"Musimy kombinować". Jak Polacy omijają obostrzenia? Kapliczki na stokach, umowy o dzieło dla klientów

Testowanie jedzenia, szkolenia browarnicze czy stawianie kapliczki na stoku narciarskich - pandemia przypomniała Polakom o naszym porcie narodowym - kombinowaniu. Omijanie obostrzeń dorobiło się już międzynarodowej sławy. O kreatywności polskich przedsiębiorców pisał niemiecki "Süddeutsche Zeitung".

Jako Gazeta.pl nie popieramy łamania rządowych obostrzeń, wprowadzonych w celu ograniczenia skali epidemii koronawirusa. Zdrowie i życie Polaków było i jest dla nas wartością nadrzędną. Mamy jednak świadomość życiowych dramatów tysięcy ludzi, którym epidemia zrujnowała biznesy, nierzadko zabrała dobytek całego życia i wpędziła w potężne długi. Dlatego chcemy oddać im głos i przedstawić również ich perspektywę.

Zobacz wideo Pozew zbiorowy za lockdown. Jaki jest jego koszt dla przedsiębiorcy?

 Niemiecki dziennik opublikował w poniedziałek 8 lutego relację z Wisły. W swoim reportażu korespondent "Süddeutsche Zeitung" Florian Hassel pisał o irytacji przedsiębiorców przedłużającym się lockdownem. "Złość przedsiębiorców z powodu lockdownu wzrosła jeszcze bardziej, gdy liczby zakażeń w Polsce mocno spadły i 1 lutego centra handlowe i sklepy znów mogły się otworzyć, restauracje i branża turystyczna zaś pozostała zamknięta przynajmniej do połowy lutego" - czytamy w tekście niemieckiego dziennikarza. 

Pandemia koronawirusa. Tłumy narciarzy - zdjęcie ilustracyjne "SZ": Polacy przypomnieli sobie sztukę kombinowania z czasów komunistycznych

- Widać, jak agresywnie zachowuje się wirus. Musimy postępować bardzo ostrożnie, nie możemy sobie pozwolić na zbytnie luzowanie. Stopniowość jest podstawową cechą charakterystyczną naszego postępowania, sprawdzamy, jakie są dane pandemiczne - mówił na konferencji prasowej w piątek 5 lutego premier Mateusz Morawiecki

Zgodnie z najnowszymi decyzjami rządu hotele i pensjonaty wznowią działalność w piątek 12 lutego. Będą funkcjonowały z zachowaniem reżimu sanitarnego, przy maksymalnym obłożeniu 50 proc. dostępnych miejsc. Kiedy zielone światło na prowadzenie biznesu w innej formie niż dostawa i wydawanie posiłków na wynos dostanie gastronomia? Restauratorzy i właściciele pubów wciąż czekają na taką informację.

"SZ": Polacy przypomnieli sobie o kombinowaniu 

Trzeba jednak podkreślić, że wspomniane czekanie na wznowienie działalności nie dotyczy wszystkich przedsiębiorców. Niektórzy z nich znaleźli sposoby na obejście obostrzeń i prowadzenie biznesów mimo rządowych zakazów.

Marek Bujok [właściciel Browaru Wisła - red.] i wielu jego kolegów przedsiębiorców przypomniało sobie sztukę kombinowania, pochodzącą z czasów komunistycznych, kiedy to przeciętny Polak musiał wykorzystywać całą swoją pomysłowość, aby szmuglować wymarzone towary z Zachodu albo inaczej oszukiwać reżim. Teraz kombinowanie przeżywa nieoczekiwany renesans - nie tylko w Wiśle

- napisał Florian Hassel. 

Jak kombinuje Bujok? Restaurator wręcza gościom swojego browaru jednodniową umowę o dzieło, w której odwiedzający zobowiązuje się do testowania dań za pensję w wysokości 1 zł brutto. Przykład przedsiębiorcy z Wisły nie jest wyjątkiem. Nawet jeśli w czasie pandemii otwieranie pewnych biznesów zwiększa ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa, ich właściciele uciekają się do różnych trików, by uniknąć strat finansowych. - Kiedyś myślałem, że w Polsce kombinuje się, żeby nie musieć pracować. Teraz musimy kombinować, żeby móc pracować - podsumowuje w rozmowie z "Süddeutsche Zeitung" Marek Bujok.

Kraj testerów jedzenia

Pomysł z testowaniem jedzenia wykorzystuje także Restauracja Tesone z Krakowa. - Do naszej restauracji przyjmujemy pracowników w charakterze testerów jakości serwowanych przez nas dań. Ich zadaniem jest ocena aromatu i smaku jedzenia. Są zatrudniani na umowę o dzieło. Za dzieło w postaci testu potrawy otrzymują wynagrodzenie w wysokości 1 zł brutto. Wszystko jest legalne. Problem w tym, że do tej pory nie znalazłem pracownika, który wykonałby zleconą pracę w sposób satysfakcjonujący. Na szczęście jest w kim wybierać - do lokalu ustawiają się kolejki chętnych - tłumaczył w rozmowie z Next.gazeta.pl właściciel krakowskiego lokalu.

Lokale otwierają się mimo obostrzeńLudzi jak w weekend, płatność tylko gotówką. Tak działa gastronomia mimo zakazu

Pierwszy lockdown przyniósł Tesone ponad 200 tys. złotych straty. Dlatego restauracja nie zamknęła się pod koniec października, kiedy na drodze restrykcji ograniczono działalność lokali gastronomicznych. Działa zatem nieprzerwanie od wznowienia działalności po wiosennym lockdownie. Efekt? Kilkanaście wizyt policji i sanepidu. Obyło się bez kar finansowych.

Szkolenia browarnicze i muzeum kapsli

Michał Maciąg, właściciel piwiarni Piw Paw w Warszawie, prowadził działalność w drodze organizowania szkoleń browarniczych. Ostatnio jednak zmienił jej profil, uruchamiając Warszawskie Muzeum Kapsli. To reakcja na decyzję rządu o ponownej możliwości otwarcia galerii sztuki i muzeów od 1 lutego 2021 r. 

Agonia polskiej gastronomii. Agonia polskiej gastronomii. "Środków na jedzenie zostało mi na miesiąc"

- W naszym muzeum nie chodzi jedynie o nudne oglądanie eksponatów, lecz bardziej o unikalne 'doświadczanie'. Główną atrakcją jest niepowtarzalna, angażująca personalnie odbiorców instalacja artystyczna, oparta na zasadzie cosplay (z ang. costume playing, zabawa polegająca na przebieraniu się i odtwarzaniu ról - red.). Zwiedzający mogą wczuć się w rolę ludzi żyjących przed okresem pandemii koronawirusa - wyjaśniał Maciąg w rozmowie ze stołeczną "Wyborczą"

Kapliczka na stoku narciarskim

W galerii sztuki w Chyrowej w woj. podkarpackim działa restauracja Grzegorza Schabińskiego. Przedsiębiorca od kilku lat prowadzi także Muzeum Lizaka. 

Dziękuję rządowi, że dał mi szansę na otwarcie. Mam Muzeum Lizaka i tam będzie można zamawiać catering. Mam też galerię sztuki i tam też będzie to możliwe

- dziękował Schabiński w rozmowie z Money.pl. W Muzeum Lizaka jest miejsce na zjedzenie posiłku, gdyż podczas jego zwiedzania można skosztować surowców oraz wyrobów, a nawet samodzielnie stworzyć słodycze, do czego potrzebne były stoliki. 

Schabiński prowadzi kilka biznesów, w tym restauracje, hotele i ośrodek narciarski. O jego działaniach było głośno w całej Polsce, gdy już pod koniec listopada oferował miejsca w "hotelu dla nart" - sprzętu można było pilnować korzystając z pokoju z łazienką. Gdy zamknięto stoki narciarskie, jego ośrodek działał jako miejsce kultu religijnego. Wykupując cegiełkę na kapliczkę, można było skorzystać z "wyciągu do wiary".