, z dostosowaniem do sytuacji w danym stanie. 

Podobnego zdania jest inny ekspert, Dr Stephen Hahn, z Agencji Żywności i Leków (Food and Drug administration - FDA), który w rozmowie z telewizją NBC podkreślał, że najważniejszą kwestią jest bezpieczeństwo Amerykanów i wzywał przede wszystkim do zwiększenia ilości testów diagnozujących koronawirusa. Nie chciał jednak odpowiedzieć wprost na pytanie dziennikarza, czy 1 maja to termin otwarcia gospodarki, na który administracja Trumpa obecnie się szykuje. 

Lokalne władze pełne obaw

Do testów wzywa też sam prezydent, w jednym ze swoich ostatnich tweetów zwiększając nacisk na gubernatorów - mimo, że zaprzecza, by były problemy z ich dostępnością oraz uważa, że szeroko zakrojone testy nie są konieczne. 

"Gubernatorzy, dopracujcie swoje programy testowania. Bądźcie gotowi, dzieją się wielkie rzeczy. Żadnych wymówek! Rząd Federalny jest tutaj, by pomóc. Przeprowadzamy więcej testów niż jakikolwiek inny kraj na świecie. Przygotujcie też maski!" - napisał Trump późnym wieczorem w niedzielę polskiego czasu. 

To tak naprawdę od nich - gubernatorów poszczególnych stanów - zależy, kiedy i jakie restrykcje będą znoszone. Bo też wielu z nich nałożyło obostrzenia znacznie większe niż wynikało to z ogólnych zaleceń Białego Domu. A teraz nie wszyscy są przekonani, że szybkie ich zniesienie to dobry pomysł.

Jak podaje CNN, Connecticut, Michigan i Wirginia przedłużyły niedawno czas obowiązywania nakazów pozostania w domach. W tym pierwszym do 20 maja, w drugim do 30 kwietnia, a w trzecim aż do 10 czerwca - choć pozostałe rodzaje restrykcji są w nich różne (we wszystkich władzę sprawują gubernatorzy z Partii Demokratycznej). Gubernator stanu Nowy Jork na razie nie wypowiedział się jednoznacznie w tej sprawie - warto pamiętać, że mimo że jest z Partii Demokratycznej, współpracuje z Trumpem w kwestii pomocy dla metropolii i raczej otwarcie go nie krytykuje. CNN zauważa, że za wydłużeniem obowiązywania nakazów pozostania w domach są też gubernatorzy z Partii Republikańskiej, w tym z Ohio i Massachusetts. 

Jeśli chodzi o same testy, Donald Trump zaprzecza, by były problemy z ich dostępnością, uważa jednak, że szeroko zakrojone testy nie są konieczne. 

Donald Trump stanowczo odrzuca zarzuty mediów, w tym "The New York Times", by miał zignorować ostrzeżenia, w tym służb bezpieczeństwa, dotyczące koronawirusa, wysuwane na początku stycznia. Jednocześnie bez żenady przyznał, że nie czytał notatki przygotowanej przez jednego ze swoich ekspertów, w której ten przedstawił instrukcje postępowania i szacował, że w wyniku pandemii umrzeć może nawet jeden-dwa miliony Amerykanów.  

Jak podał Uniwersytet Johna Hopkinsa w Baltimore, w Stanach Zjednoczonych w ciągu minionej doby - 12 kwietnia - z powodu koronawirusa zmarło ponad 1500 osób - wyraźnie mniej niż w poprzednich dniach, kiedy ta liczba zbliżała się do 2000. W sumie w USA przez COVID-19 zmarło ponad 22 tysiące osób, wykryto ponad 550 tysięcy przypadków zakażeń.