Koronawirus. Ministerstwo Zdrowia: Spadła liczba zajętych respiratorów [MONITORUJEMY SYTUACJĘ]

Rośnie liczba zajętych łóżek dla pacjentów chorych na COVID-19. Spadła z kolei liczba zajętych respiratorów. Ile jeszcze ich zostało? Zaglądamy do statystyk prezentowanych przez Ministerstwo Zdrowia.
Zobacz wideo Morawiecki: Krok za tą granicą jest tylko narodowa kwarantanna, czyli całkowity lockdown

Codzienny raport o epidemii koronawirusa w Polsce został opublikowany na Twitterze Ministerstwa Zdrowia. Wynika z niego, że we wszystkich szpitalach w kraju jest łącznie 28 010 łóżek dla pacjentów chorych na COVID-19 a 19 114 z nich jest zajętych (o 460 więcej niż dnia poprzedniego). Oznacza to, że wolnych jest 31,77 proc. łóżek zarezerwowanych dla pacjentów zakażonych koronawirusem.

Resort Adama Niedzielskiego informuje także, że w całym kraju dostępnych jest 2144 respiratorów, a 1615 z nich jest zajętych (to spadek o 10 względem poprzedniej doby). Z ministerialnych statystyk wynika więc, że wolnych jest 24,68 proc. respiratorów przeznaczonych dla pacjentów "covidowych". 

Premier i minister zdrowia przestrzegali przed narodową kwarantannąNowe obostrzenia. Minister zdrowia mówi o możliwej narodowej kwarantannie

Ministerialne statystyki a rzeczywistość. Lekarze muszą decydować, kogo podpiąć do respiratora

Dane z Ministerstwa Zdrowia mogą nie być zgodne ze stanem faktycznym. Mówił o tym m.in. immunolog dr Paweł Grzesiowski, który wskazywał, że liczby prezentowane przez resort Adama Niedzielskiego "są tylko na papierze". O tym, że polski system ochrony zdrowia stoi nad przepaścią, świadczą także relacje medyków, którzy walczą na pierwszym froncie. Prof. Krzysztof Simon mówił 3 listopada, że sam musiał już trzy razy podjąć decyzję o tym, który z pacjentów zostanie podłączony do respiratora, a który nie.

- To jest tragiczna rzecz, bo człowiek pracuje 40 lat i będzie walczył o każde życie. Ale nie mając do dyspozycji respiratora, podjęliśmy decyzję, że osoby z chorobami współistniejącymi nie kierujemy na OIT, z uwagi na fakt, że jakiekolwiek leczenie na tym oddziale zakończy się zgonem. Wysyłamy na to miejsce osobę, która rokuje to, że terapia okaże się skuteczna - powiedział w rozmowie z TVN24 prof. Simon, zaznaczając, że tego typu sytuacje zdarzają się co kilka dni.

Protesty po decyzji TKDr Grzesiowski: Pandemią nie można przykryć działań przeciwko prawom człowieka