Spokojnych świąt, bo potem spokoju nie będzie. Zbliża się fala "o niespotykanej wysokości" [WYKRES DNIA]

Minister zdrowia Adam Niedzielski przekonuje, że "apogeum zakażeń i hospitalizacji" jest za nami. Dane ze szpitali pokazują jednak tylko znikomą poprawę. Prognozowane spadki za miesiąc mają zawrócić. Pukający do bram Polski wariant omikron sygnalizuje według naukowców "zbliżającą się falę o niespotykanej wcześniej wysokości". Początek roku będzie ciężki.

"Apogeum zakażeń i hospitalizacji w czwartej fali mamy za sobą" - pisał kilka dni temu na Twitterze minister zdrowia Adam Niedzielski. Przekonywał jednocześnie, że trzytygodniowa przerwa w nauce stacjonarnej "powinna przyspieszyć spadki", a "zejście z wysokich poziomów zakażeń i hospitalizacji jest konieczne w kontekście ryzyk związanych z wariantem omikron".

Rzut oka na statystyki nieco odejmuje optymizmu, które może płynąć z tego przekazu. Owszem, mamy spadek wykrywanych zakażeń - średnia za ostatnich siedem dni to ok. 16,3 tys. dziennie. Podczas płaskiego szczytu czwartej fali - od około 27 listopada do 10 grudnia - było to ok. 23-23,5 tys.

Jeśli chodzi jednak o sytuację w szpitalach - wciąż jest bardzo źle. Według czwartkowego raportu Ministerstwa Zdrowia, osoby z COVID-19 zajmują 2080 respiratorów (najwyższa dzienna liczba tej fali to 2152) i ponad 22,5 tys. łóżek (wobec maksymalnej liczby ok. 24,5 tys.). Spadki są na razie symboliczne.

Do tego dochodzi najgorsza statystyka - ofiar śmiertelnych. Tu zamiast spadków są kolejne maksima. Liczby są druzgocące - w ciągu ostatnich siedmiu dni życie traciło średnio 448 osób dziennie - najwięcej w tej fali i więcej niż zakładali naukowcy nawet w bardzo pesymistycznych scenariuszach. 

Fatalnie kończymy więc ten i tak katastrofalny 2021 r. rok, w którym - wszystko na to wskazuje - po raz pierwszy od wojny przekroczymy w Polsce pół miliona zgonów. Biorąc pod uwagę dane sprzed pandemii oraz trendy demograficzne, można szacować, że takim "naturalnym" poziomem byłoby ok. 410-420 tys. osób zmarłych. W pierwszym roku pandemii - 2020 - pożegnaliśmy w Polsce ok. 485 tys. osób. 

Zobacz wideo Czy rząd słucha Rady Medycznej? Neumann: Rząd jej nie słucha, tylko gości od PR
  • Więcej o pandemii koronawirusa przeczytaj na Gazeta.pl

Lublin. Protest przeciwko 'lex TVN'Tysiące Polaków protestowało w obronie mediów. "PiS zawłaszcza wszystko"

Omikron nadchodzi. "Każdy jest zagrożony"

Minister Niedzielski mówi o "płynnym przejściu" pomiędzy kolejnymi falami pandemii. Piąta ma być falą wariantu omikron. Dotychczas resort zdrowia poinformował o 15 wykrytych w Polsce zakażeniach tą mutacją.

Naukowcy nie tylko ostrzegają, ale wręcz z pełną siłą biją na alarm ws. omikronu. W najnowszym stanowisku członkowie interdyscyplinarnego zespołu doradczego ds. COVID-19 przy prezesie Polskiej Akademii Nauk piszą o tym, że "modele matematyczne mówią o zbliżającej się fali o niespotykanej wcześniej wysokości"

Nawet w społeczeństwach o wysokim stopniu zaszczepienia widzimy ostatnio wyjątkowo stromą krzywą wzrostu liczby zakażeń. W całej Unii Europejskiej dominacja wariantu omikron nastąpi do końca lutego 2022 r.

- zauważają. W Wielkiej Brytanii czy Danii krzywa zakażeń idzie w górę niemal pionowo.

embed

Problemem jest to, że według badań omikron "stosunkowo efektywnie umyka przed odpowiedzią wytworzoną przez nasz układ odpornościowy przeciw wcześniejszym wariantom".

Pierwsze doniesienia mówią o jedynie 40 proc. ochronie przed zachorowaniem po dwóch szczepieniach mRNA (Pfizer i Moderna) i praktycznie o braku ochrony w przypadku szczepionek wektorowych (Astra Zeneca, Johnson&Johnson). Podobnie u ozdrowieńców - w przypadku ekspozycji na omikron ryzyko reinfekcji jest bardzo duże

- czytamy w stanowisku. Jednocześnie zauważają, że zaszczepienie się przypominającą dawką szczepionki mRNA redukuje ryzyko choroby objawowej o około 75 proc. w porównaniu do osób niezaszczepionych.

Jeśli chodzi o "zjadliwość" nowego wariantu - tu zespół PAN wprawdzie zauważa, że wstępne dane z RPA "wydają się optymistyczne", ale wolałby poczekać na więcej danych z krajów o podobnej strukturze demograficznej co Polska.

Nawet przy założeniu, że omikron będzie mniej zjadliwy niż Delta, bardzo wysoka liczba zachorowań przełoży się na maksymalne obciążenie systemu ochrony zdrowia – zarówno szpitali, jak i placówek podstawowej opieki zdrowotnej. Pamiętajmy, że w Polsce liczba lekarzy i lekarek oraz pielęgniarzy i pielęgniarek w przeliczeniu na liczbę mieszkańców jest dramatycznie niska, zdecydowanie najniższa wśród krajów Unii Europejskiej. Liczne kwarantanny mogą spowodować paraliż nie tylko systemu ochrony zdrowia, ale także pozostałej infrastruktury krytycznej dla funkcjonowania społeczeństwa: policji, straży pożarnej, służby granicznej, wojska, szkolnictwa, sądów, transportu publicznego, energetyki itd.

- ostrzegają naukowcy. "Każdy z nas jest istotnie zagrożony" - piszą. Apelują o rygorystyczne kontrole przestrzenia podstawowych zasad w przestrzeni publicznej (dystans i maseczki) oraz o szczepienia dawką przypominającą. Jednocześnie obawiają się, że z uwagi na niski stopień przyjęcia szczepień podstawowych, piątej fali nie da się opanować wyłącznie szczepieniami przypominającymi i konieczny będzie również powrót do ograniczenia kontaktów społecznych.

Zresztą "klimat" wokół obostrzeń nieco się zmienia. Choć notowaliśmy dziesiątki tysięcy zakażeń i setki zgonów covidowych tygodniowo - rząd bronił się przed nimi rękami i nogami, obawiając się niepokojów społecznych. Pierwsze restrykcje wdrożył dopiero przestraszony omikronem i kataklizmem, którym może skończyć się nałożenie piątej fali na czwartą. Dziś panuje przekaz "nic nie jest wykluczone", "zobaczymy dane po świętach i zadecydujemy", ale jednak w powietrzu znowu czuć zwiększone ryzyko nowych ograniczeń. 

Koronawirus w Chinach (zdjęcie ilustracyjne)Chiny stosują "zero-COVID", ale omikron sprytniejszy. Plus gorączka krwotoczna

Miesiąc spadków, potem kolejna fala

Zgodnie z najnowszą prognozą grupy MOCOS złożonej m.in. z naukowców z Politechniki Wrocławskiej, najbliższy miesiąc upłynie w Polsce pod znakiem dość wyraźnego spadku liczby zakażeń (do ok. 5 tys. dziennie w połowie stycznia) i zgonów (do poniżej 200 dziennie).

Podobną prognozę zakażeń - ok. 5-6 tys. w połowie stycznia - przedstawia w rozmowie z PAP dr Franciszek Rakowski z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego (ICM UW). Wskazuje, że do tego czasu liczba chorych na COVID w szpitalach spadnie do ok. 13 tys.

Tyle, że potem trend zawróci. Według MOCOS, liczba przypadków ponownie zacznie rosnąć w połowie stycznia, dr Rakowski mówi zaś o "wyraźnych wzrostach związanych z wariantem omikron obserwowanych w połowie lutego".

Prognozy zbiegają się z tym, co mówi Niedzielski (być może dlatego, że opiera się właśnie na nich). 

Prawdopodobnie na koniec stycznia będziemy widzieli przyspieszenie i rozpoczęcie piątej fali, w tym sensie, że zacznie się dominująca pozycja omikrona, to ona będzie definiowała piątą falę

- uważa minister zdrowia.

Podobnie jak naukowcy z zespołu ds. COVID-19 w PAN (wśród których jest też m.in. dr Aneta Afelt z ICM UW), tak i dr Rakowski z ICM UW czy prof. Tyll Krüger z MOCOS na razie wstrzemięźliwie wypowiadają się o możliwym przełożeniu fali zakażeń wariantem omikron na liczby hospitalizacji czy zgonów. Dr Rakowski w rozmowie z PAP mówi, że zdecydowanie bardziej precyzyjne prognozy mogą być możliwe jeszcze pod koniec grudnia, wraz z napływem danych ze świata ws. zjadliwości omikrona. 

Prof. Tyll Krüger z MOCOS w rozmowie z "Wyborczą" nie tryska jednak optymizmem.

Matematyka jest nieubłagana i jeżeli prędkość zakażania jest dwa lub trzy razy szybsza od delty, to w tym czasie, co delta, omikron sprowokuje między pięciokrotnie a dziesięciokrotnie większy dzienny przyrost zakażeń. Więc przy takiej eksplozji zakażeń tych przypadków ciężkich chorobowo i tak będzie bardzo dużo, zwłaszcza gdy nie będzie lockdownu. Czyli może nas czekać armagedon w szpitalach

- mówi naukowiec.

Koronawirus w Europie (zdjęcie ilustracyjne)Omikron atakuje Europę. Kolejne kraje przywracają obostrzenia

Więcej o: