"Nowa normalność" w inwestycjach. Jak budować portfel w 2021 roku?

Jak lokować i inwestować oszczędności? To całkiem przyjemne wyzwanie, bo oznacza, że w ogóle mamy co inwestować. Ale mimo wszystko, w obliczu mnogości możliwości, wymaga od nas wiedzy i doświadczenia.

2020 r. był rokiem poważnych zmian dla osób dysponujących nadwyżkami finansowymi. Po pierwsze, po trzech obniżkach stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej (główna stopa spadła z 1,50 proc. do 0,10 proc.) lokaty bankowe - wszak już wcześniej niegrzeszące atrakcyjnością - stały się właściwie zupełnie nieopłacalne. Wiele banków zjechało z oprocentowaniem lokat, czy kont oszczędnościowych do poziomu np. 0,01 proc. czy 0,10 proc., czyli absolutnie symbolicznego. Niektóre wręcz wycofały te produkty ze swoich ofert. Odkładanie na lokatach i kontach oszczędnościowych właściwie przestało różnić się od trzymania gotówki "pod materacem", czy na nieoprocentowanym ROR-ze.

Pieniądze odpływają z lokat, gdzie trafiają?

Ten exodus widać świetnie w danych Narodowego Banku Polskiego. Depozyty terminowe gospodarstw domowych (do dwóch lat włącznie) w ciągu 2020 r. spadły o ponad 87 mld zł, tj. o niemal jedną trzecią.

W poszukiwaniu atrakcyjniejszych zysków - a właściwie jakichkolwiek zysków - Polacy przychylniejszych okiem spojrzeli na giełdę oraz fundusze inwestycyjne. Giełda Papierów Wartościowych informowała, że w 2020 r. przybyło w Polsce ok. 84 tys. rachunków maklerskich, a udział inwestorów indywidualnych w obrotach podwoił się. Z kolei dane Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami wskazują na bardzo szeroki, niewidziany od dawna strumień środków płynących do funduszy inwestycyjnych. Po dramatycznym marcu i kwietniu ub. roku, gdy Polacy przestraszeni pandemią wypłacili z funduszy niemal 23 mld zł, od maja powróciła do nich niemal równowartość tej kwoty (ok. 22 mld zł).

Poszukiwanie alternatyw wobec lokat bankowych jest uzasadnione nie tylko nominalnie bardzo niskimi zyskami, ale przede wszystkich realnym oprocentowaniem tych produktów. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w grudniu 2020 r. inflacja wynosiła w Polsce 2,4 proc. A i tak był to dość niski odczyt, bo w poprzednich miesiącach inflacja roczna oscylowała w granicach 3 proc., a wiosną 2020 r. wynosiła nawet ponad 4 proc. W każdym razie - obecnie jakakolwiek lokata kapitału czy inwestycja musi dawać ok. 2,5-3 proc. zysku w skali roku, żeby w ogóle chroniła środki przed utratą ich wartości, nie mówiąc już o realnych zyskach.

Nadzieje na to, że w przewidywalnej przyszłości bankowe depozyty zaczną chronić przed inflacją, są płonne. Na horyzoncie nie ma widoków na wzrost stóp procentowych w kraju, co mogłoby wywindować oprocentowanie lokat. Postępująca konsolidacja sektora bankowego czy jego nadpłynność to przykładowe czynniki, które również temu nie sprzyjają. Jednocześnie prognozy makroekonomiczne na 2021 r. i 2022 r. nie wskazują na wyraźne zahamowanie procesów inflacyjnych, a raczej zwykle na utrzymanie ok. 2,5-procentowego tempa wzrostu cen.

Poszukać alternatywy dla lokat

Słowem - aktualne uwarunkowania rynkowe nie dają w bliskiej, czy średniej perspektywie żadnych nadziei na przyzwoity zysk z depozytów bankowych. Także obligacje skarbowe należy traktować raczej jako bezpieczne dopełnienie portfela inwestycyjnego niż jego centralną część. Tym bardziej że wiele wskazuje na to, że 2021 r. nie będzie na tym rynku tak dobry, jak poprzedni.

Stąd w nadziei na akceptowalne stopy zwrotu konieczne jest śmielsze zwrócenie się ku innym segmentom rynku finansowego. W tym celu można albo samodzielnie inwestować np. w akcje giełdowe na polskim parkiecie czy zagranicznych rynkach.

Alternatywą jest powierzenie oszczędności funduszom inwestycyjnym. To nie tylko rozwiązanie dla osób, które nie czują się komfortowo z samodzielnym zarządzaniem portfelem inwestycyjnym. Fundusze inwestycyjne dają także łatwiejszy dostęp do globalnych rynków.

Co więcej, jeśli oczywiście sprawdzą się prognozy ekspertów, to 2021 r. może przynieść solidne stopy zwrotu właśnie m.in. z akcji czy surowców (czy jednostek funduszy inwestycyjnych posiadając je w swoich portfolio). Wraz z oczekiwaną poprawą sytuacji epidemicznej i ożywieniem gospodarczym na rynki może wedrzeć się euforia.

Z drugiej strony, rzecz jasna przewidywania te - podobnie jak same inwestycje - są obarczone niepewnością. Dlatego cały czas inwestorom powinna przyświecać kluczowa zasada o dywersyfikacji ryzyka. Jeśli ktoś nie ma specjalistycznej wiedzy w tym zakresie i nie jest przekonany, że będzie umiał trzymać rękę na pulsie, to lepszą decyzją może okazać się nabywanie jednostek funduszy inwestycyjnych, niż samodzielne inwestycje.

W zależności od akceptowalnego poziomu ryzyka, oczekiwanej stopy zwrotu czy planowanego horyzontu inwestycyjnego można wybierać z bardzo bogatej gamy funduszy - od dłużnych (bezpiecznych, ale nieoferujących wysokich stóp zwrotu), poprzez stabilnego wzrostu (o umiarkowanym poziomie ryzyka, dających szanse na wyższe zyski) poprzez te najbardziej agresywne (o wyższym stopniu ryzyka, oparte m.in. na akcjach, dające nadzieję na wysokie zyski). Każdy fundusz może też inwestować na różnych rynkach, w różnego typu spółki itd. (np. technologiczne, z branży spożywczej, medyczne itd.), więc dla każdego z pewnością coś się znajdzie. Trochę obrazowo - inwestycja w jednostki danego funduszu to niejako z góry inwestycja w pewną zdywersyfikowaną "układankę" aktywów o różnej charakterystyce zamiast samodzielnie tworzenie takiej kompozycji.