Czwarta fala zmienia się w tsunami. "Czy naszym wyłącznym wrogiem jest SARS-CoV-2?" [WYKRES DNIA]

Mikołaj Fidziński
Fatalne dane epidemiczne pokazało w środę Ministerstwo Zdrowia. Resort poinformował o ponad 24 tys. nowych zakażeń i śmierci 463 osób. Rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz nie zapowiada obostrzeń, a raczej poszerzanie bazy łóżek dla chorych oraz kontrole noszenia maseczek w galeriach handlowych. W kontekście covidowych zgonów Andrusiewicz wskazuje, że Polacy nie dbają o swój stan zdrowia i często zbyt późno dzwonią po karetkę.
Zobacz wideo Czy rząd chce przeczekać IV falę COVID-19? Belka: Oczywiście, że tak

24 239 nowych potwierdzonych zakażeń koronawirusem i 463 osoby zmarłe - takie dane epidemiczne podało w środę Ministerstwo Zdrowia. Nawet jeśli - jak tłumaczył na konferencji prasowej rzecznik resortu Wojciech Andrusiewicz - część zgonów to nie kwestia ostatniej doby, ale te zaraportowane z kilkudniowym opóźnieniem (co dzieje się po weekendach; np. w poniedziałek 15 listopada MZ poinformowało o tylko 12 covidowych zgonach), to liczby i tak rosną w szybkim tempie.

Średnia z ostatnich siedmiu dni to 196 covidowych zgonów dziennie i blisko 15,9 tys. wykrytych zakażeń. Pierwsza liczba jest blisko trzykrotnie wyższa niż jeszcze dwa tygodnie temu, druga - ponad dwukrotnie. W szpitalach leży - według środowego raportu Ministerstwa Zdrowia - ponad 15,3 tys. osób, zajętych jest 1326 respiratorów. Obie liczby są blisko dwa razy wyższe niż przed dwoma tygodniami.

embed
embed

Dane dotyczące nowych zakażeń rosną w niemal całym kraju. Niemal, bo najnowsze dane wskazują, iż czwarta fala koronawirusa w województwie lubelskim i podlaskim mogła już osiągnąć swój szczyt. 

  • Więcej o pandemii COVID-19 przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl.

Czwarta fala na świecieŚwiat tonie w IV fali pandemii. Skok liczby zakażeń w innych krajach [ZDJĘCIA]

Rząd nie widzi potrzeby obostrzeń

Liczby - zarówno te dotyczące zakażeń, jak i zgonów oraz zajętych łóżek szpitalnych i respiratorów - są już wyższe niż te, przy których jesienią 2020 r. i wiosną 2021 r. rząd wprowadzał czy zaostrzał restrykcje. Tym razem takie decyzje nie zapadają. Rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz informował w środę, że resort wciąż "nie widzi potrzeby wprowadzania obostrzeń".

Będę jedną z ostatnich osób, które byłyby za sztywnym lockdownem, ale, na miłość boską, zacznijmy chociaż od egzekwowania przestrzegania obostrzeń sanitarnych, które mamy

- mówi w rozmowie z Gazeta.pl dr hab. Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Premier mówił niedawno entuzjastycznie, że nasz los jest w naszych rękach. To się zgadza, ale kwestie nadzoru nad tym losem przejmuje rząd. A ten nic nie robi, aby straż miejska czy policja egzekwowały noszenie maseczek w przestrzeni zamkniętej czy zachowywanie dystansu społecznego. Nawet pouczeń nie ma. To, co się dzieje, to jest absolutna nieodpowiedzialność

- dodawał ekspert. Niemalże w tym samym czasie rzecznik Ministerstwa Zdrowia informował dziennikarzy, że Główny Inspektor Sanitarny, na prośbę ministra Niedzielskiego, wystosował nakaz wzmożenia kontroli sanitarnych w placówkach handlowych. Dodawał, że w transporcie publicznym z noszeniem maseczek jest już lepiej, niż było. Andrusiewicz nie widzi istotnego problemu z maseczkami w kościołach.

Być może należałoby rozważyć przywileje dla osób zaszczepionych. Austria wprowadziła twardy lockdown dla osób niezaszczepionych, podobny pomysł ma Słowacja. Być może też pewnym rozwiązaniem jest wprowadzenie paszportów covidowych - tak robią Francja czy Włochy – albo to, co od początku listopada robią Niemcy, czyli brak zasiłku chorobowego dla osób niezaszczepionych, które zostały objęte kwarantanną lub izolacją. To wszystko należałoby rozważyć, ale rząd raczej tego nie zrobi. To ewidentne puszczanie perskiego oka do elektoratu Konfederacji - sceptycznego wobec pandemii i powszechnych szczepień - aby móc zagospodarować ich głosy podczas kolejnych wyborów

- uważa dr Dzieciątkowski. W środę, po wielotygodniowej niemocy do przeforsowania projektu ustawy Ministerstwa Zdrowia, która umożliwiłaby sprawdzenie przez pracodawcę, czy pracownik jest zaszczepiony, dokument do Sejmu wniosła grupa posłów PiS. Nie oznacza to jednak, że projekt zyska poparcie większości posłów obozu rządzącego - ma tam zaciekłych wrogów. Choć oczywiście może przejść głosami opozycji.

Władze skupiają się przede wszystkim na uruchamianiu szpitali tymczasowych i poszerzaniu bazy łóżek szpitalnych dla chorych. Andrusiewicz mówił w środę, że przed świętami dostępnych ma być ok. 32-33 tys. łóżek (dziś to niespełna 21 tys.) i taka liczba powinna - według obecnych prognoz resortu - być wystarczająca. Prognozy, na które powoływał się Andrusiewicz, wskazują na szczyt zakażeń w skali całego kraju na przełomie listopada i grudnia i - według najbardziej prawdopodobnego scenariusza - na poziomie ok. 25-30 tys. zakażeń.

Wojciech AndrusiewiczSkąd bardzo duża liczba zgonów w środę? Rzecznik Ministerstwa Zdrowia wyjaśnia

Andrusiewicz: Polacy nie dbają o stan zdrowia

Według rządowych danych oficjalnie mieliśmy w Polsce od początku pandemii 79 624 przypadki śmiertelne COVID-19. Na dniach pęknie granica 80 tys. 

Rzeczywista liczba ofiar pandemii - czy to bezpośrednio zakażenia COVID-19, czy np. paraliżu systemu opieki zdrowotnej - jest jednak dużo wyższa. Można szacować, że w Polsce od początku pandemii zmarło przynajmniej ok. 120-130 tys. osób "za dużo". Taka jest skala nadmiarowych zgonów, tj. różnicy między łączną liczbą odnotowanych śmierci w Polsce w czasie pandemii a liczbami notowanymi w podobnym okresie przed pandemią.

Tylu zgonów co teraz nie było od zakończenia wojny. Można więc powiedzieć, że toczymy wojnę. Tylko czy nie należy zadać sobie pytania, czy aby na pewno naszym wyłącznym wrogiem jest SARS-CoV-2?

- komentuje dr hab. Tomasz Dzieciątkowski.

.1 listopada inny niż zwykle. 'Największa katastrofa humanitarna od wojny'

Jak tłumaczył w środę rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia, Polacy są społeczeństwem, które nie dba o swój stan zdrowia, i gdy dotyka nas epidemia, odbija się to w statystykach hospitalizacji i zgonów. Andrusiewicz przekonywał, że "powinniśmy patrzeć" na własne zachowania, bo "gros pacjentów" z COVID-19 zgłasza się po pomoc za późno - gdy mają już bardzo niską saturację i z karetki często trafiają prosto pod respirator. Według rzecznika MZ wiele takich osób pierwszy test w kierunku zakażenia koronawirusem ma wykonany dopiero w ambulansie.

Więcej o: