Jak inwestują Polacy w czasach, gdy oszczędności marnują się na lokatach?

Można narzekać i się zżymać, ale smutna prawda jest taka, że oszczędności lokowane teraz w lokaty bankowe po prostu się marnują. Dają bowiem tylko minimalnie wyższe odsetki niż nierobienie z nimi niczego - trzymanie tych środków na rachunku osobistym czy upchnięcie gotówki do bieliźniarki. Co ta sytuacja zmieniła w sposobie inwestowania przez Polaków?

Oczywiście, lokaty bankowe nigdy nie były sposobem na zarobienie kroci. Nie taka ich rola, podstawową jest zapewnienie oszczędnościom najwyższego bezpieczeństwa oraz jakichś - uzależnionych od sytuacji rynkowej, ale raczej niewygórowanych - odsetek. Ale mimo wszystko - tak źle dla oszczędzających na nich jeszcze nie było. Z rozrzewnieniem można wspominać lokaty choćby na 2, 3 czy 4 proc. jeszcze kilka lat temu, nie wspominając już o depozytach np. na 5, 6 czy 7 proc. (i to jeszcze omijających podatek Belki) niespełna dziesięć lat temu.

Inflacja i niskie stopy niweczą sens lokat

Dziś, na skutek rekordowo niskich stóp procentowych w kraju (referencyjna stawka to raptem 0,10 proc.) oprocentowanie lokat zjechało do symbolicznych poziomów. Według danych NBP, na lokatach na większość okresów średnio można zarobić właśnie ok. 0,10 proc. w skali roku, a nierzadko warunki są jeszcze bardziej symboliczne (np. 0,01 czy 0,05 proc.). Dość powiedzieć, że 10 tys. zł włożone na roczną lokatę o oprocentowaniu 0,10 proc., "na rękę" da nieco ponad 8 zł odsetek.

W dodatku, wszystkie ewentualne, mizerne zyski, z potężnym naddatkiem pożera inflacja, szczególnie wysoka w ostatnich miesiącach - regularnie sięgająca 4-5 proc. w skali roku. Co więcej, prognozy ekonomistów nie dają nadziei na rychły spadek inflacji w okolice choćby celu inflacyjnego NBP, czyli 2,5 proc.

Słowem - żeby środki choćby realnie nie traciły (nie mówiąc już o realnych zyskach), trzeba szukać rozwiązań oszczędnościowo-inwestycyjnych gwarantujących obecnie nawet 5 proc. w skali roku. Choć - na marginesie - być może to dobry moment, aby "uwolnić się" właśnie od takiego krótkoterminowego porównywania okazji rynkowych z inflacją, a zacząć myśleć o swoich oszczędnościach i inwestycjach w dłuższym horyzoncie.

Czy sytuacja na rynku coś zmieniła w Polakach? Jak inwestujemy w czasach, gdy oszczędności na lokatach się po prostu marnują?

Gdzie płyną pieniądze, jak nie na lokaty?

Na początek, należy trzeba zauważyć jedną, bardzo ważną rzecz. Otóż lokaty bankowe naprawdę dobrze pasowały do charakterystyki polskiego "ciułacza". Pokazuje to większość rynkowych badań - zdecydowanie ważniejsze jest dla większości z nas ograniczenie ryzyka straty pieniędzy niż maksymalizacja zysków. Nasze postawy kształtują dwie emocje - po pierwsze, właśnie strach przed utratą pieniędzy (często podbudowana świadomością, że zostały one zdobyte naprawdę ciężką pracą i wyrzeczeniami), po drugie - niewiara we własną wiedzę i doświadczenie. Oczywiście nie ma co generalizować, bo każdy jest inny, ma inne cele, inną akceptację ryzyka, inną wiedzę itd., ale ogólnie tym właśnie cechuje się przeciętny, oszczędzający Polak. Lokaty bankowe jako produkt bezpieczny, a jednocześnie po prostu także bardzo prosty, były dla wielu dobrą odpowiedzią na ich potrzeby. Stąd jeśli gdzieś mieliby szukać alternatywy dla lokat, to głównie w produktach o podobnej charakterystyce - bezpiecznych, raczej nieskomplikowanych, niewymagających dużego zaangażowania.

Dodatkowo, w rynkowych badaniach przewija się też przekonanie, że do inwestowania potrzebny jest duży kapitał. Tymczasem przeciętne oszczędności Polaków wciąż nie są duże i często są traktowane raczej nie w kategoriach kapitału przeznaczonego do aktywnego inwestowania, co jako bezpieczna poduszka finansowa na trudniejsze czasy.

Okazuje się, że wobec słabości lokat wiele osób… nie szuka dla nich alternatyw. Badania i rynkowe dane wskazują, że spora część Polaków pogodziła się z inflacją i nie potrafi znaleźć dobrego "zamiennika" dla lokat.

De facto postawę tę widać w statystykach. Choć z lokat bankowych odpłynęły miliardy złotych (z raportu Polskiego Funduszu Rozwoju "Comiesięczne zestawienie informacji o oszczędnościach" wynika, że w rok - od kwietnia 2020 r. do końca marca 2021 r., z depozytów terminowych odpłynęło ok. 100 mld zł), jednocześnie bardzo mocno wzrosło wśród naszych aktywów finansowych znaczenie gotówki (skok o ok. 65 mld zł) oraz depozytów bieżących, czyli m.in. po prostu kontach bankowych (skok o blisko 200 mld zł).  Dość powiedzieć, że o ile przed pandemią mniej więcej 30 proc. naszych oszczędności w bankach leżało na lokatach terminowych, o tyle obecnie ten odsetek jest o blisko połowę mniejszy.

Z drugiej strony, absolutnie zamiana niemal nieoprocentowanej lokaty na niemal nieoprocentowane konto oszczędnościowe, całkiem nieoprocentowane konto osobiste albo gotówkę pod poduszką nie jest to jedyną widoczną na rynku postawa. Rynkowe badania wskazują, że - mimo poczynionych wyżej zastrzeżeń - jest i liczna grupa osób gotowych zrobić ze swoimi pieniędzmi krok w inną stronę i aktywnie poszukujących alternatyw wobec lokat. Wśród nich królują m.in. inwestycje giełdowe, w jednostki funduszy inwestycyjnych czy zakup ubezpieczeń na życie z elementem inwestycyjnym. Do tego dochodzą także inne inwestycje - m.in. w surowce (złoto, srebro), waluty i kryptowaluty czy w nieruchomości (pod wynajem lub w celach inwestycyjnych, w tym flipping, tj. w celu szybkiej odsprzedaży m.in. po remoncie).

To także widać na poziomie twardych danych, a nie tylko deklaracji. Wartość akcji, udziałów i jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych w posiadaniu Polaków wzrosła pomiędzy pierwszymi kwartałami 2020 i 2021 r. blisko o ok. 230 mld zł, tj. niemal połowę. Ten wzrost oczywiście częściowo wynikał też z drożejących akcji, ale w dużej mierze także z napływu środków. O ok. 20 proc. wzrosła też kwota, którą Polacy posiadają w ramach rozwiązań emerytalnych i ubezpieczeniowych. Rekordy w pandemii bije także zainteresowanie obligacjami skarbowymi.

Więcej o: