"Pytanie nie brzmi 'czy nas zamkną', lecz 'czy zamkną nas w tym tygodniu'". Podhale drży po najeździe turystów

- Hotelarze z Zakopanego robili wszystko, żeby zapewnić turystom bezpieczny wypoczynek z zachowaniem reżimów sanitarnych, a sobie "dutki", które mogły pozwolić na przetrwanie tegorocznej, ciężkiej zimy. Tymczasem zostaniemy ukarani przez rząd nie ze swojej winy - mówi w rozmowie z Next.gazeta.pl Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.

W marcu minie rok od stwierdzenia pierwszego przypadku zakażenia koronawirusem w Polsce. Jak pandemia zmieniła Wasze życie? Co straciliście, a co zyskaliście w mijającym roku? Czekamy na Wasze relacje. Na adres e-mailowy listydoredakcji@gazeta.pl możecie przesyłać zarówno pisemne wypowiedzi, jak i w formie nagrań wideo (do 20 sekund, najlepiej nagrywane w poziomie). Wasze historie zostaną wykorzystane w materiałach publikowanych w Gazeta.pl.

***

Ostatni weekend w Zakopanem w wykonaniu polskich turystów to pokaz skrajnej bezmyślności i głupoty. Wystarczyło chwilowe złagodzenie obostrzeń i otwarcie hoteli, by przyjezdni urządzili sobie imprezę w stolicy Tatr. 

Tłumy w ZakopanemZakopane. Bójki, pijani turyści i tańce. "Sytuację uspokajaliśmy do 4 rano"

- Mnóstwo, mnóstwo turystów. Po zakończeniu konkursu skoków narciarskich dużo osób wyszło na ulice. Rozmawiamy, pouczamy, nakładamy mandaty. Funkcjonariusze podejmują interwencje. Będziemy zwracać uwagę na osoby nietrzeźwe, która mogą być narażone na niebezpieczeństwo podczas mroźnej nocy - relacjonował mł. insp. Sebastian Gleń z małopolskiej policji w rozmowie z Polsat News.

Tatrzańska Izba Gospodarcza: Pytanie brzmi, czy hotele zamkną w tym tygodniu

Imprezowicze z zakopiańskich Krupówek zachowali się nieodpowiedzialnie nie tylko z uwagi na kwestie zdrowotne. Potencjalne ryzyko większej liczby chorych i zgonów na COVID-19 to oczywisty powód dla rządu do przywrócenia rygorystycznych obostrzeń. Ponownego zamknięcia branż, które i tak mają już ciężko przez to, że od kilku lub kilkunastu tygodni nie prowadzą działalności w normalnym wymiarze. A każdy następny dzień zamknięcia przybliżą wielu przedsiębiorców do bankructwa. Rozmawiamy o tym z Karolem Wagnerem z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.

Zobacz wideo Czy czekają nas kolejne obostrzenia? Müller: Decyzje zostaną podjęte na początku przyszłego tygodnia

Kamil Rakosza, Next.gazeta.pl: Jakie wrażenia macie Państwo po weekendowym najeździe turystów na Zakopane?

Karol Wagner, Tatrzańska Izba Gospodarcza: Obserwowaliśmy to wszystko z trwogą. Warto zaznaczyć, że ten problem dotyczy nie tylko samego Zakopanego, lecz także innych gmin górskich. Wydaje się, że liczba turystów, którzy przyjechali, przekroczyła możliwości hoteli w postaci 50 proc. pokoi, które mogliśmy udostępnić.

- Nie chciałbym, aby Krupówki były początkiem trzeciej fali pandemii w Polsce - mówił we wtorek minister zdrowia Adam Niedzielski. Boicie się zamknięcia po upływie dwóch tygodni od odmrożenia?

Hotelarze z Zakopanego robili wszystko, żeby zapewnić turystom bezpieczny wypoczynek z zachowaniem reżimów sanitarnych. Przede wszystkim nie szczędzili kosztów na logistykę, tak by zapewnić dostarczenie posiłków do pokojów w odpowiednich porach śniadań obiadów i kolacji. Kolejna rzecz to koszty detergentów i zadbanie o odpowiednią czystość w obiektach - dezynfekcja, co dwie godziny. Zapewnienie braku komunikacji zespołów pracowniczych, tak by nie spotkały się ze sobą między zmianami. To wszystko miało zapewnić turystom bezpieczny wypoczynek, a hotelarzom "dutki", które mogły pozwolić na przetrwanie tegorocznej, ciężkiej zimy

Konferencja ministra zdrowiaNiedzielski: Nie chciałbym, aby Krupówki były początkiem III fali epidemii

Wiadomo, że nie można oskarżać wszystkich turystów o nieodpowiedzialne zachowanie i bezmyślną zabawę w jakimś szale na Krupówkach. To tylko jakiś ułamek gości, którzy przyjechali w weekend do Zakopanego. Nie zmienia to jednak faktu, że to nasi przedsiębiorcy poniosą za to największą odpowiedzialność. Pytanie nie brzmi już nawet, czy nas zamkną, tylko czy zamkną nas jeszcze w tym tygodniu.

W niedawnym wywiadzie dla Money.pl mówił Pan o próbach wykupowania za bezcen hoteli od podhalańskich przedsiębiorców. Czy takie sytuacje nadal mają miejsce?

Na szczęście dwa tygodnie odmrożenia lockdownu zatrzymały te próby. Nawet ci przedsiębiorcy, którzy mieli nóż na gardle i rozpoczęli rozmowy dotyczące sprzedaży, przynajmniej na teraz je zawiesili.

Nawet w tak krótkim czasie jak dwa tygodnie zmienia się przepływ finansowy. Dzięki temu właściciele hoteli czy pensjonatów są w stanie pokryć pewne zobowiązania bankowe lub komornicze. To sprawia, że ochłap w postaci gotówki rzuconej na stół przez nie do końca poprawnego i zasadnego kupującego - przynajmniej chwilowo - przestaje do nich przemawiać.

Wiadomo, kim są ci ludzie?

W różnych segmentach rynku działy się różne rzeczy. Pojawiały się pewne osoby lub prowadziły zdalne rozpoznanie sytuacji finansowej u największych graczy na Podhalu. Ci jednak silnie się bronią i nie chcieli nawet z takimi ludźmi dyskutować.

Hotel Gołębiewski - MikołajkiPaństwo przejmie upadające hotele? Gołębiewski: To niepokojące

Jeśli chodzi o ten średni kapitał, to widoczne były czytelne znaki konsolidacji rynku lub wrogich przejęć. Z moich informacji wynika, że ten pomysł nie wyszedł jednak od przedsiębiorców z Zakopanego. Mówiąc w skrócie: żaden z 3-5 największych graczy podhalańskich nie korzysta wrogo z aktualnej sytuacji. Mogło być jednak tak, że jakiś duży gracz z Karpacza albo z Wisły czy północnej Polski zastanawiał się, czy czegoś dużego u nas nie przejąć.

Niediagnozowalne jest jednak to, kto rozpytywał. Może też być tak, że w Zakopanem pojawił się ktoś nowy z dużą ilością gotówki. Ktoś, kto postanowił, że wykupi konkurencję, a następnie będzie nią zarządzał.

A co z najmniejszymi - pensjonatami czy domami wypoczynkowymi?

To trzeci nurt, który etycznie jest po prostu niemoralny, co trzeba wyraźnie wyartykułować. To brutalne próby wykupowania nieruchomości od drobnych przedsiębiorców. Mam na myśli obiekty na ok. 20-30 pokoi. Często bardzo zacne, z długą historią.

Zdarza się, że takie miejsca straciły płynność finansową, m.in. z powodu zaniedbań z czasów przed pandemią. Przez brak odpowiedniego zabezpieczenia potknęły się o różnego rodzaju zobowiązania publiczne lub prywatne. Do tego niewłaściwe dysponowanie majątkiem, nieprzygotowanie się na kryzys - wszystko to doprowadziło do tego, że kiedy przyszła pandemia tacy przedsiębiorcy nie mieli ani wiedzy, co należy zrobić, ani środków finansowych, by wybrnąć z trudnej sytuacji.

Właśnie tacy ludzie stali się celem deweloperów z Małopolski. Przedstawiciele deweloperów odwiedzali przedsiębiorców z walizkami pełnymi gotówki. Ilość pieniędzy pod względem estetyki mogła robić wrażenie, lecz tak naprawdę było to nie więcej niż 30 proc. wartości nieruchomości. To karygodne.