LOT nie porozumiał się ze związkowcami. Ci grożą, że pracownicy przewoźnika będą odchodzić z pracy

PLL LOT podał informację o zawieszeniu rozmów ze związkami zawodowymi w sprawie postojowego. Warunki firmy zostały odrzucone. Związkowcy uważają, że propozycja się zmieniła i grożą, że pracownicy będą odchodzić z pracy.

PLL LOT w zeszłym tygodniu informował o tym, że przedstawił podczas wideokonferencji swoim pracownikom propozycję obniżenia pensji ze względu na trwający kryzys. Celem zarządu, jak informuje spółka, jest utrzymanie wszystkich miejsc pracy, stąd propozycja dość drastycznych obniżek pensji. Dzisiaj - we wtorek 28 kwietnia - LOT wydał komunikat, w którym podaje, że nie doszło do porozumienia ze związkami zawodowymi, które nie zgodziły się obniżenie pensji połączone z gwarancjami zatrudnienia. 

Rozumiemy, że sytuacja, w której znalazły się linie lotnicze może budzić niezadowolenie. Nie mamy wpływu na to, kiedy wznowimy operacje lotnicze, ani jak mocno doświadczą nas skutki pandemii. Tym bardziej nie da się w tej sytuacji zagwarantować niczego, co dotyczy przyszłej sytuacji ekonomicznej LOT-u, ale dążymy do tego, aby w obecnym składzie załogi przetrwać do końca kryzysu. Podobnie jak inne grupy zawodowe czy branże musimy jednak pogodzić się z jego konsekwencjami

- powiedział rzecznik prasowy PLL LOT Michał Czernicki, cytowany w komunikacie.

LOT nie porozumiał się ze związkami ws. m.in. obniżki pensji

Przewoźnik w informacji prasowej podkreśla wielokrotnie, że w odróżnieniu od konkurencji firma dąży do utrzymania miejsc pracy. Dla powodzenia tego planu spółka musi "ograniczyć koszty stałe, w tym koszty płacy dla pracowników, którzy aktualnie nie wykonują żadnych zajęć". Dlatego też pracownikom zaproponowano gwarantowane wynagrodzenie, nawet gdy liczba wypracowanych godzin będzie bliska lub równa zeru. Stewardessy miałyby dostawać świadczenie w wysokości 30 godzin pracy, przy średniej zarobków około 100 zł, a piloci za 20 godzin wartych około 400 zł każda - podaje spółka. 

Stewardessy nawet przy zerowym nalocie otrzymają do prawie 3 700 zł miesięcznie, a najliczniejsi w locie piloci kapitanowie w przedziale od ok. 8 000 do 9 000 zł miesięcznie. Natomiast w przypadku faktycznego przepracowania większej niż minimalna gwarantowana liczba godzin, wypłacone wynagrodzenie będzie odpowiednio wyższe. Oznacza to, że przychody pracowników będą rosły w miarę wznawiania operacji lotniczych

- czytamy w komunikacie. Związki zawodowe są oburzone takim przedstawieniem sytuacji i uważają, że propozycje spółki są nie do zaakceptowania.

Zobacz wideo Budowa CPK nie ruszyła, zarząd zarabia dziesiątki tysięcy. Horała: Nie uważam, żeby to było za dużo.

Związki zawodowe kategorycznie odmawiają obniżki pensji na trzy lata

Według przedstawicieli Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego (ZZPPiL), propozycja nie została odrzucona ze względu na pieniądze, w każdym razie nie do końca. Wszystkie związki, także te personelu naziemnego, zgodziły się na rozwiązania z tarczy antykryzysowej oraz obniżki pensji na rok po zakończeniu okresu wsparcia rządowego. 

LOT jednak przedstawił ostatecznie inne, dodatkowe warunki, które były nie do zaakceptowania przez pracowników - przekazuje w rozmowie z Next.gazeta.pl przewodnicząca ZZPPiL, Monika Żelazik. Wedle jej słów, zarząd zaproponował obniżenie pensji pracowników nie na 12 miesięcy, ale najpierw na trzy lata, a gdy ta oferta została odrzucona, na dwa lata. To zdaniem wszystkich związków - także personelu naziemnego, biorącego udział w negocjacjach - jest nie do przyjęcia, ponieważ, jak twierdzą, nie wiadomo, czy firma w ogóle przetrwa tak długo. Ponadto w propozycjach, jak mówi Monika Żelazik, nie były zawarte gwarancje zatrudnienia, wbrew zapewnieniom PLL LOT, a zarząd miał odrzucić propozycję Programu Dobrowolnych Odejść. 

Jeżeli tak będzie wyglądać pensja, ludzie odejdą z pracy

- mówi Monika Żelazik.

Kością niezgody są więc także wynagrodzenia, a nie tylko czas, na jaki mają zostać obniżone. LOT miał przedstawić obniżkę pensji zasadniczej o 40 proc., podczas gdy mniej więcej połowę wynagrodzenia personelu pokładowego i lotniczego stanowią składniki zmienne. W przypadku braku lotów ta druga część pensji z zasady jest równa zeru.

Jak uważa przewodnicząca ZZPPiL, trudno zaakceptować warunki drastycznego obniżenia pensji na rok, a co dopiero dwa lata z rzędu. Wyjaśnia, że kwoty, o których pisze LOT, to pensja brutto, a personel pokładowy musi w jej ramach przygotować się do lotu - elementy wyposażenia, czyli m.in. odpowiednie ubrania opłaca z własnej pensji. - Za tę pensję nie opłaca się przychodzić do pracy - mówi Monika Żelazik.

Przewodnicząca ZZPPiL podaje dla przykładu szefową pokładu Dreamlinera, która jest wysoko wykwalifikowanym pracownikiem, znającym kilka języków i po obniżce miałaby otrzymywać 2600 zł na rękę. Monika Żelazik twierdzi, że związki przyglądają się rozwiązaniom w innych liniach lotniczych oraz spółkach skarbu państwa i starają się wypracować realistyczne propozycje. 

Wszyscy jesteśmy zwarci, by tę spółkę uratować, ale nie w perspektywie trzech lat. Bo jeśli latania nie będzie przez rok, to tej spółki nie będzie za dwa lata. Nie widzimy sensu podpisywać abstrakcyjnych umów, nikt z nas nie wie, co będzie na jesieni. Niejasne są intencje zarządu.

- dodaje przewodnicząca ZZPPiL.