Polacy uciekają z niemieckiej farmy szparagów. "Atmosfera potworna. Będziemy się sądzić"

Kilkuset Polaków, którzy przebywali na farmie szparagów będącej ogniskiem koronawirusa, może wrócić do kraju. Pracownicy sezonowi rozważają wniesienie pozwu przeciw Heinrichowi Thiermannowi, właścicielowi uprawy.

- Około 800 pracowników firmy, którzy nie przebywają już w izolacji domowej, może swobodnie opuścić swoje kwatery. Zgodnie z ogólnym dekretem dystryktu Diepholz około 200 osób podlega obecnie kwarantannie pracy. Po wygaśnięciu dekretu ogólnego osoby objęte kwarantanną pracy mogą ponownie podróżować do swoich domów i krajów - powiedziała w rozmowie z money.pl Mareike Rein z urzędu powiatowego.

Zobacz wideo Sezon na szparagi trwa

Kończy się gehenna kilkuset Polaków 

Jak przyznali w rozmowie z money.pl pracownicy farmy Heinricha Thiermanna, chcą teraz po prostu wyjechać z Niemiec i zapomnieć o koszmarze, który spotkał ich w ostatnich tygodniach. - Atmosfera była potworna. Właściciel farmy nie chciał nas wypuścić, co chwila żądając od nas, żebyśmy zostali dłużej - opowiadali.

Jak pisała "Deutsche Welle", epidemia koronawirusa na jednej z największych farm szparagów w Niemczech dotknęła setek pracowników sezonowych z Polski i Rumunii. Zakaziło się tam 131 z ponad 1000 pracowników. Pozostali długo znajdowali się w "kwarantannie roboczej", czyli mogli wychodzić wyłącznie do pracy.

Zbiór szparagów, zdjęcie ilustracyjneSetki Polaków w kwarantannie na farmie szparagów w Niemczech

W ich sprawie interweniował konsul generalny RP w Hamburgu Paweł Jaworski, który dwa razy przyjeżdżał w tym tygodniu do Kirchdorfu. W piątek spotkał się między innymi z szefem firmy Heinrichem Thiermannem i przedstawicielami urzędu ds. zdrowia. - Na tę chwilę wydaje się, że pewien punkt zapalny jest zgaszony i mam nadzieję, że tak zostanie - powiedział Jaworski dla DW.

Polacy zapowiadają pozew

Jak podaje money.pl, polscy pracownicy farmy Thiermanna rozważają wniesienie pozwu wobec swojego byłego pracodawcy. - Będziemy się sądzić - wskazują. Ich zdaniem warunki sanitarne w pracy i kwaterach wręcz sprzyjały rozprzestrzenianiu się koronawirusa, a na pojawienie się ogniska choroby zareagowano za późno.

Zbiór szparagów, zdjęcie ilustracyjneNiemcy. Pierwsi Polacy opuszczają farmę szparagów. Pomógł polski konsul

Przez sytuację na farmie ucierpieli nie tylko Polacy. "Mocno zirytowani sytuacją są także miejscowi Niemcy, bo ognisko koronawirusa na farmie podniosło wskaźnik zachorowań w całym powiecie Diepholz. To zaś poskutkowało miejscowym lockdownem - mieszkańcy byli uziemieni tak samo jak pracownicy. Nie wolno im było opuszczać miejsca zamieszkania, poza dojazdem do pracy i samą pracą" - czytamy.

Więcej o: