Trzy miliony zakażeń w Polsce. Do tego kilka razy tyle niewykrytych oraz tysiące problemów i dramatów

Mikołaj Fidziński
W piątek 29 października pęknie symboliczna granica trzech milionów wykrytych zakażeń koronawirusem w Polsce. To pewne, bo po czwartkowych danych do tego poziomu brakowało nam tylko nieco ponad tysiąc przypadków, a tymczasem w ostatnich dwóch dniach resort zdrowia codziennie anonsował po ponad 8 tys. zakażeń. COVID-19 zabrał nam już oficjalnie niemal 77 tys. osób, a łączna liczba nadmiarowych zgonów w kraju to ok. 120-130 tys. Od niemal roku mamy broń przeciw koronawirusowi - szczepionki. Nie uzbroiło się w nią jednak ponad 40 proc. mieszkańców Polski.

Trzy miliony - tyle osób w Polsce zakaziło się już koronawirusem. Oficjalnie granica pęknie, gdy Ministerstwo Zdrowia poda około godziny 10.30 nowe dane o liczbie przypadków, ale jest pewne, że dwójka z przodu łącznej liczby zakażeń w Polsce zmieni się w trójkę.

Chodzi oczywiście o liczbę przypadków potwierdzonych testem. Naukowcy mogą tylko próbować szacować, ile osób w Polsce rzeczywiście zakaziło się dotychczas koronawirusem.

Padają różne szacunki - trzy, pięć, może więcej razy przekraczające oficjalne statystyki. Wiadomo, że część osób przechodziła zakażenie bezobjawowo lub skąpoobjawowo. Mamy też w Polsce "covidowe podziemie". Schodzą do niego osoby, które podejrzewają u siebie zakażenie, ale z obawy przed niedogodnościami izolacji dla siebie i kwarantanny dla domowników rezygnują z wykonania testu. 

embed
  • Więcej o pandemii COVID-19 w Polsce przeczytaj na Gazeta.pl

Epidemia koronawirusa w Polsce (zdjęcie ilustracyjne)"Coraz więcej osób schodzi do covidowego podziemia"

Długi COVID i katastrofalne dane o zgonach

Same liczby zakażeń mają oczywiście swoją wagę. Są bardzo istotne, choćby dlatego, że - według najnowszych badań - nawet ponad połowa ozdrowieńców może mieć symptomy tzw. długiego COVID-u. To m.in. długotrwałe zmęczenie, bóle w klatce piersiowej, bóle głowy, mięśni, stawów, trudności w oddychaniu, a także zaburzenia węchu i smaku.

Po półtora roku życia w pandemii wiemy już jednak, że nie zetknąć się z SARS-CoV-2 w zasadzie graniczy z cudem. Cała "gra" toczy się jednak o to, aby w efekcie kolejnych fal zakażeń nie doszło do zatykania się systemu opieki zdrowotnej. A z drugiej strony - żeby obostrzenia nie demolowały gospodarki i życia społecznego, pozostawiając ludzi nie tylko bez pracy, ale i z problemami natury psychicznej. To ważne np. mając na względzie rozwój emocjonalno-społeczny dzieci i młodzieży, dla który przymusowa izolacja od rówieśników może mieć szczególnie negatywny wpływ.

Dziś wiemy już, że skutki pandemii dla życia i zdrowia Polaków są absolutnie druzgocące. Na dniach liczba osób zmarłych zakażonych koronawirusem przekroczy 77 tys. Wciąż nie będzie oddawała jednak w pełni dramatu, z którym mieliśmy (i mając na względzie rosnące statystyki w czwartej fali - znów możemy mieć) do czynienia w Polsce. 

Jak pokazywaliśmy niedawno, w okresie dwunastu miesięcy od września 2020 r. do końca sierpnia 2021 r., w Polsce zmarło ponad 539 tys. osób. Dla porównania, średnia roczna z wcześniejszych poprzednich lat (tj. od września 2016 r. do sierpnia 2020 r. włącznie) to ok. 410 tys. śmierci. Wychodzi absolutnie przygniatająca liczba niemal 130 tys. nadmiarowych zgonów. To mniej więcej tyle, ilu mieszkańców mają np. Tychy czy Opole. To nie tylko liczba przygniatająca sama w sobie, ale także niemal najwyższa w Europie w przeliczeniu na liczbę ludności (po Bułgarii; źródło: wyliczenia Jakuba Lipińskiego i Bartosza Paszczy z Klubu Jagiellońskiego).

"Naturalne" procesy, związane ze starzeniem się społeczeństwa, jeśli w ogóle przyczyniły się do tej liczby, to raczej w niewielkim stopniu. Na przykład szacunki Polskiego Instytutu Ekonomicznego na 2020 r. mówiły o ok. 420 tys. tzw. oczekiwanych zgonów. Ale blisko 540 tys.? Efekt pandemii koronawirusa i paraliżu systemu opieki zdrowotnej jest tutaj ewidentny.

embed

Adam Niedzielski i Mateusz MorawieckiNie ma obostrzeń, bo PiS patrzy na sondaże? Groźba "żywiołowego rozpadu"

Szansa na normalność? Szczepienia

Wiadomo, że COVID-19 szczególnie groźny jest dla osób starszych czy obciążonych dodatkowymi schorzeniami. Choć wciąż niewiele mówi się choćby o tym, że zakażenie koronawirusem może stanowić bardzo poważne zagrożenie także m.in. dla kobiet w ciąży.

Dane Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych wskazywały, że w najstarszych grupach wiekowych śmiertelność COVID-19 wynosi ponad 20 proc. Podobne wyliczenia przedstawiał Łukasz Pietrzak, który analizuje dane epidemiczne z Polski. 

embed

Wiadomo, że ryzyko zakażenia, a przede wszystkim ciężkiego przebiegu COVID-19, ograniczają szczepienia. Polskę trudno nazwać jednak w tym zakresie prymusem Europy. Według danych ECDC (Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób), przeciw COVID-19 zaszczepiło się ok. 52,5 proc. wszystkich mieszkańców Polski (biorąc pod uwagę wyłącznie dorosłych, odsetek ten skacze do ok. 59 proc.). Daje nam to 22. miejsce spośród 27 krajów UE. 

Z danych ECDC wynika, że w pełni zaszczepionych jest 64 proc. osób w wieku 80 plus, 84 proc. osób w wieku 70-79 lat oraz 72 proc. w wieku 60-69 lat. 

Od niemal dwóch miesięcy przypominającą dawkę szczepionki przeciw COVID-19 mogą przyjmować osoby z niską odpornością (m.in. z nowotworami czy przewlekle dializowane), a od ponad miesiąca wszystkie osoby powyżej 50 lat. 2 listopada ruszą szczepienia trzecią dawką dla wszystkich chętnych osób pełnoletnich.

Zobacz wideo Fiałek: Po pandemii wielu medyków wyemigruje. To będzie tragedia większa niż COVID-19
Więcej o: