Izrael światowym liderem szczepień przeciw COVID-19. Ale są wobec niego też oskarżenia [WYKRES DNIA]

Izrael podawany jest jako przykład sprawnie zarządzanej akcji szczepień przeciw COVID-19. Do tej pory co najmniej jedną dawkę szczepionki otrzymało ok. 25 proc. ludności kraju - najwięcej na świecie.

Do tej pory w Izraelu podano już ok. 2,2 mln dawek szczepionki przeciw COVID-19. Oznacza to, że zaszczepiono już (na razie głównie pierwszą dawką) około jedną czwartą populacji kraju. Pod tym względem Izrael jest uznawany za wzór. Drugie pod względem odsetka wyszczepionych obywateli Zjednoczone Emiraty Arabskie mają ok. 15 proc. zaszczepionych osób, kolejne Bahrajn, Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania po kilka procent. Pierwszy kraj unijny - Dania - podała szczepionkę dotychczas ok. 2,5 procentom swoich mieszkańców, Polska nieco ponad procentowi. 

embed

Do porównań pomiędzy państwami należy podchodzić z pewną rezerwą, bo każde ma nieco inną strategię. Przykładowo, część krajów - np. Dania - wykorzystuje od razu dostarczone szczepionki, w dodatku umożliwia przesunięcie drugiego szczepienia nawet do sześciu tygodni po pierwszym. Inne - jak choćby Polska - budują zapasy preparatów, chcąc być za wszelką cenę pewne, że osoby zaszczepione pierwszą dawką po trzech tygodniach dostaną drugą (gdyby coś "zacięło się" w łańcuchu dostaw szczepionek do kraju). 

Mimo wszystko Izrael ze swoimi 25 procentami zaszczepionych obywateli (na razie zwykle pierwszą dawką) po niespełna miesiącu od startu akcji szczepień (ruszyła 19 grudnia) wygląda niezwykle imponująco. 

Polska dopiero rusza ze szczepieniami osób 80 plus. Można szacować, że do końca marca zaszczepimy (poza "medyczną" grupą zero) osoby w wieku 75 lat i więcej. W tym samym czasie Izrael podał już szczepionkę około trzem czwartym osób 60 plus, a premier Benjamin Netanjahu zapowiada, że do końca marca zaszczepione będą mogły zostać wszystkie osoby powyżej 16. roku życia.

Izraelczycy "grupą badawczą" dla Pfizera

Co stoi za kapitalnymi danymi napływającymi z Izraela? Zwraca się uwagę m.in. na bardzo dobre skonstruowanie całego systemu szczepień. Udało się to osiągnąć dzięki świetnie zorganizowanej, zinformatyzowanej (i ze scentralizowanymi danymi pacjentów) opiece zdrowotnej w kraju, wydatnym wsparciu wojska, zdyscyplinowaniu społeczeństwa i zgromadzeniu odpowiednich zapasów szczepionki. 

Szybko - między innymi dzięki doświadczeniom z regularnych akcji szczepień (np. przeciw grypie) - udało się zorganizować sieć punktów szczepień z bardzo sprawną logistyką dystrybucji szczepionek. Półżartem - na formalne zgody i dostawy szczepionek do punktów czekano z przygotowanymi strzykawkami. 

Izrael stworzył system, w którym duże punkty szczepień wzywają gotowych do szczepienia pacjentów. Duży nacisk kładzie się na perfekcyjną koordynację akcji w punktach szczepień dzięki dedykowanym pracownikom. To daje efekty masowości.

Taki "opiekun kolejki" robi więcej niż kolejny punkt szczepień. Dobra organizacja pacjentów w kolejce zapewnia płynne działanie punktów szczepień

- komentuje w rozmowie z Gazeta.pl dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z koronawirusem. 

Dodatkowo, jak na początku stycznia pisał Maciej Kucharczyk, codziennie pod punktami szczepień ustawiają się kolejki osób niezakwalifikowanych do szczepienia w pierwszej kolejności. Są one szczepione, jeśli z jakiegoś powodu w punkcie zostały niewykorzystane dawki. 

Izrael bardzo szybko zawarł porozumienie z Pfizerem (i innymi producentami). Zobligował się w nim, że w zamian za priorytetowe i pokaźne dostawy szczepionek (w najbliższych tygodniach nawet 400-700 tys. dawek tygodniowo, czyli więcej niż czterokrotnie ludniejsza Polska) udostępni koncernowi szczegółowe dane statystyczne o osobach zaszczepionych. Chodzi o zanonimizowane dane m.in. o wieku, płci czy historii chorób osób zaszczepionych oraz skutkach ubocznych i skuteczności szczepionki. Władze kraju same miały zaoferować taki "deal" koncernom farmaceutycznym - szybki dostęp do szczepionki w zamian za bycie "modelowym", "pilotażowym" krajem, z którego błyskawicznie (m.in. właśnie dzięki dobrej organizacji i informatyzacji systemu ochrony zdrowia) spłynie szereg kluczowych danych dla producentów. 

Izrael miał zapłacić Pfizerowi za dwie dawki szczepionki ok. 47 dolarów, o około 50 proc. więcej niż Stany Zjednoczone czy Unia Europejska. Władze kraju liczą jednak, że ta "inwestycja" zwróci im się w postaci możliwości szybszego luzowania obostrzeń i odbicia gospodarczego. 

Sukces potrzebny premierowi Izraela

Nie bez znaczenia jest także sytuacja polityczna w kraju. Premierowi kraju Benjaminowi Netanjahu jak powietrza potrzeba spektakularnego, osobistego sukcesu przed rozpisanymi na 23 marca wyborami parlamentarnymi. 

Tym bardziej że nie udało mu się uchronić kraju - m.in. wskutek nieostrożnego luzowania obostrzeń - przed wysoką liczbą zakażeń i śmierci (ponad 500 tys. zakażeń i blisko cztery tys. osób zmarłych) i bolesnymi gospodarczo i społecznie twardymi lockdownami. Kraj właśnie mierzy się z kolejną falą, za którą odpowiedzialna ma być "brytyjska" mutacja koronawirusa.

Akcja szczepień nadaje się więc do odbudowy reputacji Netanjahu w sam raz. Jak przypomina "Politico", premier lubi podkreślać przyjacielskie stosunki z szefostwem koncernów farmaceutycznych.

Palestyńczycy chcą szczepionek

Jest też ciemniejsza strona szczepiennego sukcesu Izraela. W zeszłym tygodniu organizacja Amnesty International alarmowała, że Izrael nie zapewnia szczepień Palestyńczykom. 

Miliony Palestyńczyków żyjących pod izraelską kontrolą na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy nie otrzymają szczepionki lub będą musieli czekać znacznie dłużej niż Izraelczycy. Nie ma lepszej ilustracji tego, że życie Izraelczyków jest wyżej cenione niż Palestyńczyków

- grzmiał Saleh Higazi, zastępca dyrektora regionalnego na Bliski Wschód i Afrykę Północną.

Ze strony Izraela padają z kolei argumenty, że władze Autonomii Palestyńskiej nie zwróciły się z prośbą o pomoc, a poza tym to one są odpowiedzialne - według porozumienia z Oslo - za opiekę zdrowotną na swoim terenie. Palestyńskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych utrzymuje, że nie tylko moralnym, lecz także prawnym obowiązkiem Izraela jako okupanta jest szczepienie Palestyńczyków na takich samych zasadach, jak Izraelczyków.

Na razie władze Palestyny liczą na rosyjską szczepionkę Sputnik V (właśnie została autoryzowana, dostawy są spodziewane za kilka tygodni) oraz wsparcie z międzynarodowego programu COVAX dla biednych regionów świata.

Zobacz wideo Dlaczego Izrael jest liderem w szczepieniach?