Zakrzepica po szczepieniu? Ryzyko to "czwarte czy piąte miejsce po przecinku" [WYKRES DNIA]

Mikołaj Fidziński
Nieosiągnięcie odporności zbiorowej przez odmowę szczepień to największe ryzyko dla naszej gospodarki na drugą połowę roku - uważa dr Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Do punktów szczepień nie zgłasza się wiele osób, dla których zarezerwowano dawki szczepionki AstraZeneca. Nie dają się przekonać ekspertom, którzy wskazują, że ryzyko zakrzepów krwi w wyniku COVID-19 jest wielokrotnie wyższe.

W piątek premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że spodziewa się, iż do końca czerwca uda się w Polsce wykonać nawet 24 mln szczepień przeciw COVID-19 i że wtedy "zaczniemy osiągać pułap odporności zbiorowej". 

Nad tymi nadziejami krąży jednak poważne widmo. Chodzi o niechęć Polaków do szczepień preparatem AstraZeneca (Polska zamówiła 20 mln dawek) w obawie przed zakrzepami, które szczepionka ma wywoływać. Podobne wątpliwości pojawiają się w przypadku preparatu Johnson&Johnson, którego pierwsze dawki trafiły do Polski w tym tygodniu. 

Nieosiągnięcie odporności zbiorowej przez odmowę szczepień - to największe ryzyko dla naszej gospodarki na II połowę roku

- uważa dr Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Szczepienia przeciwko COVID-1920 proc. Polaków nie zamierza się szczepić przeciwko COVID-19

Zakrzepica po szczepieniu? W wyniku COVID-19 ryzyko 165 tys. razy wyższe

Rząd, lekarze i urzędnicy na wszelkie sposoby przekonują, że obawy są nieuzasadnione. Grzegorz Cessak, prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, zauważa, że ryzyko wystąpienia zakrzepicy po szczepionce Johnson&Johnson jest jak jeden do miliona. Od kilkuset do ponad tysiąca razy bardziej prawdopodobny jest zakrzep wśród osób przyjmujących tabletki antykoncepcyjne czy palące papierosy. Ryzyko zakrzepicy w wyniku COVID-19 jest według tych analiz 165 tysięcy razy wyższe.

embed

Zarówno o szczepionce od firmy AstraZeneca, jak i od Johnson&Johnson, Europejska Agencja Leków jednoznacznie pisze, że korzyści z ich stosowania przewyższają ryzyko skutków ubocznych. W przypadku tego drugiego preparatu na razie jest to analiza wstępna na podstawie przypadków ze Stanów Zjednoczonych, oficjalna rekomendacja ma pojawić się w przyszłym tygodniu.

We wtorek 13 kwietnia amerykańskie służby medyczne zaleciły wstrzymanie podawania szczepionek Johnson&Johnson po tym, jak zakrzepy krwi ujawniono u sześciu osób (na 6,8 mln, które zaszczepiono tym preparatem) - jedna z nich zmarła, pozostałe przebywają w szpitalu w ciężkim stanie.

Dość podobne statystyki - ryzyka rzędu niespełna dwóch przypadków na milion - ma AstraZeneca. W Wielkiej Brytanii po podaniu 18 mln dawek szczepionki wykryto 30 przypadków zakrzepu krwi (7 osób zmarło). 

Jeżeli chodzi o podanie szczepionki przeciw COVID-19, czy Vaxzevria, czyli opracowanej przez Uniwersytet Oksfordzki i AstraZenecę, czy tej nowej jednodawkowej szczepionki Johnson&Johnson, tutaj to ryzyko jest mierzone jako czwarte czy piąte miejsce po przecinku i dodatkowo jeszcze dostawiamy tam procent, jeżeli chodzi o ryzyko wystąpienia. COVID-19 to choroba, w której ryzyko wystąpienia incydentów zakrzepowo-zatorowych mierzone jest jako 16,5 proc. Tak więc kilkaset tysięcy razy większe ryzyko mamy u pacjentów z COVID-19 aniżeli po podaniu szczepionki, jeżeli chodzi o epizody zakrzepowo-zatorowe

- tłumaczył lekarz Bartosz Fiałek w rozmowie z Łukaszem Kijkiem w "Studiu Biznes". Dodawał, że "zdecydowanie bezpieczniej jest się zaszczepić aniżeli COVID-19 przechorować".

Zobacz wideo

Takie samo jest stanowisko ekspertów z Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów.

Aktualne dane nadal wskazują, że korzyści ze szczepienia preparatem firmy AstraZeneca zdecydowanie przewyższają nad ryzykiem bardzo rzadko występujących działań niepożądanych, w tym incydentów zakrzepowo-zatorowych. Ryzyko zagrażającej życiu zakrzepicy u chorych na COVID-19 jest natomiast bardzo duże

- piszą eksperci. Jednocześnie zwracają uwagę, że w kilku ściśle określonych przypadkach (np. przebycia w przeszłości zakrzepicy zatok żylnych mózgu) odradzają szczepienie tym preparatem. Zresztą mówił o tym także w środę minister zdrowia Adam Niedzielski - że jeżeli u kogoś występowały już epizody z zakrzepicą czy małopłytkowością i nie otrzyma on kwalifikacji lekarza do szczepienia preparatem od AstraZeneki, to będzie miał możliwość zapisania się na inną szczepionkę.

Trudno przebić się przez opór i strach

Mimo płynących z wielu stron uspokajających słów część Polaków nie czuje się przekonana. W świetle opublikowanych kilka dni temu badań dr. hab. Michała Krawczyka z Uniwersytetu Warszawskiego oraz ośrodka GRAPE - jakkolwiek to zabrzmi - takie zachowania dziwią nieco mniej. Okazuje się, że przekonanie niezdecydowanych czy "wątpiących" do szczepienia jest więcej niż trudne. Nie działają powtarzane komunikaty o bezpieczeństwie szczepionek, o bardzo mało prawdopodobnym (i zwykle łagodnych) efektach ubocznych czy o tym, że jest to szansa na szybsze poradzenie sobie z pandemią i powrót do "normalności".

Ba, z badania wynika wręcz, że oporu przed szczepionkami nie pokonałaby nawet zachęta 70 zł za zaszczepienie, "najwyraźniej sugerując niektórym, że szczepionka jest podejrzana". Dwie trzecie osób niechętnych szczepieniom nie zmieni zdania nawet gdy po pierwszych miesiącach potwierdzi się, że szczepionka jest bezpieczna i skuteczna.

embed

Niepokój wzmagają decyzje części krajów. Najnowszy przykład - władze Danii zdecydowały, że rezygnują z podawania szczepionki AstraZeneca i będą wykorzystywały wyłącznie preparaty od Pfizera i Moderny.

Argumenty za tą decyzją przypominają nieco "chuchanie na zimne". Dyrektor Urzędu ds. Zdrowia Soren Brostrom zaznaczył w komunikacie, że bazując na badaniach "istnieje ryzyko poważnych skutków ubocznych, nawet jeśli w wartościach bezwzględnych jest niewielkie". Co ważne, zastrzegał przy tym, że wpływ na tę decyzję miał fakt, że Dania ma zapasy innych preparatów, a epidemia w kraju jest pod kontrolą. Brostrom podkreślał, że szczepionka AstraZeneca jest zatwierdzona przez EMA i w razie wybuchu kolejnej fali nie wahałby się przed jej używaniem.

Czechy zainteresowane odkupieniem AstryZeneki od DaniiCzechy skłonne odkupić wszystkie szczepionki AstraZeneca od Danii

Unia skłania się ku szczepionkom mRNA?

Co ciekawe, choć dziś priorytetem jest jak najszybsze zaszczepienie jak największej grupy osób i uzyskanie odporności zbiorowej, to nie da się wykluczyć, że w dłuższej perspektywie rzeczywiście szczepionkami "pierwszego wyboru" dla Unii Europejskiej będą te bazujące na technologii mRNA - czyli od Pfizera i Moderny, a nie wektorowe - jak AstraZeneca czy Johnson&Johnson. Takie doniesienia pojawiły się w ostatnich dniach m.in. w publikacjach agencji Reuters czy Bloomberg. 

Decyzja nie została jeszcze podjęta, ale mogę powiedzieć, że rozpoczęliśmy już rozmowy z firmami BioNTech i Pfizer oraz Moderna na temat kolejnych kontraktów, a z AstraZeneca i Johnson&Johnson nie

- powiedziała cytowana przez "Bloomberga" Agnes Pannier-Runacher, francuska minister przemysłu.

Dywagacje na temat braku kolejnych zamówień od tych spółek ruszyły po środowych słowach Ursuli von der Leyen. Mówiła ona o tym, że mogą być konieczne kolejne, "przypominające" szczepienia przeciw COVID-19 (szef Pfizera już potwierdził, że trzecia dawka będzie potrzebna prawdopodobnie po roku) oraz że mogą pojawić się kolejne mutacje koronawirusa, do których trzeba będzie szybko dostosować szczepionki "musimy się skupić na technologiach, które udowodniły swoją wartość". Jako przykład wskazała właśnie szczepionki bazujące na mRNA.

Mając to na względzie, rozpoczęliśmy negocjacje z BioNTech-Pfizer w sprawie trzeciego kontraktu. Przewiduje ona dostawę 1,8 mld dawek szczepionki w latach 2021-2023

- mówiła von der Leyen. Podkreślała, że oznacza to, iż nie tylko produkcja szczepionek, ale i wszystkich niezbędnych do nich komponentów, będzie odbywała się na terenie Unii.