Koronawirus i małe sklepy. Klienci nie wpadają już tylko po piwo, ale to nie oznacza sukcesu

Kwarantanna przyniosła małym sklepom to, czego nie udało się ograniczeniom związanym z handlem w niedzielę - klienci zaczęli częściej robić w nich codzienne zakupy spożywcze, a nie tylko wpadać po piwo, wódkę czy papierosy.
Zobacz wideo Jak głęboki będzie kryzys? Ocenia prezydent Poznania

Politycy obwieszczają wszem i wobec, że małe sklepy są głównymi wygranymi ostatnich dwóch miesięcy. Wydaje się jednak, że takie generalizowanie jest uogólnieniem na wyrost i nie oddaje pełnej sytuacji wszystkich sklepów małoformatowych, czyli takich do 300 mkw. powierzchni.

Koronawirus. Małe sklepy wygranymi? 

W ostatnich siedmiu tygodniach, które wielu Polaków w związku z epidemią koronawirusa spędziło w domach, łączne obroty sklepów małoformatowych do 300 mkw. wzrosły o około 6 proc. w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej, jak podaje Centrum Monitorowania Rynku (CMR). I to pomimo, że liczba transakcji spadła o prawie 30 proc., do czego przyczyniła się z jednej strony ostrożność i ograniczenie do minimum wyjść z domu (czyli robienie zakupów rzadziej, ale większych, na kilka dni), a z drugiej brak okazji do szybkich i krótkich wizyt w sklepach, często po drodze do lub ze szkoły czy pracy, w celu kupienia np. napoju, przekąski czy dania gotowego.

Gdy jedni detaliści zyskiwali, inni jednak tracili, a obrazek wcale nie jest taki kolorowy. Dziennikarze serwisu HandelExtra.pl porozmawiali z kilkoma właścicielami małych placówek handlowych. Podstawowe pytanie, jakie im zadaliśmy, brzmiało: Czy czujecie się wygranymi czy przegranymi w dobie koronawirusa?

- Inaczej na to pytanie odpowiedziałabym na początku pandemii, a inaczej teraz - przyznaje Krystyna Skupień, prowadząca dwa małe sklepy w Andrychowie. Początkowo bowiem, gdy mocno ograniczona była praca marketów, klienci robili w jej sklepach większe zakupy, choć dokonywali ich rzadziej. Utargi co prawda nie wzrosły, ale udało się je utrzymać na zadowalającym poziomie. - Przez 3-4 tygodnie mieliśmy komfort psychiczny - przyznaje.

Rozpoczął się dramat

Teraz jednak, gdy zwiększono dopuszczalne limity liczby osób w placówkach handlowych, klienci znów ruszyli do marketów, tym bardziej, że np. Auchan zaczęło się reklamować podkreślając, że hipermarkety - ze względu na swoją powierzchnię - są najbezpieczniejszym miejscem zakupów. Swoje zrobiły też głośne akcje reklamowe dyskontów, np. gigantyczne promocje na piwo przed majówką w Lidlu i Biedronce. 

- Teraz, w połowie maja, u nas jest już dramat - przyznaje detalistka. Do tej pory głównymi klientami jej sklepów byli pracownicy okolicznych fabryk, które wciąż są zamknięte. To np. pracownicy zakładów metalowych przychodzili tu rano i kupowali sobie jedzenie na cały dzień, aby po skończonej pracy zrobić zakupy do domu. Dodatkowo nie działa pobliski ośrodek zdrowia, również przyciągający klientów. 

- Jestem na równi pochyłej. W kwietniu obroty spadły mi aż o 14 proc., boję się, że w maju będzie jeszcze gorzej - mówi Skupień.

Próbuje więc ratować firmę jak może. Nie kwalifikuje się jednak do postojowego ani do dofinansowania z tytułu tarczy antykryzysowej. Złożyła do ZUS-u wnioski o zwolnienie ze składek. Stara się o refundację za osobę, którą wzięła do pracy z bezrobocia, a także od PFRON-u za pracownicę z orzeczoną niepełnosprawnością.

Co więcej, musi płacić składki za uczniów, którzy nie przychodzą na praktyki z racji zamknięcia szkół. - Niestety, w urzędach jest ogromne zamieszanie, nie ma gotowych druków, jest odsyłanie od jednej osoby do drugiej - żali się przedsiębiorczyni. - Wszelkie działania pomocowe dla firm, w szczególności takich małych, jak moje, powinny być maksymalnie uproszczone - podkreśla.

Wyczekuje więc uruchomienia pobliskich zakładów pracy, a także letnich temperatur. Wtedy to aktywizują się mieszkańcy pobliskich osiedli, którzy w hurtowych wręcz ilościach zaczynają kupować lody i napoje. Przynajmniej tak było w poprzednich latach.

U nas jest dobrze

Przykład Krystyny Skupień jasno pokazuje, jak ważna jest lokalizacja w handlu. Zdecydowanie odmienne obserwacje ma bowiem Andrzej Deryło, właściciel również dwóch małych sklepików, ale działających przy jednej z głównych ulic Warszawy. Teraz jego klientami są mieszkańcy okolicznych kamienic, przed pandemią do obrotów przyczyniali się też studenci Szkoły Głównej Handlowej oraz pracownicy biur.

- Mimo że odeszła mi - mam nadzieję, że chwilowo - spora grupa klientów, to sprzedaż mam na satysfakcjonującym poziomie. Nie chciałbym, żeby to źle zabrzmiało, ale jak na razie na pandemii wychodzę naprawdę dobrze - przyznaje.

Jak to możliwe? Klienci przychodzą do jego sklepików po kompleksowe zakupy, a nie impulsowe, jak dotychczas. To powoduje znacząco większy koszyk zakupowy.         

Obserwacje te znalazły już odzwierciedlenie w badaniach. Centrum Monitorowania Rynku obserwuje co tydzień, co się dzieje w sklepach małoformatowych w związku z epidemią i kolejnymi rozporządzeniami. - Faktycznie jest trochę tak, że w ostatnich tygodniach ludzie częściej kupują w sklepach małoformatowych takie rzeczy, których nie kupowali do tej pory, mimo że spada sprzedaż kategorii impulsowych - analizuje Elżbieta Szarejko z CMR.

Ile klienci wydawali średnio w "małych" sklepach i które kategorie tam traciły na popularności? Czytaj dalej na TUTAJ

Artykuł został przygotowany przez redakcję miesięcznika Handel i portalu Handel Extra. Więcej informacji o branży FMCG i handlu na stronie: www.handelextra.pl.

Więcej o:
Komentarze (40)
Koronawirus i małe sklepy. Klienci nie wpadają już tylko po piwo, ale to nie oznacza sukcesu
Zaloguj się
  • kamuimac

    Oceniono 34 razy 20

    Ciekawy artykuł - bo majacy sie nijak do doświadczen moich i moich znajomych . od mniej wiecej 2 miesiecy nie kupujemy absolutnie nic w małych sklepach - wyłacznie spore zakupy raz na dwa tygodnie w hipermarkecie - a potem do lodówki i do wyczerpania do nastepnych zakupów. odpadło jedzenie na miescie i zamawianie żarcia do domu .

    no ale widocznie jesteśmy dziwni :) i w przeciwienstwie do suwerena głosujacgo na pis przejmujemy sie ryzykiem tego że sie możemy zarazić.

  • true_lysander

    Oceniono 14 razy 14

    Pomidory malinowe - Dyskont z owadem - 8.50pln/kg, sklep z płazem pod blokiem - 24pln/kg :-/

  • krynolinek

    Oceniono 22 razy 14

    Co tam sklepy... ważne że kościoły mają się dobrze. Proponuję zbudować ich jeszcze więcej!

  • lablabi

    Oceniono 12 razy 8

    Model biznesowy małych sklepów w Polsce-papierosy,małpka,browar.A ja bym chciał jak we Francji,u Niemców-na wsi,na osiedlach małe sklepy z serami,pieczywem,dobrymi wędlinami,ciastem itp.No i oczywiście znakomicie zaopatrzone warzywniaki.Ale to za trudne.

  • zytkaa

    Oceniono 6 razy 6

    Morał z tego taki, że przedtem kupowaliśmy więcej niż potrzebowaliśmy.

  • jaleros

    Oceniono 8 razy 6

    Jest tylko jeden malutki problem z małymi sklepikami.
    Zestaw spożywczych artykułów kupiłem ostatnio raz z przymusu niedzielnego w małym sklepiku. Wyszło o 50% drożej niż w dużym sklepie na środku osiedla (żaden dyskont).
    To ma być taka dodatkowa polityka socjalna wyłączona z budżetu państwa?

  • fctheduck

    Oceniono 6 razy 6

    Na pewno niedługo Du_pa przyjedzie do Pani sklepu i pokaże jak ceny spadły. Cierpliwości, trzeba tylko wywiesić baner "wyprzedaż, likwidacja sklepu".

  • glupota_g.pl

    Oceniono 12 razy 6

    To jest taka już norma. Jak się nasza "wadza" chwali, że się komuś wiedzie, albo klaszcze ku jego chwale, to znaczy, że ten ktoś jest w czarnej d....
    Unikajcie jak ognia uścisków Du*y, Mateusza, oklasków ministra z podkrążonymi oczami i jeszcze wielu innych.

  • ltte

    Oceniono 8 razy 4

    Pandemia popsuła hipermarkety. Pozostał tylko badziew, który od zawsze zalegał im na półkach. A ten towar, co się sprzedawał, to albo go nie ma, albo jest o 50% droższy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX