Rekord zakażeń koronawirusem w Polsce. Współczynnik R na poziomie z lockdownu [WYKRES DNIA]

W czwartek Ministerstwo Zdrowia poinformowało o dobowym rekordzie zakażeń koronawirusem w Polsce - 1136 nowych przypadkach. Współczynnik reprodukcji R, mówiący o tym, czy epidemia się rozwija czy "zwija", wynosi już prawdopodobnie ponad 1,3 - najwyższej od kwietnia. Bezpieczny poziom to poniżej 1.

Sytuacja epidemiczna w Polsce sprawia, że niestety można wręcz żonglować przeróżnymi rekordami albo przynajmniej najbardziej alarmującymi wynikami od kilku miesięcy. W czwartek Ministerstwo Zdrowia doniosło o dobowym rekordzie nowych zakażeń - 1136, ale zanosiło się na niego już od dawna. Ba, wszak poprzedni rekord (1002 przypadki) przetrwał raptem kilka dni.

Za nami także najgorszych siedem dni pod względem liczby zakażeń. Oczywiście szybko rośnie także liczba aktywnych przypadków - obecnie to blisko 14,3 tys., o ponad 3 tys. więcej niż jeszcze 10 dni temu. To wprawdzie wciąż sporo mniej niż pod koniec sierpnia (ponad 18,5 tys.), ale wówczas obowiązywała jeszcze inna strategia - do zwolnienia z izolacji osoby zakażonej był konieczny negatywny wynik testu na koronawirusa. Dziś wystarczy, że dana osoba nie ma objawów po 10 dniach (od wykonania testu, który dał pozytywny wynik).

Najwięcej osób od kwietnia jest na kwarantannach. Choć liczba osób wymagających hospitalizacji jest w ostatnich tygodniach raczej stabilna (około 2 tys.), podobnie jak liczba respiratorów w użyciu (ok. 80-90), to niestety w ostatnich dniach sporo osób zakażonych koronawirusem umiera. W ciągu ostatnich siedmiu dni to łącznie 116 osób, najwięcej od ponad czterech miesięcy. 

Co ważne, liczba osób hospitalizowanych i wymagających pomocy respiratora - oprócz tego, że jest wciąż stabilna - to jest także znacząco niższa od łącznych możliwości polskiego systemu ochrony zdrowia. Łącznie łóżek dla osób chorych mamy w Polsce obecnie 6,5 tys. (a minister zdrowia Adam Niedzielski zapewnia, że szybko można ich liczbę zwiększyć do 8-10 tys.), a respiratorów ok. 400. 

Współczynnik reprodukcji R najwyższy od kwietnia

Rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz tłumaczył w czwartek, że do obecnych liczb nowych przypadków koronawirusa należy się przyzwyczaić. W podobnym tonie kilka dni temu wypowiadał się minister Niedzielski i wiceminister Waldemar Kraska. Wszyscy tłumaczą, że przyrost zakażeń to efekt większej liczby kontaktów społecznych, apelują także o dyscyplinę w przestrzeganiu reżimu sanitarnego. 

Andrusiewicz mówił także, że nie ma większych ognisk zakażeń, raczej wiele rozdrobnionych, a zakażenia raczej przebiegają łagodnie. 

Niemniej - epidemia w Polsce zdecydowanie się nie zwija, a wręcz rozwija. Świadczy o tym nie tylko wzrost liczby zakażonych, ale także wartości wskaźnika reprodukcji koronawirusa R. Według wyliczeń Adama Gapińskiego, który publikuje na Twitterze symulacje wartości współczynnika, wynosi dla Polski obecnie ok. 1,33. Gwoli przypomnienia, wskaźnik R mówi, ile jedna osoba z koronawirusem zakaża przeciętnie kolejnych osób. 'R' pokazuje więc także dynamikę epidemii. Jeśli jest poniżej 1, epidemia wygasa. Im bardziej jest z kolei powyżej 1, w tym szybszym tempie epidemia postępuje. I tym większe ryzyko, że niczym bomba z opóźnionym zapłonem, w końcu epidemia wybuchnie tak, że jej opanowanie będzie bardzo trudne i kosztowne.

embed

Wartość 1,33 - to średnia dla ostatnich siedmiu dni - to najwyższy odczyt współczynnika R od Wielkanocy (od pierwszej połowy kwietnia). Podobne dane wskazuje symulator przygotowany przez Uniwersytet Humboldtów w Berlinie. Jego ostatnie wskazanie współczynnika R dla Polski to 1,22, ale jest to wartość z 19 września, gdy podobną wartość wskaźnik przyjmował też według modelu Gapińskiego. Do momentu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi z Ministerstwa Zdrowia co do wartości współczynnika R według jego ekspertów.

Bazując na wyliczeniach Gapińskiego, wskaźnik reprodukcji SARS-CoV-2 powyżej 1 mają wszystkie województwa w Polsce - co obrazowo widać na poniższej grafice autorstwa Piotra Tarnowskiego. Najwyższy - ok. 1,7-1,85 - mają obecnie województwa lubelskie, łódzkie, lubuskie i opolskie.

embed

Żeby nie było wątpliwości - 'R' to żadna "wyrocznia" w tym sensie, że prognozuje pewny, dramatyczny rozwój epidemii. Niemniej wyliczany m.in. na podstawie liczby aktywnych przypadków wskaźnik alarmuje, że sytuacja się pogarsza i warto przedsięwziąć pewne kroki. Poprzednio gdy 'R' zaczął rosnąć na przełomie lipca i sierpnia, Ministerstwo Zdrowia zdecydowało o powrocie obostrzeń w części powiatów z największą liczbą zakażeń w przeliczeniu na liczbę mieszkańców (lista żółtych i czerwonych stref jest aktualizowana co tydzień, najnowszą resort właśnie opublikował).

Wówczas wskaźnik 'R' zaczął spadać. Teraz znów rośnie, co jest związane przede wszystkim z powrotem wielu osób do w miarę normalnej aktywności po okresie wakacji (dzieci wróciły do szkół, dorośli do pracy po wczasach itd.). Na razie rząd nie zapowiada wprowadzania dalej idących restrykcji w żółtych i czerwonych powiatach ani w całym kraju, ale jeśli liczba przypadków koronawirusa, a za nią wskaźnik reprodukcji, będą dalej rosły, zapewne jakieś decyzje będą musiały zostać podjęte. Obostrzenia związane m.in. z liczebnością zgromadzeń i spotkań rodzinnych, liczbą osób w restauracjach, godzinami otwarcia barów czy ostrzejszymi regułami noszenia maseczek przywracane są w kolejnych krajach lub regionach.

Jeżeli osiągnie on [współczynnik R - red.] wartość 1,2-1,3, sytuacja epidemiologiczna stanie się znowu bardzo poważna, a liczba osób zarażonych będzie gwałtownie rosnąć i staniemy ponownie przed dramatyczną decyzją, czy nie skierować do domów dużą część społeczeństwa, zamknąć szkoły, uczelnie, restauracje, salony fryzjerskie itd.

- pisał w maju prezes Polskiej Akademii Nauk, biochemik prof. Jerzy Duszyński.

Dane opisane w artykule pochodzą m.in. z raportów podawanych przez Ministerstwo Zdrowia. Autorem zbioru danych jest Michał Rogalski.

Zobacz wideo Polska w ogonie Europy pod względem leczenia alergii – z 12 mln osób chorych odczula się tylko 20 proc. Brak leczenia zwiększa ryzyko zachorowania na COVID-19