Oto jak tąpnie polski PKB. Takiego załamania w gospodarce nie mieliśmy od prawie 30 lat [WYKRES DNIA]

Maria Mazurek
Pandemia koronawirusa zakończy niemal trzy dekady nieprzerwanego wzrostu gospodarczego w Polsce. Spodziewają się tego duże międzynarodowe instytucje ekonomiczne, krajowi eksperci, a także sam rząd. W przyszłym roku ma czekać nas odbicie, ale zanim nastąpi, zaliczymy pierwszą od 1991 roku recesję.

Ostatni rok ze spadkiem PKB Polska zanotowała prawie 30 lat temu - w 1991 roku. Od tamtej pory mamy nieprzerwany wzrost. Tak też wygląda to w danych Głównego Urzędu Statystycznego, które obejmują okres od połowy lat 90. Gospodarka Polski rosła, kiedy na świecie szalał poprzedni globalny kryzys finansowy i w czasie kryzysu długu w Europie, który pogrążał południowe państwa naszego kontynentu. Tym razem będzie zupełnie inaczej, co potwierdził właśnie oficjalnie rząd. 

Rząd szacuje spadek PKB - pierwszy od początku lat 90. XX wieku

Rada Ministrów przyjęła aktualizację programu konwergencji (APK). To dokument, który co roku, do końca kwietnia, wysyłamy do Komisji Europejskiej i Rady UE. Na jego podstawie - tak jak inne państwa członkowskie UE - dostajemy wytyczne dotyczące przyszłorocznego budżetu. Plan zawiera prognozy dotyczące gospodarki i finansów. I jeśli chodzi o gospodarkę, to rząd spodziewa się mocnego jej skurczenia. PKB ma według prognoz spaść w tym roku o 3,4 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Tak wygląda to na wykresie pokazującym ostatnich 20 lat. 

Polski PKB spadnie w tym roku pierwszy raz od prawie 30 lat.Polski PKB spadnie w tym roku pierwszy raz od prawie 30 lat. Źródło danych: GUS, APK, MFW

W tym kryzysie nie zostaniemy zieloną wyspą. Ale też jest on inny niż ostatnie globalne załamanie gospodarcze. Z jednej strony, sektor bankowy jest bezpieczny - to dobrze. Z drugiej, nie dostajemy wyłącznie rykoszetem. W kryzysie z lat 2008-2009 Polska ucierpiała w relatywnie niewielkim stopniu, ale tym razem strat nie unikniemy. Nasza gospodarka, w wyniku decyzji dotyczących izolacji społecznej, w dużej części stanęła, na przynajmniej kilka tygodni. Nie wiadomo, jak długo potrwa jej odmrażanie ani jak będzie po nim funkcjonować, bo to, że szybkiego powrotu do przedkoronawirusowej rzeczywistości nie będzie, wydaje się być oczywiste (o ile w ogóle będzie to powrót do tego, co było, co też jest wątpliwe). 

Konsumpcja, eksport, inwestycje - wszystko siądzie

Jak to ma wyglądać w szczegółach? Rząd przede wszystkim zakłada, że "ograniczenia składające się na ogólnospołeczną kwarantannę istotne dla funkcjonowania gospodarki będą znoszone w maju" - na tym założeniu buduje swój scenariusz. To luzowanie już się zaczęło, od 4 maja zniesionych zostanie m.in. część ograniczeń w handlu. W dokumencie pojawia się jednocześnie zastrzeżenie, że zniesienie restrykcji nie oznacza od razu powrotu do tego, co było wcześniej, a "walka ze skutkami epidemii będzie długotrwała". 

Spadnie konsumpcja prywatna - ograniczamy wydatki, teraz przede wszystkim dlatego, że nie ma możliwości robienia zakupów takich, jak wcześniej. W kolejnych miesiącach może do tego dojść spadek dochodów - część firm tnie wynagrodzenia i/lub zatrudnienie. Rząd dodaje, że konsumpcja spadnie "mimo utrzymania wzrostu realnych dochodów do dyspozycji", co sprawi, że będą rosnąć oszczędności, ale też z drugiej strony przyznaje, że sytuacja na rynku pracy się pogorszy. Ogółem ten silnik napędowy gospodarki - konsumpcja prywatna - ma spaść o 3 proc. 

Nie tylko ten silnik ma problemy. Obniży się aktywność inwestycyjna, przede wszystkim w sektorze prywatnym, ogółem inwestycje mają spaść o ponad 11 proc. Zmniejszy się też eksport (o 7 proc.) - popyt zagraniczny silnie spadnie. Rząd zakłada, że PKB w krajach unijnych, czyli naszych głównych rynkach eksportowych, spadnie o 5,1 proc. Na zachodzie Europy tąpnięcie gospodarcze widać zresztą już teraz. Z danych za pierwszy kwartał, opublikowanych 30 kwietnia przez Eurostat, wynika, że PKB w strefie euro spadł najmocniej w historii. Z drugiej strony, popyt spadnie też w kraju, co sprawi, że silniej obniży się import (o 9,7 proc.), "w efekcie pozytywny wkład we wzrost PKB powinien zachować eksport netto" - pisze rząd w aktualizacji programu konwergencji

Inni bardziej pesymistyczni

Ministerstwo Finansów spodziewa się, że w tym roku PKB spadnie o 3,4 proc., to poziom zbliżony do średniej oczekiwań, ale na tle niektórych innych prognoz jest dość optymistyczny. Na przykład Międzynarodowy Fundusz Walutowy na ten moment zakłada, że polska gospodarka skurczy się o 4,6 proc. Ekonomiści ING BSK prognozują recesję na poziomie 4,5 proc., Pekao SA na 4,4 proc., mBank spadek o PKB o 4,2 proc., a PKO BP o 3,5 proc. Są też prognozy mniejszej recesji, na przykład agencja ratingowa S&P jak na razie sądzi, że będzie to 2 proc. Wszystkie te oczekiwania jednak obarczone są sporym ryzykiem - zbyt wiele w sytuacji pandemii jest niewiadomych.

Od samego spadku ważniejsze zapewne będzie, w jaki sposób polska gospodarka się odbije. Większość ekspertów skłania się do opinii, że nie ma co liczyć na szybkie i mocne odrabianie strat. Ekonomiści obrazowo wykorzystują do tego litery alfabetu. Nie będzie więc odbicia od dołka w kształcie litery V. Czeka nas raczej wolniejsza poprawa, na przykład w kształcie litery U. Rząd w opisywanym tutaj dokumencie nie podaje dokładnie, jak szybko odbijemy, pisze jedynie, że "oczekuje się, że w całym 2021 r. tempo wzrostu PKB powinno przekroczyć tempo spadku z tego roku". 

Zobacz wideo „Najpóźniej jesienią nastąpi drugie uderzenie związane z kryzysem finansowym”