Lekarze alarmują o nowej fali koronawirusa w Polsce. Dane nie pozwalają odetchnąć [WYKRES DNIA]

Lekarze zaczynają alarmować o zwiększonej liczbie chorych na COVID-19 w Polsce. Statystyki Ministerstwa Zdrowia na razie nie wskazują na ewidentny skok liczby chorych, natomiast z pewnością nie można mówić o tym, że sytuacja jest pod kontrolą.
W statystyce wychodzą nam święta i okres okołoświąteczny. Siedzieliśmy w domach, ale nie swoich i spotkaliśmy się z rodziną, ale odległą. Jesteśmy mistrzami świata w oszukiwaniu samych siebie

- mówi w rozmowie z PAP prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych dr Michał Sutkowski.

Już obserwujemy wzrost liczby zakażeń i zgonów na COVID-19 po okresie świąteczno-noworocznym i jesteśmy tym trochę przerażeni. Mamy coraz więcej pacjentów napływających i to na pewno kwestia świąt. Jeśli za tydzień będzie 28-30 tysięcy zakażonych dziennie, objawowych, to czeka nas lockdown. Służba zdrowia tego nie wytrzyma

- komentuje z kolei prof. Krzysztof Simon w rozmowie z rp.pl. 

Prof. Simon o wzroście zakażeń po świętach: Służba zdrowia tego nie wytrzymaProf. Simon o wzroście zakażeń po świętach: Służba zdrowia tego nie wytrzyma

Epidemia w Polsce nie wygasa

6 stycznia wraz ze Świętem Trzech Króli zakończył się ostatecznie okres świąteczno-noworoczny - pełen obaw o to, czy wzmożone rodzinne spotkania przyniosą kolejną wysoką falę koronawirusa w Polsce.

Tym bardziej że zapewne i w Polsce grasuje już nowa mutacja koronawirusa, charakteryzująca się znacznie wyższą zakaźnością. Eric Feigl-Ding, amerykański epidemiolog, wylicza, że nowy wariant koronawirusa dodaje ok. 0,4-0,7 do współczynnika reprodukcji R (czyli wskaźnika pokazującego, ilu przeciętnie kolejnym osobom jedna zakażona osoba przekazuje koronawirusa).

Na razie nie widać w statystykach dramatycznego skoku liczby nowych zakażeń, ale rzeczywiście dane są mocno "niepewne", szczególnie biorąc pod uwagę możliwe wahania związane z dniami świątecznymi.

Przykładowo, w czwartek - dzień po świątecznym 6 stycznia - Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 186 osobach zmarłych, choć w poprzednich dniach w połowie tygodnia informowało raczej o 300-500 śmierciach. Możliwe (choć oby nie!), że mamy tu do czynienia z efektem podobnym do weekendowego, gdy w niedziele czy poniedziałki resort zdrowia informuje o kilkudziesięciu nowych zgonach, by już w kolejnych dniach pokazywać znacznie wyższej liczby. To efekt opóźnień w raportowaniu danych - śmierci z dni świątecznych czy weekendowych są wykazywane sukcesywnie w statystykach z kilku kolejnych dni. Na przykładzie danych z ostatniego miesiąca - znacznie niższe liczby osób zmarłych widać dzień po dniu weekendowych czy dniu świątecznym.

embed

Wracając do meritum - na pewno w danych epidemicznych widać stabilizację na niebezpiecznie wysokim poziomie. "Niebezpiecznie wysokim" - bo jak tłumaczył niedawno minister zdrowia Adam Niedzielski, start nowej fali z poziomu około 10 tys. zakażeń dziennie i kilkunastu tysięcy zajętych łóżek szpitalnych to recepta na scenariusz jeszcze dramatyczniejszy od jesiennego, gdy sytuacja (licząc liczbą zakażeń, osób zmarłych czy zajętych łóżek i respiratorów) była kilkukrotnie lepsza od obecnej.

Stąd rządowe decyzje o "narodowej kwarantannie" i zapowiedzi prawdopodobnego przedłużenia obecnych restrykcji. O tym, że to teraz najbardziej możliwy wariant, mówił w czwartek rzecznik rządu Piotr Müller w programie "Tłit" Wirtualnej Polski. Choć teoretycznie - według "rozpiski" z listopada 2020 r. - obecny poziom zakażeń uprawniałby rząd nawet do wprowadzenia na terenie całego kraju żółtej strefy. Ale - jak już pisaliśmy - ten dokument można już właściwie wyrzucić do kosza.

embed

Wręcz - od ok. 28 grudnia widać odbicie statystyk zakażeń i śmierci w górę, ale trudno obecnie określić, czy rzeczywiście sytuacja epidemiczna zaczyna się pogarszać, czy to efekt zamieszania w statystykach w okresie świąteczno-noworocznym. W okresie świąt Bożego Narodzenia statystyki dość istotnie zjechały w dół, a tuż po nim nieco poszły do góry, co również można przypisać opóźnieniom w raportowaniu. Lub - zwiększonej liczbie wykonanych testów lub zmianom w ich raportowaniu, bo w górę idą także te statystyki (choć, co ciekawe, przy braku wzrostu zleceń na testy z POZ).

embed

Szczepienia na COVID-19 w Polsce.Mapa punktów szczepień na koronawirusa w Polsce

W innych krajach gorzej, ale szpitale w Polsce wciąż pod presją

Choć, według rządowych statystyk, Polska nie jest już w europejskiej czołówce krajów obecnie najmocniej dotkniętych epidemią (dużo gorsze liczby notują m.in. Czechy, Słowacja, Litwa, Wielka Brytania czy Portugalia), to na pewno sytuacja u nas jest bardzo daleka od dobrej.

Świadczą o tym nie tylko dane o liczbie nowych zakażeń czy osób zmarłych, ale także zakażonych osób przebywających w szpitalach, w tym pod respiratorem na oddziałach intensywnej terapii. W tych danych zdecydowanie bardziej niż w liczbie nowych zakażeń widać, jak powoli polepszała się od połowy listopada realna sytuacja epidemiczna i jak poważnym problemem i zagrożeniem jest pandemia nie tylko dla każdego z Polaków z osobna, ale i dla całego systemu opieki zdrowotnej w kraju. 

Co więcej, w danych o zajętych łóżkach i respiratorach "covidowych" od około dwóch tygodni właściwie widać już raczej stabilizację niż spadek.  

embed
embed

Ba, jak pokazuje Michał Rogalski, choć w skali całego kraju liczba hospitalizowanych osób od mniej więcej połowy listopada spadała, to jest kilka województw, w których od dwóch miesięcy właściwie nie widać żadnej poprawy w szpitalach. Mowa tu m.in. o województwie kujawsko-pomorskim, pomorskim, zachodniopomorskim, łódzkim i warmińsko-mazurskim.

*** 

Dane do tekstu pochodzą z bazy danych tworzonej przez Michała Rogalskiego na podstawie statystyk publikowanych przez Ministerstwo Zdrowia. Wykorzystano także dane z twitterowego konta "Koronawirus na wykresie".

Zobacz wideo Czy możemy określić czas zakończenia pandemii?