Tak słabych danych o aktywności w polskim przemyśle jeszcze nie było. Indeks PMI najniżej w historii

W kwietniu polski przemysł stanął - tak wynika z odczytu wskaźnika, który mierzy aktywność w tym sektorze. Zanurkował on mocniej niż się spodziewano, jest niżej niż w strefie euro i Wielkiej Brytanii. Pojawia się za to nadzieja, że teraz może być tylko lepiej.

W kwietniu polski przemysł stanął - tak wynika z najnowszego odczytu wskaźnika PMI. Spadł on do poziomu 31,9 pkt z 42,4 w marcu (który też był dramatycznym miesiącem) - mocniej niż oczekiwali ekonomiści. Jest tym samym nie tylko najniżej w historii tych badań, czyli od czerwca 1998 roku, ale zaliczył także rekordowo duży spadek - o 10,5 pkt. Do tej pory najniższy PMI zanotowaliśmy w grudniu 2008 roku, w czasie światowego kryzysu finansowego, ale był on i tak lepszy niż teraz i wyniósł 38,3 pkt. 

Gwałtowny spadek produkcji oraz osłabienie popytu wywołane obostrzeniami społecznymi wprowadzonymi w Europie i na całym świecie w celu zwalczania pandemii koronawirusa, spowodowały zapaść w polskim sektorze wytwórczym

- mówi Trevor Balchin, ekonomista IHS Markit, firmy, która wylicza wskaźnik PMI.

Koronawirus przydusił polski przemysł. Indeks PMI rekordowo nisko

Jak zaznacza IHS Markit, spadek produkcji, nowych zamówień i eksportu był bezprecedensowy, a tempo spadku zatrudnienia bliskie rekordu z kwietnia 1999 roku. Byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie rekordowe opóźnienia w dostawach. Zwykle interpretuje się je poniekąd pozytywnie - jeśli są opóźnienia, to znaczy, że producenci mają tak wiele zamówień, że nie nadążają z ich realizacją, tym razem oczywiście przyczyny takiej sytuacji są inne - z powodu ograniczeń wprowadzonych w czasie pandemii zakłócone lub przerwane zostały łańcuchy produkcyjne.

"Prawdziwą skalę kryzysu w sektorze wytwórczym lepiej odzwierciedlały odczyty wskaźników produkcji i nowych zamówień, które stanowią 55 proc. wagi PMI. Oba indeksy zarejestrowały w kwietniu rekordowo niskie wartości, sygnalizując bezprecedensowe na tle badań historycznych tempo spadku" - zaznacza IHS Markit w komunikacie. Wskaźnik produkcji spadł, bo wiele fabryk zawiesiło działalność, a nowych zamówień brakuje także z zagranicy. Mocno obniżyła się też liczba nowych miejsc pracy. W tym samym czasie koszty produkcji się nie obniżały, a wręcz przeciwnie, choć rosły one najwolniej od trzech miesięcy. 

To sprawia, że polscy producenci bardzo ponuro patrzą na najbliższych 12 miesięcy - ich prognozy są najgorsze w historii badań.

Wskazówka dla PKB?

Polski PMI jest niżej niż odczyt dla części krajów naszego regionu jak Czechy (35,1 pkt.) czy Węgry (33,6 pkt.) i niżej niż zbiorczy odczyt dla strefy euro (33,6 pkt) - choć dane dla Włoch, Grecji i Hiszpanii są jeszcze gorsze.

Co mówi nam to o stanie polskiej gospodarki? Odczyty indeksu PMI są uważnie obserwowane przez ekonomistów. To jeden z tak zwanych wskaźników wyprzedzających. Powstaje w oparciu o ankiety wśród kadry kierowniczej ponad 200 firm produkcyjnych, dobranych w oparciu o udział w PKB i poziom zatrudnienia. Zazwyczaj ruchy indeksu PMI wyprzedzają oficjalne dane GUS o produkcji przemysłowej, a ona z kolei ma duże przełożenie na informacje tym, jak mocno rośnie lub spada produkt krajowy brutto. 

Zobacz wideo „Najpóźniej jesienią nastąpi drugie uderzenie związane z kryzysem finansowym”

"Historyczne korelacje sugerują głęboki spadek PKB w 2q20 [drugim kwartale tego roku - red.]. Warto przy tym dodać, że pogorszenie koniunktury w gospodarce jest prawdopodobnie głębsze niż wskazania PMI, ze względu na niezwykle trudną sytuację jednostek usługowych" - piszą ekonomiści PKO BP w komentarzu do danych. Na informacje dotyczące drugiego kwartału jeszcze długo będziemy musieli poczekać - wciąż przed nami odczyt za pierwszy kwartał (GUS poda go 15 maja). 

Wiadomo jednak, że zobaczymy głęboki spadek. Szef Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys w poniedziałkowej rozmowie w radiu TOK FM stwierdził, że spadek PKB w drugim może wynieść 10-15 proc. w ujęciu rok do roku. Cały obecny rok także według prognoz będzie na minusie. Rząd spodziewa się spadku PKB o 3,4 proc., ale są tacy, którzy mają bardziej ponure oczekiwania. Na przykład Polski Instytut Ekonomiczny opublikował dwa scenariusze, w pesymistycznym PKB spadnie o 7 proc., ale i optymistyczny jest gorszy niż założenia Ministerstwa Finansów i zakłada recesję na poziomie 4 proc. 

W tym wszystkim można mieć cień nadziei - że powinno zaczynać się odbicie, co podkreślają ekonomiści Pekao SA, pisząc na swoim twitterowym profilu tak: "Łatwo w nawale złych informacji i rekordowo niskich wskaźników koniunktury zapomnieć, że najniższy poziom aktywności ekonomicznej mamy już za sobą. Miało to miejsce w połowie kwietnia. Teraz powinno być coraz lepiej. W jakim tempie i o ile lepiej - tego wciąż nie wiemy".