Uwaga na skandalicznego fake newsa. Podatek od pieniędzy w bankach? To blaga

W święta wielkanocne swoim życiem w internecie zaczął żyć fragment wywiadu z prezesem Polskiego Funduszu Rozwoju Pawłem Borysem, który rzekomo mówi, że od pieniędzy zgromadzonych w bankach miałby zostać pobrany podatek. Tyle że taka sugestia w ogóle z ust Borysa nie padła. Doszło do wyjątkowo perfidnej manipulacji, która miała przestraszyć Polaków.

Mowa o wyciętym fragmencie rozmowy z prezesem Polskiego Funduszu Rozwoju Pawłem Borysem w Telewizji Trwam. Rozmowa odbyła się już kilka dni temu - 9 kwietnia br. W materiale pada pytanie redaktora o to, czy Polacy ze swoimi ponad 900 mld zł zgromadzonymi w bankach "nie mogliby sfinansować potrzeb państwa, gdyby mieli korzystne oprocentowanie"? Prezes PFR odpowiada, że nie wyklucza emisji obligacji dla osób indywidualnych, chociaż zastanawia się, czy udałoby się w krótkim czasie zainteresować nimi dużą część Polaków.

Na pierwszy, drugi czy nawet dziesiąty rzut oka nic kontrowersyjnego. Ale gdy w mediach społecznościowych do tego filmu dodano ostrzeżenie, że oto rząd chce opodatkować pieniądze Polaków w bankach (w imię logiki, że niby o czym innym można rozmawiać w kontekście 900 mld zł zgromadzonych w bankach), powstał już bardzo groźny fake news. Chociaż przecież słowo "podatek" w ogóle nie pada, rozmowa jest zupełnie o czymś innym.

Tym bardziej że plotkę powtarza - nie gasząc jej w zarodku - kilka portali oraz osoby mające w mediach społecznościowych spore zasięgi. W tym poseł Konfederacji, który jasno pisze, że "warto zastanowić się nad wypłaceniem swoich oszczędności" (potem tłumaczy się, że jego wpis został "źle zrozumiany" i nie należy go "rozważać dosłownie"). 

O czym mówił prezes PFR?

Fake newsa o rzekomo planowanym przez rząd podatku od oszczędności w bankach Paweł Borys szybko prostuje w mediach społecznościowych oraz na blogu Polskiego Funduszu Rozwoju. Pisze, że "rząd nie planuje żadnego rzekomego skoku na oszczędności". Opisuje na blogu, gdzie i w jaki sposób ten fake news robił "karierę". 

Część internautów w mediach społecznościowych zarzucała Borysowi, że powinien też od razu zaprotestować przeciwko sugestii dziennikarza co do dobrania się do oszczędności Polaków. Tutaj wychodzi jednak, jak "sprytnie" wycięty został fragment rozmowy.

W zmanipulowanej wersji pytanie redaktora Trwam rzeczywiście zaczyna się od słów, że Polacy w bankach mają ponad 900 mld zł. Tyle że w pełnej rozmowie (do obejrzenia poniżej) prezes PFR wcześniej przez kilka minut mówił o emisjach obligacji, które miałyby sfinansować tarczę finansową (tarcza ma wesprzeć firmy i pomóc im przetrwać kryzys związany z epidemią koronawirusa). Informował, że obligacje mogliby kupować m.in. polscy i zagraniczni inwestorzy (instytucjonalni). Redaktor zadaje pytanie, "czy obligacje będą mogły być też adresowane do obywateli" i dalej mówi o ponad 900 mld zł w bankach (od 16:35 minuty poniższego nagrania).

 

Obligacje zamiast słabej lokaty w banku

Pomysł jest więc prosty - skoro oprocentowanie lokat w bankach jest mizerne (a po dwóch niedawnych obniżkach stóp procentowych już wręcz mikroskopijne), to może obligacje Polskiego Funduszu Rozwoju - gwarantowane przez Skarb Państwa - byłyby atrakcyjną alternatywą dla oszczędzających?

Nie jest to zresztą nic nowego - Polacy przecież od bardzo dawna mogą kupować detaliczne obligacje skarbowe. Ostatnio ich sprzedaż była wręcz rekordowa, właśnie m.in. z powodu braku konkurencji o oszczędności Polaków ze strony lokat bankowych. W 2019 r. Polacy kupili obligacje skarbowe za niemal 17,3 mld zł, w porównaniu do np. 4,6 mld zł jeszcze w 2016 r.

Słowem - od lat Polacy na zasadzie dobrowolności, a nie przymusowego opodatkowania, "finansują" potrzeby rządu. Do tego się przecież zakup obligacji skarbowych sprowadza - pożyczamy rządowi pieniądze, a on potem je oddaje z odsetkami.

W rozmowie Borysa w Telewizji Trwam pada sugestia, czy dokładnie na takiej samej zasadzie część Polaków nie byłaby może zainteresowana zakupem obligacji emitowanych przez Polski Fundusz Rozwoju, gdyby ich warunki były atrakcyjniejsze niż w lokat w bankach.

Prezes PFR odpowiada, że jest to możliwe. Zwraca przy tym jednak uwagę, że na tarczę finansową potrzeba zebrać bardzo dużo pieniędzy (100 mld zł) w krótkim czasie. Borys nie mówi tego wprost, ale biorąc pod uwagę, że w ostatnich, wszak rekordowych miesiącach, łączna sprzedaż obligacji skarbowych dla osób prywatnych wynosiła nieco ponad dwa mld zł miesięcznie, z emisji obligacji PFR dla osób indywidualnych pewnie trudno byłoby zebrać więcej niż śladową część potrzebnych środków. 

Tarcza finansowa - skąd wziąć na nią pieniądze?

Zgodnie z zapowiedzianą w zeszłym tygodniu przez rząd, Polski Fundusz Rozwoju oraz Narodowy Bank Polski tarczą finansową do polskich firm m.in. na ratowanie miejsc pracy miałoby trafić w krótkim czasie nawet ok. 100 mld zł. W sporej części te subwencje mogłyby być bezzwrotne, aczkolwiek zależałoby to m.in. od tego, czy firma utrzymała zatrudnienie na dotychczasowym poziomie.

Skąd wziąć tak gigantyczne pieniądze? Pomysł jest taki, aby Polski Fundusz Rozwoju emitował obligacje. Mieliby je kupować polscy i zagraniczni inwestorzy (banki, fundusze inwestycyjne itd.), a jak wynika z fragmentu rozmowy, która niepotrzebnie zrobiła tak wielką karierę - być może także osoby indywidualne. Narodowy Bank Polski już zapowiedział, że zapewni płynność tych obligacji i będzie mógł je refinansować (skupywać od inwestorów).

Po kilku latach - po zakończeniu programu tarczy finansowej - obligacje byłyby spłacane. Z racji tego, że obligacje będą gwarantowane przez Skarb Państwa, PFR dostanie na ten cel środki z budżetu państwa. To może wymagać za kilka lat zaciskania pasa przez państwo.

Dzisiaj jednak rządzącym chodzi o wpompowanie kapitału w gospodarkę. To rozwiązanie szybkie, a także najmniej bolesne z punktu widzenia aktualnej sytuacji finansów publicznych. Prowadzenie całego programu przez Polski Fundusz Rozwoju nie jest przypadkowe. Emitowane przez niego obligacje nie będą powiększały długu publicznego według metodologii polskiej. Tym samym nie będzie ryzyka przekroczenia konstytucyjnego limitu zadłużenia do PKB (60 proc.)

Zobacz wideo Ludzie boją się utraty pracy z powodu koronawirusa. „Monstrualna zmiana nastrojów”