Jak inwestować w dobie koronawirusa? "Sporo osób nie dostrzega, jak trudne są warunki"

- Wszystkich, którzy chcą szybko zarobić, przestrzegam: to nie jest takie proste. Jesteśmy w sytuacji, w której nie wiemy, kiedy będzie widać jakieś światełko w tunelu. Coś, co jest tanie, może być absurdalnie tańsze za kilka tygodni - mówi w rozmowie z next.gazeta.pl Tomasz Jaroszek, bloger finansowy, twórca bloga Doradca.tv i współautor książki "Śladami Warrena Buffetta".

Mikołaj Fidziński, next.gazeta.pl: Mamy nie tylko ciężki czas pod względem zdrowia publicznego i gospodarki, lecz także sporą niepewność u inwestorów i osób, które oszczędzają. Na warszawskiej giełdzie w marcu najpierw mieliśmy załamanie, potem spore odbicie. To oczywiście wpłynęło też na wyceny jednostek wielu funduszy inwestycyjnych. Lokaty w bankach? Już wcześniej ich oprocentowanie było mizerne, a teraz jest wręcz mikroskopijne. Oprocentowanie obligacji skarbowych też spada. Czy nasze myślenie o inwestycjach i oszczędnościach powinniśmy przełączyć obecnie na jakiś inny tryb, tryb kryzysowy?

Tomasz Jaroszek, bloger finansowy, twórca bloga Doradca.tv i współautor książki "Śladami Warrena Buffetta": Na razie widzę dwie wyróżniające się grupy wśród polskich inwestorów. Jedni to tacy, którzy się mocno przestraszyli i chcą za wszelką cenę chronić swój kapitał. Marzec był rekordowy w złym tego słowa znaczeniu, bo z funduszy inwestycyjnych odpłynęło 20 mld zł. Widać było ucieczkę kapitału np. z funduszy obligacji korporacyjnych, które de facto są niebezpieczne w kryzysowym momencie, bo nigdy nie wiadomo, jak spółka będzie stała w najbliższych tygodniach z płynnością.

Z drugiej strony, mamy całkiem sporo łowców okazji, którzy - tak podejrzewam - przez wiele lat czekali na solidne spadki. Już nie mówiąc o tym, że w Polsce te spadki są wręcz dramatyczne, bo w wycenach wielu spółek cofnęliśmy się do 2009 r. Biura maklerskie w Polsce podały, że w marcu założono 30 tys. nowych rachunków maklerskich - czyli łowców okazji, którzy otwierają nowe rachunki i szukają okazji do szybkich zysków, też nam nie brakuje. Dużo początkujących zainteresowało się giełdą nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie. W niektórych domach maklerskich czeka się wiele dni na rozpatrzenie wniosku o rachunek. Wydaje mi się, że niestety sporo osób nie dostrzega, jak niesamowicie trudne są warunki do inwestowania.

Siedzimy na tykającej bombie? To jest czas dla odważnych?

W tych pierwszych tygodniach olbrzymią rolę grały emocje - inwestorzy uciekali do gotówki. W większości nie mamy tak naprawdę danych na czas rzeczywisty. Wszyscy przekrzykujemy się, ile PKB spadnie w najbliższym kwartale i rozstrzał tych prognoz jest gigantyczny. Współczuję ekonomistom, którzy muszą wykonywać swoją pracę i piszą takie raporty, bo niekiedy więcej tam zgadywania niż analizowania.

Gdybyśmy chcieli zobaczyć, co dzieje się w największych spółkach, to też niejednokrotnie jest tam więcej domysłów niż konkretów. Widzimy, jak się zachowuje kurs danych akcji na podstawie tego, że jedni chcą sprzedawać, a drudzy kupować. Ale nie wiemy, co dzieje się w środku spółki, bo nie widzimy aktualnych wyników.  

To wielka różnica w porównaniu np. do spółek na amerykańskiej giełdzie.

W USA rozpoczął się już sezon wyników za pierwszy kwartał. Oni raportują wyniki niezwykle szybko. Już w połowie kwietnia widzieliśmy raporty pierwszych spółek pokazujące dane za pierwszy kwartał, czyli także za te dwa ostatnie tygodnie marca, gdy zaczęło się najgorsze.

W Polsce raporty za pierwszy kwartał, a więc z danymi za te dwa tygodnie marca, w niektórych przypadkach publikowane są pod koniec kwietnia, ale w bardzo wielu spółkach dopiero pod koniec maja. Opóźnienie w tych danych jest więc tak duże, że trudno jest inwestować na podstawie sensownych liczb. A mówimy o danych z marca już na przełomie kwietnia i maja. Nie wiemy, co dokładnie dzieje się w spółkach i w gospodarce. Teraz większą rolę grają zatem emocje niż konkretne dane. 

Wiele osób bazuje dzisiaj na założeniach, symulacjach itd. A i tak nie wiemy najważniejszej rzeczy - kiedy gospodarki wrócą do normy. To jest clou całego kryzysu. Równie dobrze możemy już mówić optymistyczne o najbliższych tygodniach, zaś pesymiści będą mówić, że do wynalezienia szczepionki, czyli zapewne przez przynajmniej 12 miesięcy, absolutnie nie wrócimy do normalnego stanu. Jeżeli przyjmujemy takie założenie, to jest więcej emocji niż realnych liczb. To jest niestety w kontekście inwestycyjnym najtrudniejsze wyzwanie całego tego kryzysu - nigdy w historii nikt nie zamroziliśmy światowej gospodarki na czas nieokreślony.

Ciężko coś konkretnie rekomendować w sytuacji tak wielkiej niepewności, ale jednak spróbuję od ciebie coś wyciągnąć. Masz jakieś rady dla osób, które inwestują na giełdzie albo w fundusze?

Wszystkich, którzy chcą szybko zarobić, przestrzegam - to nie jest takie proste. Rozumiem, że jak coś jest tanie, to może być atrakcyjne. Niestety, teraz na rynku finansowym decydują emocje. Jesteśmy w sytuacji, w której nie wiemy, kiedy będzie widać jakieś światełko w tunelu. Coś, co jest tanie, może być absurdalnie tańsze za kilka tygodni. To ryzyko jest zawsze i wchodząc na rynek kapitałowy ze swoimi oszczędnościami, trzeba się z tym ryzykiem liczyć.

Trochę mi się to kojarzy z polem minowym. W ostatnich tygodniach na rynku mamy względny spokój w porównaniu z marcem. Ale wystarczy jedna mina, jeden spektakularny sygnał, jak bardzo jest źle w Polsce...

Różne branże inaczej na to patrzą. Na rynku spółek oferujących swoje produkty całkowicie online, gdzie aż tak dużo się nie zmieniło, trochę spokojniej chodzimy po tym polu minowym. Ale też nie wiemy do końca, jak epidemia będzie przekładała się na ich wyniki w długim terminie.

Ale jak chodzimy po rynku np. linii lotniczych czy biur turystycznych, to tam mamy solidne pole minowe. Z jednej strony są zapowiedzi poszczególnych państw, które chcą tym sektorom pomagać. Z drugiej - nawet gdyby gospodarka się trochę odmroziła i podróże byłyby możliwe, to pytanie, czy my będziemy chcieli podróżować, dopóki epidemia będzie nas przerażała.

Dobrym przykładem są Chiny, gdzie odblokowano np. kina, tyle że widzowie nie bardzo chcieli do nich chodzić. Więc w teorii wszystko się zgadza, a w praktyce klientów nadal brakuje. Tutaj jest trochę tykająca bomba, bo nie wiemy, czy niektóre spółki w pewnych sektorach ten kryzys przetrwają. To jest najniebezpieczniejsze dla poszczególnych inwestorów.

Zmieniać swoją długoterminową strategię inwestycyjną?

Jeśli ktoś ma strategię długoterminową - np. 20-30 lat - to podobną sytuację mógł przeżywać w 2008 r. Wtedy też pewnie nie wiedział, czy uciekać z pieniędzmi, czy kryzys przetrzymać, bo strategia zakłada, że raz na ileś lat obsunięcie kapitału jest akceptowalne. Na pewno każdy inwestor musi się liczyć z tym, że takie sytuacje jak teraz będą. Nie można zakładać, że hossa trwa wiecznie. Rynki zachodnie i tak dosyć długo wytrzymały, bo 10-letnia hossa to są rekordowe wartości i co jakiś czas musi być gorszy sentyment na rynku. 

Według mnie grzebanie w długoterminowych strategiach i produktach może być ryzykowne. Szczególnie gdy nie interesujemy się aktywnie inwestowaniem i po prostu wykupiliśmy jakiś produkt - polisę czy zestaw funduszy, i "wrzucamy" tam pieniądze od wielu lat.

Trochę się boję, że można sobie w emocjach zrobić krzywdę, kiedy mamy plan na 20-30 lat, nie bardzo wiemy, jak on działa. Kiedy założyliśmy, że teoretycznie akceptujemy takie sytuacje na rynku jak obecnie, ale w praktyce emocje każą nam się z rynku wycofać. Nie dość, że mamy utratę kapitału, to jeszcze można czasem natrafić na dodatkowe opłaty...

O tym właśnie myślę. Mówi się, że jeśli inwestujesz długoterminowo, np. z myślą o emeryturze, to nie patrz na chwilowe wahania. Liczy się, to co będzie za 10, 20, 30 lat. Ale łatwo to powiedzieć, a trudniej się do tego zastosować, gdy widzi się, jak wyceny aktywów nagle mocno spadają.

Bardzo nie lubię odpowiadać "to zależy", ale niestety gdy patrzymy na pewne długoterminowe produkty finansowe, to właśnie to zależy - co to jest za produkt, co wybraliśmy, co zostało nam sprzedane.

Polecam wszystkim, żeby w ogóle zajrzeli do szczegółów tych inwestycji. Jestem święcie przekonany, że tysiące Polaków odkładają na produktach, o których nie wiedzą wszystkiego, bo po prostu nie doczytali nigdy do końca umowy i strategii inwestycyjnej, na którą się zgodzili.

A jeśli ktoś już jest pod koniec horyzontu swoich inwestycji, czyli np. już przeszedł na emeryturę albo do tego momentu się zbliża, i zależy mu przede wszystkim na maksymalnym bezpieczeństwie zgromadzonego kapitału? Czy = warto jeszcze szybciej, niż się pierwotnie planowało, pozbywać się tych bardziej ryzykownych aktywów? 

To jest bardzo ważna zasada - im jesteśmy starsi, im mamy więcej kapitału, tym ważniejsza jest jego ochrona niż jego dalsze pomnażanie. Jeśli mamy możliwość przesunięcia strategii w stronę jeszcze bezpieczniejszych aktywów i nie będzie to dla nas mocno kosztowne, to to może być dobra, konserwatywna opcja. Wtedy mamy trochę świętego spokoju.

Jesteśmy w tak burzliwych czasach i tak bardzo nie wiemy, jak będą wyglądać kolejne miesiące i kwartały, że dla ludzi, dla których ochrona kapitału jest kluczowa, może dobrym rozwiązaniem są np. obligacje skarbowe.

Nie chcę cię naciągać na światłe porady, ale masz jakąś uniwersalną odpowiedź na pytanie "jak inwestować w dobie koronawirusa"?

Na pewno powiedziałbym "ostrożnie". Nawet ci łowcy okazji, którzy teoretycznie liczą się z dużym ryzykiem, powinni po prostu z dużym dystansem podchodzić do inwestycji. Nawet jeśli uwzięli się na to, że chcą kupować tanio, to niech np. kupują w transzach, a nie wszystko od razu, próbując "łapać dołek". To się prawie nikomu nie udaje. Nawet wielcy inwestorzy, którzy powtarzają "kupuj, gdy leje się krew", nigdy nie kupowali wszystkiego w ramach pojedynczej transakcji, tylko bardzo często rozkładali zakupy na tygodnie czy wręcz miesiące.

Zobaczmy, że bessa w 2008 i 2009 r. trwała kilka miesięcy. Mówimy często, że upadek Lehman Brothers we wrześniu 2008 r. to był taki symboliczny początek finansowego kryzysu, ale tak naprawdę dopiero w lutym 2009 r. rynki zaczęły odbijać. 

Założenie, że wszystkie problemy są zero-jedynkowe, że rynek szybko spada i szybko odbija, może być jakimś scenariuszem, ale nie musi. Ponad 20 mln bezrobotnych w USA nie znajdzie pracy w takim tempie, jak ją straciło. Stawianie wszystkiego na jedną kartę byłoby dla mnie największym ryzykiem.

Osobiście bardzo ostrożnie podchodzę do tego, co jest na rynku. Wydaje mi się, że ochrona kapitału jest ważniejsza od szukania na siłę okazji. Scenariusz negatywny rozwoju epidemii niesie za sobą tak duże konsekwencje, że ochrona kapitału jest na pierwszym miejscu.

Czyli nie szukasz teraz spółek z branż, które w obliczu epidemii wydają się najbardziej perspektywiczne? Nie myślisz "o, ta firma internetowa na pewno teraz będzie zarabiała krocie"?

Poruszyłeś ważny temat. Często łapiemy się na chwilowych "celebrytów rynkowych" albo stosujemy mocno uproszczone myślenie. Najlepszy przykład - gdy zaczął się lockdown polskiej gospodarki, przez kilka dni rosły akcje producentów makaronów. Tacy celebryci przyciągają kapitał młodych inwestorów. Ale bardzo często te wzrosty kończą się równie szybkimi spadkami, bo to przecież nie jest tak, że Polacy będą przez najbliższe lata kupować tylko makaron. 

Zmierzam do tego, że nawet jeśli mamy już swoje upatrzone inwestycje - widzimy spółki, których akcje chcielibyśmy nabyć, czy fundusze, których jednostki chcemy kupić - to nie róbmy tego pochopnie i za wszystkie pieniądze od razu.

Jeśli wydaje mi się, że jakaś branża czy spółka dużo lepiej przetrwa kryzys, to biorę ją na celownik, analizuję, ale mimo wszystko zakupy rozkładam na transze, żeby uzyskać uśrednioną cenę zakupu w dłuższym terminie. Nie zaryzykowałbym teraz "kupowania dołków" na bazie założenia, że w danej spółce czy funduszu mamy moment przełomowy. W szczególności że na razie - o czym już mówiłem - pracujemy w zasadzie na danych archiwalnych, sprzed czasów koronawirusa. Kiedy będziemy mieli w końcu jakieś aktualne dane, to będzie nam dużo łatwiej szacować, jak dane biznesy reagują tak naprawdę na to, co dzieje się w gospodarce. 

Czyli - na razie główną rolę grają emocje i to, co nam się wydaje. O tym, co naprawdę się dzieje w spółkach giełdowych, w dużej mierze dowiemy się dopiero w maju.

Tak, i to poznamy dane wyłącznie za pierwszy kwartał, czyli tylko za część marca, jeśli chodzi o okres epidemii. Wszyscy pracujemy na opóźnionych danych. W tak ekstremalnej sytuacji każdy analityk czy inwestor ma utrudnioną pracę.

Sami widzimy po swoich portfelach, o ile mniej kupujemy, jakie rzeczy omijamy, czego w ogóle być może w tym roku nie kupimy. Ile branż nie będzie miało komu sprzedawać swoich towarów i usług przez najbliższe tygodnie i miesiące. Trochę to paradoksalne, ale czasem więcej widzimy jako konsumenci, niż analizując spółki, które jeszcze nie mogą nic pokazać, bo taki jest system raportowania.

Część osób do poszukiwania nowego miejsca dla swoich pieniędzy zmusza też sytuacja na rynku lokat bankowych. Już wcześniej było kiepsko, a po dwóch obniżkach stóp procentowych trudno w ogóle mówić o jakichkolwiek zyskach w bankach. Spisałem sobie oprocentowanie lokat rocznych w największych bankach w Polsce. PKO BP - maksymalnie 0,5 proc. Pekao - 0,15 proc. Santander - uwaga - 0,01 proc. (czyli każdy tysiąc zł da "na rękę", już po podatku Belki, jakieś 8 gr odsetek za rok). Z drugiej strony ostatni odczyt inflacji to 4,6 proc. - chociaż prognozy mówią, że w kolejnych miesiącach ma być znacznie niższa.

Wydaje mi się, że to jest najlepszy moment, żeby zainteresować polskiego konsumenta obligacjami skarbowymi, które są indeksowane inflacją w dłuższym terminie. Chyba nic tak nie zniechęca do oszczędzania jak to, co będziemy teraz widzieć w ofercie lokat w zestawieniu z inflacją z ostatnich miesięcy. Kontrast bijący po oczach będzie bardzo duży. Szkoda tylko, że od maja również spadnie oprocentowanie obligacji detalicznych.

Może zaczniemy też oszczędzać na dłuższy termin. W Polsce niestety długoterminowa lokata to jest 12-miesięczna... To też jest paradoks. Nawet prezesi banków od lat nie mają bladego pojęcia, jak ten obraz rynku zmienić. Być może zmotywujemy się, gdy zobaczymy, jak kruche jest opieranie się na założeniu, że zawsze będzie tylko lepiej w gospodarce. To jednak przyjdzie z czasem, bo kryzys trzeba najpierw przetrwać tu i teraz.

Szukając naprawdę bezpiecznego miejsca dla oszczędności, ja bym sięgał po obligacje, nawet po obligacje Polskiego Funduszu Rozwoju [na sfinansowanie tarczy finansowej; możliwe, że będą sprzedawane także inwestorom indywidualnym - red.]. Gdyby wyemitowano obligacje, aby ratować polskie firmy, a jeszcze byłyby one korzystniejsze niż obecnie obligacje skarbowe, to wydaje mi się, że tysiące inwestorów z marszu wykorzystałyby tę okazję i ulokowały pieniądze w ramach tej bezpiecznej przystani. Tu, na miejscu w Polsce, inwestując w polską gospodarkę.

Zobacz wideo Mieszkania potanieją przez koronawirusa?
Więcej o:
Komentarze (60)
Jak inwestować w dobie koronawirusa? 'Sporo osób nie dostrzega, jak trudne są warunki'
Zaloguj się
  • makeba1

    Oceniono 30 razy 24

    "Tysiące Polaków odkładają na produktach, o których nie wiedzą wszystkiego"

    A redaktorzy gazety "odkładają" na języku polskim.

  • krowajagoda

    Oceniono 19 razy 19

    Skoro władza przekazała poczcie dane Polaków to myślicie że będzie szanować wasze pieniądze?

  • soap2

    Oceniono 18 razy 18

    Na szczęście większość nie ma żadnego kapitału, a nawet jak coś ma, to w ciągu roku, dwóch to przeje jak straci pracę. Tak że nie widzę problemu...

  • anette444

    Oceniono 17 razy 15

    Zaintrygował mnie tytuł "odkładać Na produktach"... - po jakiemu to-to?

  • zwierz-jerzy

    Oceniono 21 razy 15

    pierdu pierdu, kolejny nawiedzony "szafiarz", blogger itp. Narobiło sie teraz w internecie tych proroków, że hej. Co jeden to mądrzejszy. Giełda w Polsce to jedna wielka ściema, indywidualnych "inwestorów" jest tyle co kot napłakał, reszta to instytucje finansowe, każdy każdego trzyma za gardło, tu nie będzie spektakularnych wzrostów tylko klincz. TFI, OFE i inne muszą mieć płynność więc sprzedają co mają a że tego jest niewiele to i każda większa transakcja na rynku waży. Porady o inwestowaniu w wartość spółek to legendy, w Polsce od lat mało kto wypłaca dywidendę i jakikolwiek zysk generują jedynie spekulacje na kursach i opcjach. Ot i cała mądrość, totolotek i loteria, zabawa dla hazardzistów.

  • dlugi48

    Oceniono 14 razy 12

    Po jakiemu to "Polacy odkładają na produktach..." !? Do cholery, kiedy te pismaki nauczą się pisać po polsku?

  • six_a

    Oceniono 10 razy 10

    czy to jest poradnik , jak stracić resztki pieniędzy.

  • avensis77

    Oceniono 8 razy 8

    Niczego się nie dowiedziałem poza tym, że na wszystkim zapewne stracimy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX